Nie chcesz płacić prelegentom na swojej konferencji? Nie marnuj mojego czasu
Moja była koleżanka redakcyjna Sylwia Czubkowska opublikowała na Facebooku wpis, który powinien zobaczyć każdy, kto organizuje konferencje, kongresy i eventy biznesowe w Polsce.

Nie przewidujemy wynagrodzenia za artykuły, ale artykuł dotrze do społeczności founderów. Jako organizacja pozarządowa nie przewidujemy honorariów dla prelegentów. Możemy zaproponować 1000 zł - ale to musi być umowa dżentelmeńska, bez faktur.
To wszystko konkretne cytaty z konwersacji Sylwii z organizatorami wydarzeń publicznych.
Każdy, kto był kiedykolwiek zapraszany do wystąpień publicznych zna te formułki na pamięć. Brzmią jak żart? Otóż zapewniam, że żartem nie są.
Dlatego przestałem
Przez lata byłem regularnym gościem różnych konferencji technologicznych, biznesowych, medialnych. Panele dyskusyjne, wywiady na scenie, prelekcje, wykłady. Zaproszenia dostawałem regularnie i regularnie na nie odpowiadałem.
A potem zacząłem liczyć
Przynajmniej dzień przygotowania. Kilka godzin dojazdu. Czas wystąpienia. Powrót. Łącznie 2, czasami nawet 3 dni wyrwane z normalnej pracy, a tej mi na co dzień nie brakuje, szczerze zapewniam. W zamian? Widoczność. Ekspozycja. Możliwość dotarcia do super istotnej społeczności decydentów. No i czasami kanapka za kulisami i kawa w papierowym kubku.
Żebyśmy mieli jasność - zdecydowana większość tych konferencji to imprezy komercyjne. Biletowane. Sale konferencyjne wynajęte za dziesiątki tysięcy złotych. Sponsorzy płacący za stoiska i prezentacje swoich firm w materiałach. I oczywiście organizatorzy zarabiający na tym przedsięwzięciu konkretne pieniądze.
A prelegenci? Prelegenci dostawali widoczność
No więc ja - niczym Agnieszka Chylińska - powiedziałem sobie w końcu dość. Jeśli przychodzisz do mnie bez budżetu, to zwyczajnie nie mam dla ciebie czasu. Nie dlatego, że jestem arogancki. Dlatego, że mój czas ma wartość. Tak samo jak twój czas - organizatorze - który wyceniłeś wystawiając bilety i sprzedając lokowania firm bądź też przytulając grant od organizacji rządowych.
"Nie płacimy, bo jesteśmy NGO"
To moja ulubiona wymówka, zilustrowana przez jeden ze screenów Sylwii. "Jako organizacja pozarządowa nie przewidujemy honorariów." No mili państwo, szanujmy się.
Spójrzmy na tę logikę. Organizacja pozarządowa wynajmuje salę - płaci za nią. Zatrudnia koordynatora eventu - płaci mu. Zamawia catering - płaci za niego. Drukuje materiały - płaci za nie. Ale prelegent, który jedzie kilkaset kilometrów, przygotowuje wystąpienie, i swoją wiedzą i nazwiskiem przyciąga uczestników - tego nie wyceniamy, bo NGO.
Status organizacji pozarządowej nie jest zwolnieniem z płacenia za pracę. Jest zwolnieniem z podatku dochodowego. A to są dwie zupełnie różne rzeczy.
"Zyskujesz widoczność." Naprawdę?
Spider's Web dociera do kilku milionów czytelników miesięcznie. NaTemat podobnie. My sprzedajemy reklamy właśnie dlatego, że mamy tę widoczność i dotarcie. To jest nasz produkt.
Gdy ktoś przychodzi do mnie i mówi "napisz dla nas artykuł za darmo, ale za to opublikujemy go w naszych socialach", to proponuje mi, żebym zapłacił za to, co sam sprzedaję. To tak, jakby pójść do piekarni i zaproponować piekarzowi: upiecz nam chleb za darmo, ale za to opowiemy wszystkim znajomym, jaki jest pyszny.
Widoczność jest walutą tylko wtedy, gdy ktoś jej potrzebuje. Sylwia Czubkowska jej nie potrzebuje - jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarek technologicznych w Polsce. Ba, zdecydowana większość prelegentów na poważnych konferencjach także nie potrzebuje widoczności. Gdyby jej potrzebowali, to wy - drodzy organizatorzy - byście ich nie zapraszali. To wy chcecie z niej skorzystać, by wasz produkt był lepszy.
Czego tak naprawdę oczekujesz od prelegenta?
Kiedy zapraszasz kogoś do panelu, to zapraszasz jego wiedzę, doświadczenie i nazwisko. To nie jest coś, co ten człowiek zbiera w lesie popołudniami. To wynik lat pracy, budowania ekspertyzy, czasem dziesiątek lat kariery zawodowej.
Sylwia opisuje naukowczynię, która tłumaczyła jej, że "tak w Polsce robi się naukę" - bez honorarium, za sam prestiż publikacji. I pisze coś ważnego: "nie obarczam jej odpowiedzialnością. Bo to nie ona jest tu problemem".
Ma rację. Mój dom rodzinny był domem pracowników naukowych, więc dobrze wiem, jak to wygląda w praktyce. Problem jest systemowy. Leży w tym, że branża eventowa w Polsce wypracowała przez lata model, w którym pracę intelektualną wycenia się inaczej niż pracę fizyczną. Elektrykowi nikt nie proponuje widoczności za okablowanie sali konferencyjnej. A prelegent? Prelegent powinien być wdzięczny za możliwość wystąpienia.
Algorytmy zrobiły z tym coś dramatycznie złego
Sylwia diagnozuje przyczynę tego stanu rzeczy. Platformy społecznościowe stworzyły kulturę walki o widoczność, zasięgi i rozpoznawalność, a branża eventowa doskonale nauczyła się to wykorzystywać.
Kilka lat temu wystarczyło być na kilku konferencjach, żeby być "ekspertem". Dziś wystarczy kilka wpisów na LinkedInie i jeden podcast u znanego youtubera, i już jesteś thought leaderem - jak to się teraz ładnie nazywa z angielska. A skoro każdy walczy o widoczność, to organizatorzy nauczyli się, że mogą oferować ją zamiast pieniędzy.
Jest w tym jednak pułapka dla wszystkich. Prawdziwi eksperci - ci z wieloletnim doświadczeniem, z realną wiedzą, z czymś ciekawym do powiedzenia - coraz częściej mówią: nie, dziękuję. Zostają na scenie ci, którym ta niby widoczność rzeczywiście jest potrzebna. No i co tu dużo mowić - poziom konferencji spada proporcjonalnie.
"Umowa dżentelmeńska bez faktur" to nie jest propozycja biznesowa
To próba uniknięcia płacenia za pracę przy jednoczesnym uniknięciu odpowiedzialności prawnej. Sylwia mówi, że jej to nie jest już potrzebne i że ma dość. Rozumiem ją doskonale. Współczuję jej, że jako osoba, która w dużej mierze utrzymuje się z wystąpień publicznych, wciąż musi to tłumaczyć.
Ależ to smutne.
Więcej "kultury naczelnego" na Spider's Web:
Grafika tytułowa wygenerowana przez AI
Ojciec założyciel i rednacz Spider's Web w jednym. Słynie z bufonowatych tyrad, w których ogłasza prawdę objawioną i jedyną. W Sieci zaczynał pisać, gdy większość Czytelników Spider's Web chodziła jeszcze w pampersach. Wymądrza się głównie na temat biznesu technologicznego, ale tak naprawdę ma wiele do powiedzenia na tematy wszelakie.