Powiedzieli mi, że trzy kamery wystarczą. Nie uwierzyłem
Ile kamer potrzeba, żeby monitorować niemal całą działkę? Usłyszałem, że trzy, w co jakoś nie chciałem uwierzyć. Musiałem to samemu sprawdzić.

I okazało się, że moje obawy były właściwie całkowicie bezpodstawne.
Ale po kolei.
Jakie kamery trafiły do mnie na testy?

Te z absolutnego topu oferty doskonale znanego wszystkim Reolinka, czyli Elite Pro Floodlight.
Tę nieco przydługawą nazwę kamery można - a nawet należy - przedłużyć. Na końcu pojawia się bowiem albo dopisek PoE, albo WiFi. Przy czym jak łatwo się domyślić, ta z pierwszym dopiskiem będzie realizować zasilanie i transmisję danych jednym przewodem, natomiast ta druga połączy się z naszą domową siecią bezprzewodowo.
Co istotne - mimo podobnej nazwy te kamery dość mocno się od siebie różnią, chociażby jeśli chodzi o rozdzielczość (8 megapikseli w wersji WiFi).
Do mnie na testy trafiła ta pierwsza odmiana, co ucieszyło mnie szczególnie, biorąc pod uwagę fakt, że w końcu skutecznie wyprowadziłem PoE z domu, więc było co i do czego podłączać.
I co jest w tej kamerze takiego fajnego?
To, czego - paradoksalnie - w tej przydługawej nazwie nie ma, czyli fakt, że jest to dwuobiektywowa kamera o rozdzielczości 16 megapikseli. Czyli nie tylko mamy 180 stopni widoczności, ale też są one nam serwowane w rozdzielczości 7680 x 2160, przy maksymalnie 20 klatkach na sekundę i bitrate na poziomie nawet ok. 12 Mb/s.

Ok, może i wideo na YouTube'a tym nie nagracie, ale jakość i rozdzielczość - jak na kamerę do monitoringu, są naprawdę imponujące. Podobnie jak możliwość przybliżania obrazu.
Pokaż.
Proszę bardzo. Tutaj mamy pięknie czytelny numer rejestracyjny:

E, żadna tam sztuka, każda kamera tak potrafi, a i to jakieś takie pikselowate.
To pierwsze to w sumie nie prawda, a to drugie tak. Głównie dlatego, że jest to taki wycinek z całego kadru:

Tak, ta żółta ramka to właśnie ten fragment z całości obrazu, jaki nagrywa Reolink Elite Pro Floodlight.
Nie będę przy tym udawał, że mogę z tej perspektywy - i tego samego ujęcia - odczytać kod kreskowy nieudolnie wyrzuconej doniczki, ale napis na koszu na śmieci - bez problemu.

Po namyśle w sumie stwierdzam, że nawet fakt, że przy takim przybliżeniu jestem w ogóle w stanie rozpoznać, że to doniczka i jest na niej naklejka, to już nawet więcej, niż mógłbym oczekiwać.
Czyli ta rozdzielczość to nie tylko marketing?
Nie i przyznaję, że sam na początku nie spodziewałem się cudów. W praktyce jednak taka rozdzielczość - nawet jeśli powstająca w wyniku "sklejenia" obrazu z dwóch obiektywów - jest zachwycająca i po pierwszych wątpliwości szybko nie mogłem się przestać bawić.
Ok, może i zoomowanie na kosz na śmieci pod własnym domem nie jest dla niektórych zabawą, ale dla mnie - przez chwilę - było wyborną rozrywką. Tym bardziej, że za rozdzielczością stoi tutaj też naprawdę dobra jakość.
A co z polem widzenia?
Świetnie i jednocześnie nieźle. Już tłumaczę.
Jeśli chodzi o widoczność w poziomie, to jest wręcz doskonale. 180 stopni, szczególnie przy tej rozdzielczości i jakości, faktycznie się sprawdza i bez wahania mogę napisać, że cały obraz jest od strony monitoringu użyteczny.
Zresztą, żeby nie być gołosłownym, ta kamera, z której obraz widzicie, umieszczona mniej więcej 2,7 m nad ziemią, monitoruje taki obszar:

Nie jest to może najpiękniejszy obrazek, ale na dobrą sprawę ta jedna kamera wystarczyła, żeby monitorować absolutnie cały front mojego domu - z furtką, bramką, podjazdem i kawałkiem szopy sąsiada włącznie. Wszystko na poziomie rozdzielczościowym, który pozwala odczytać czy to numery tablic rejestracyjnych, czy przyjrzeć się bliżej koszowi na śmieci.
Ba, w niektórych sytuacjach jestem w stanie nawet mniej więcej zobaczyć, co robię na telefonie, jeśli stoję w zasięgu kamery. Oczywiście bez jakiejś przesady i odczytywania pojedynczych wiadomości, ale sam typ aktywności na ekranie da się już jako tako stwierdzić.
Drugą kamerę zamontowałem natomiast na "końcu" domu (na tej samej ścianie, co pierwszą) i w efekcie widzę i furtkę (po prawej na zrzucie ekranu) i ścieżkę do domu i wielki kawał ogrodu. Gdyby nie drzewa i krzaki - albo gdybym zamontował kamerę odrobinę wyżej - miałbym właściwie pokryte tymi dwiema kamerami 2/3 terenu. Tym bardziej, że mógłbym jeszcze trochę odchylić kamerę w lewo, zachowując widok furtki, ale dostając jeszcze więcej ogrodu.

"Nieźle" pasuje natomiast do określenia pionowego kąta widzenia Reolink Elite Pro Floodlight. 55 stopni nie jest wprawdzie jakimś szczególnie złym wynikiem, ale w niektórych sytuacjach może nam jednak trochę brakować tych 5 stopni, które potrafią dodatkowo dorzucić nawet niektóre kamery Reolinka.
W moim przypadku nie był to wielki problem, ale trzeba niestety i o tych stopniach pamiętać. Dla szybkiego porównania, tak wygląda 60 stopni:

A tak Reolinkowe 55:

A coś tu się rusza albo śledzi?
Nie - i w sumie bardzo mi z tym dobrze, tym bardziej, że podpiąłem Reolinka pod mój domowy system monitoringu (Frigate), gdzie dodatkowy ruch obiektywów wprowadzałby tylko zamęt i potencjalnie błędne, niechciane wykrycia.
Możemy za to regulować w dość sporym zakresie ustawienie pary obiektywów na wysięgniku. Mamy tutaj głowicę kulową, więc możemy z tym robić co tylko chcemy - i w pionie, i w poziomie. Jedyne, o co trzeba dbać, to o to, żeby znaleźć miejsce i dla kamery, i dla "uszek".

A te "uszka" to co?
Ten floodlight z nazwy. Dostajemy tutaj dwa LED-owe panele, które możemy - w trochę dziwny, ale skuteczny sposób - regulować i w pionie, i w poziomie.
I jeśli chodzi o najważniejsze, czyli skuteczność świecenia, to absolutnie nie ma się do czego przyczepić - wręcz przeciwnie. Niezależnie od tego, czy to jest faktycznie 2800 deklarowanych lumenów czy nie - te panele potrafią nie tylko doświetlić ścieżkę przed domem, ale w zasadzie całkowicie zastąpić oświetlenie np. całego podjazdu.
Sprawdziłem teraz na wszelki wypadek, na ile mam ustawione moje reflektory i te przed domem ustawione są na jakąś 1/4 skali albo i mniej. I jednocześnie dalej są piekielnie jasne i mają piekielnie daleki zasięg. Do tego stopnia, że sporo wysiłku zajęło mi ustawienie ich nie tyle w taki sposób, żeby oświetlały skutecznie ścieżkę do domu, ale w taki, żeby przy okazji nie oświetlały też połowy ulicy i domu sąsiada, a kto wie, czego jeszcze.

W skrócie: absolutnie jest moc i to wykraczająca poza to, czego bym się spodziewał po "lampce przy kamerze". Ach, a jeśli ktoś chce, to może sobie regulować nawet temperaturę barwową tego światła - choć tutaj akurat nie mam pojęcia, w jakim celu.
Ale weź coś krytycznego napisz.
Ok, dwie rzeczy.
Po pierwsze - trochę mnie zasmuciło, że nie da się oddzielnie sterować każdym z dwóch świateł. Dla systemu sterującego jest to jedno światło i nie da się tego ustawić tak, żeby np. przy wykryciu ruchu z "lewej" strony kamery zapalało się tylko lewe światło. Może i niszowy problem, ale na coś musiałem ponarzekać.
Początkowo też dość wyraźne było opóźnienie między wykryciem ruchu a włączeniem się światła, ale jedna z ostatnich aktualizacji znacząco tę przerwę skróciła. Choć mogłoby być jeszcze o odrobinę lepiej.
O, jak jest z tym wykrywaniem?

Bardzo dobrze, aczkolwiek w niektórych przypadkach wymagana jest odrobina tuningu ustawień. Przykładowo krzak znajdujący się przed moim domem i zajmujący sporą część kadru generował sporą liczbę fałszywych alarmów przy domyślnych ustawieniach.
Szczęśliwie aplikacja Reolinka jest na tyle rozbudowana, że poza podstawowymi ustawieniami czułości wykrywania pozwala też m.in. zdefiniować rozmiar ewentualnie "alarmującego" obiektu, a w niektórych przypadkach - nawet obszar, w którym należy się go spodziewać.
I tutaj od razu dobra wiadomość - do żadnego z trybów rozpoznawania nie potrzeba subskrypcji. Możemy bez żadnych dopłat korzystać z wykrywania ludzi, zwierząt, samochodów, "ruchu ogólnego" czy - w wersji beta - zostawionych albo zabranych przedmiotów. Do tego dochodzą też tryby powiadamiania o zbyt długim przebywaniu w danej strefie czy przekroczeniu określonej linii. I tak - możemy to ustawić nie tylko dla ludzi.





To wszystko... po prostu działa - dokładnie tak, jak można byłoby się spodziewać po kamerze za taką cenę. Jedyne, co nie daje mi trochę spokoju, to fakt, że z jakiegoś powodu zabrakło tutaj... wykrywania paczek. Poważnie, możecie nawet sprawdzić w specyfikacji - nie ma. Jest alarm dotyczący wspomnianych porzuconych przedmiotów i nawet działa, ale wolałbym po prostu wykrywanie paczek.
Trzymam w tej kwestii kciuki za aktualizację, szczególnie biorąc pod uwagę to, jak dobra jest ta kamera w ogólnym wykrywaniu. Rozpoznanie paczki na progu domu nie powinno być wielkim problemem.
Dobra, a jak wygląda jakość obrazu w nocy?
W trybie IR (zasięg teoretyczny do 30 m) tak:

I co najlepsze - dalej możemy sobie niemal do woli przybliżać obraz i odczytywać detale:

Po włączeniu światła będzie tak:

I może nie ustawiłbym tego sobie na zdjęcie profilowe (tak, muszę też w końcu posprzątać ten ogród i podjazd), ale jak na warunki nocne i wykrajanie klatek - jest zaskakująco dobrze:

Dobra, ale wróćmy może do początku. Jak to się w ogóle montuje?

Opcje mamy dwie - albo na istniejącej już puszce elektrycznej, albo po prostu przyczepiając kamerę do ściany albo innego pasującego podłoża. W zestawie mamy niemal wszystko, co jest niezbędne do instalacji - i to część rzeczy nawet z małym zapasem. Ba, do "zakręcania" kamery w stabilnej pozycji dostajemy nawet specjalny klucz, żeby nie musieć kręcić ręcznie - i przeważnie niezbyt skutecznie.
Sam zamontowałem przy tym dwie kamery "w drewnie" i jedną na puszce elektrycznej. Ta druga opcja jest szybsza i łatwiejsza, ale wymaga jednego - solidnie osadzonej puszki. Ta kamera ma masę 1,3 kg (!), więc jeśli ktoś osadził wam puszkę w ścianie "na odwal", to będziecie musieli z nią trochę powalczyć.
I dalej co?
I dalej zostaje nam podłączenie przewodu. Jako że to wersja PoE, to wystarczy jeden, i do transmisji danych, i do zasilania. Możemy przy tym wyciągnąć przewód na zewnątrz albo - jeśli mamy specjalnie przygotowane miejsce - całość kablową upchnąć w środku. Niestety u mnie kable są w trybie napowietrznym, więc musiałem wybrać tę pierwszą opcję.
Mój jedyny instalacyjny zarzut? Łączniki przewodów, a dokładniej niektóre elementy uszczelnienia w punkcie podpinania kamery do przewodu idącego z naszego domu, są raczej rozmiarowo wyskalowane pod standardowe, wewnętrzne przewody sieciowe. W moim przypadku zastosowałem wyraźnie grubsze kable zewnętrzne i kosztowało mnie sporo wysiłku, żeby całość poskładać i zakręcić. Da się, jak najbardziej, ale wymaga to naprawdę samozaparcia i odrobiny przemocy.
Plus jest taki, że po przewalczeniu tego dostajemy zestaw, który wytrzymał ostatnie miesiące wrocławskiej pogody. A to oznacza ulewne, padające całymi dniami opady - które nie zrobiły na tej kamerze absolutnie najmniejszego wrażenia.
A jaka jest aplikacja Reolinka?





Na dobrą sprawę - absolutnie bezproblemowa. Kilka ustawień jest wprawdzie dość zagmatwanych, a kilka tłumaczeń raczej niezbyt trafiona, ale poza tym - wszystko działa jak trzeba. Powiadomienia przychodzą, kamery zmieniają ustawienia - jeśli chcemy te ustawienia zmienić - podglądy działają, przeglądy historii i pobieranie plików też.
Do tego z uwagi na to, że całość podłączona jest przewodowo, nawet przy najwyższych możliwych ustawieniach jakościowych całość działa jak złoto - bez doładowywania, kręcenia kółkiem czy cokolwiek. Klikasz - i jest. To samo dotyczy też pobierania np. nagrań w pełnej rozdzielczości z włożonej do kamery karty microSD (brak w zestawie). Klik - i jest.
Dodatkowe punkty przyznaję też za interfejs przeglądarkowy. Tak, wiem, nie tak wiele osób będzie z niego korzystało. Ale ja korzystałem i było to w wielu miejscach wygodniejsze niż przebijanie się przez ustawienia na telefonie.

Aczkolwiek, jeśli i tutaj mogę sobie ponarzekać - nie jestem fanem tego, w jaki sposób Reolink zachęca do subskrypcji.
Przykładowo - bez subskrypcji nie dostaniemy powiadomienia z miniaturką, po prostu zwykłe tekstowe powiadomienie z rozpoznanym typem obiektu. Nie znajdziemy tutaj też żadnej zbiorczej osi czasu dla wszystkich kamer - zamiast tego mamy albo niezbyt praktyczną oś czasu dla każdej z kamer osobno, albo bardzo kuszący przycisk historii przechowywanej w chmurze, który zajmuje ładnie eksponowane miejsce na pasku ekranu głównego.
Oczywiście chociażby problem osi czasu można rozwiązać. Albo decydując się na subskrypcję - która nie kosztuje fortuny - albo dokupując Home Hub (bardzo sensowne rozwiązanie), albo łącząc Reolinka z innymi systemami. W moim przypadku wszystkie trzy kamery zostały bezproblemowo połączone z Home Assistantem (świetnie działająca integracja) i z Frigate. W tym ostatnim przypadku szczególnie miły okazał się fakt, że każda z kamer oferuje dwa strumienie, które można w sporym zakresie skonfigurować - więc jeden możemy ustawić do rozpoznawania, a drugi, "pełnowymiarowy" - do zapisu.
Taka "zewnętrzna" integracja daje nam natomiast gigantyczne pole do popisu w kwestii tego, o czym kamery mają nas informować. I tak przykładowo - chcę dostawać powiadomienia o tym, że ktoś jest przed domem, ale nie cały czas, bo bym oszalał. Z poziomu HA mam więc ustawione, że powiadomienie z kamery Reolinka przed drzwiami dostaję tylko wtedy, kiedy ktoś tam się pojawi, ale jednocześnie ktoś (czytaj: ja) jest wykryty na drugiej kamerze z tyłu domu, co oznacza, że nie mam fizycznie szansy zobaczyć ani usłyszeć, że ktoś wchodzi na posesję. Ewentualnie wtedy, kiedy mój komputer w biurze ma status "aktywny", co oznacza, że siedzę w biurze i nie mam jak zobaczyć, że ktoś idzie do mnie np. z paczką.
A tak - wiem wszystko i idealnie wtedy, kiedy tego potrzebuję.
Przy okazji, jeśli ktoś chciałby zostać jednak przy aplikacji Reolinka, nie mogę nie wspomnieć, jak dobrze spisuje się "wyszukiwanie AI". Po prostu wpisujemy, czego szukamy i dostajemy właśnie to. Bez subskrypcji, bez dodatkowych hubów. Więc może jednak brak takiego klasycznego timeline nie jest taki straszny.





A ile to potrzebuje prądu do życia?
W ciągu dnia - 6 watów. Co jest świetnym wynikiem, bo moje kamery 2K, które wcale nie mają zasięgu 180 stopni i dają dużo gorszą jakość obrazu, przeważnie potrzebują 2,8-3 watów, czyli połowę tego. A że tutaj mamy właściwie dwie kamery w jednej - 6 watów przy takiej jakości to wynik lepszy, niż mogłem się spodziewać.
Przy włączonym IR zużycie rośnie do 10,6-11,8 wata, a i podobny wynik zobaczymy przy włączeniu podwójnego oświetlenia na ok. 1/3 mocy. Jeśli jednak rozkręcimy oświetlenie na maksimum, możemy się spodziewać ok. 26 watów - warto więc zadbać o odpowiednio mocny zasilacz PoE, szczególnie jeśli np. kilka kamer podłączymy do jednego switcha.
A, gdyby ktoś pytał - to oświetlenie może być albo zależne od wykrycia ruchu, albo włączane harmonogramem w określonych porach dnia. Może być też kompetnie niezależne od powiadomień o ruchu.
Co jeszcze warto wiedzieć?
Chociażby to, że można - bez hubów i subskrypcji - włączyć nagrywanie ciągłe i ustalić też, co i kiedy ma być kasowane. Można też nagrywać audio i w razie potrzeby aktywować syrenę alarmową.
Do tego możemy włączyć powiadomienia na telefon, pocztę email, można włączyć alerty świetlne, połączyć się z FTP, czy włączyć RTSP, ONVIF i... w sumie niemal wszystko, co chcemy. Wprawdzie niektóre rzeczy są odrobinę zakopane, ale wszystko jest - czy chcemy z kamery korzystać w ekosystemie Reolinka, czy chcemy te kamery "wynieść dalej".
Reolink Elite Pro Floodlight PoE - czy warto?

Z jednej strony - tak, to jest raczej droga kamera. Standardowo kosztuje 1219 zł, ale na stronie producenta wyceniono ją promocyjnie na ok. 1134 zł. Z tego, co mówi internet, aktualnie można ją kupić jeszcze taniej - w okolicach 1000 zł z hakiem.
I tak - to dalej dużo jak na kamerę do monitoringu, tym bardziej, że sam korzystam prywatnie z różnych kamer, w tym i takich, które kosztowały mnie ok. 150 zł za sztukę i... dają radę.
Z drugiej strony Reolink Elite Pro Floodlight PoE nie jest kamerą dla tych, którzy szukają sprzętu, który "da radę". To jest przepotężny kawał sprzętu, z podwójnym obiektywem i fantastyczną jakością oraz rozdzielczością. Do tego dochodzi jeszcze niesamowicie mocne oświetlenie "na dwie strony" i gigantyczne możliwości personalizacji. A gdyby tego było mało - integracja z wybranymi zewnętrznymi systemami jest absolutnie bezproblemowa (sorry, Apple Dom).
Pisząc inaczej - to jest kamera, którą bym wybrał do siebie do domu, gdybym nie miał ograniczonego budżetu. Jedyne, co tak naprawdę mógłbym jej zarzucić - poza drobiazgami - to może to, że nie wygląda najpiękniej. Poza tym właściwie wszystkie wady są albo tak drobne, że na co dzień nie przeszkadzają, albo nie dotyczyły mojego profilu korzystania z kamery.
Aczkolwiek przyznaję - za taką cenę można się było tego spodziewać. Albo wręcz tego wymagać.
Reolink Elite Pro Floodlight PoE - zalety:
- fantastyczna jakość obrazu i rozdzielczość pozwalająca na ekstremalne przybliżenia;
- PoE. PoE jest zawsze plusem;
- banalnie prosty montaż, w tym możliwość montażu na puszce elektrycznej;
- bezproblemowa konfiguracja;
- możliwość obsługi z poziomu przeglądarki na komputerze;
- bogate możliwości personalizacji;
- zgodność z innymi - choć nie wszystkimi - ekosystemami;
- ekstremalnie mocne oświetlenie;
- bardzo dobry tryb podświetlenia IR;
- dobra jakość nagrywanego dźwięku;
- głośna syrena;
- opcja zignorowania wszelkich subskrypcji i korzystania z urządzenia tak bardzo lokalnie, jak tylko się da;
- ograniczone zapotrzebowanie na prąd (nie dotyczy oświetlenia włączonego na maksymalny poziom);
- wszystko tutaj po prostu działa - i to piekielnie dobrze.
Reolink Elite Pro Floodlight PoE - wady:
- z "uszczelniaczami" połączenia ethernetowego trzeba się nasiłować, jeśli macie przewody "zewnętrzne";
- brak jakiejś sensownej osi czasu dla wszystkich kamer bez dodatkowych rozwiązań albo subskrypcji;
- oświetlenie po wykryciu ruchu mogłoby się włączać ułamek sekundy wcześniej;
- tanio nie jest (choć w zasadzie dostajemy dwie kamery, więc wycena jest uczciwa).
Redaktor prowadzący Spider’s Web i Autobloga. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od 15 lat związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.