REKLAMA

Dane milionów Polaków wyciekły. Szef firmy przeprasza, a rząd każe czekać

Skala wycieku jest ogromna, a my wciąż nie możemy sprawdzić, co dokładnie trafiło w ręce cyberprzestępców. Ujawnienie konkretów wciąż przed nami. 

wyciek danych

O wycieku informowaliśmy 12 sierpnia 2026 r. Osoby podające się za sprawców ogłosiły, że w przejętych danych znajdują się informacje dotyczące prawie 19 mln Polaków. Wśród nich: numery PESEL, dane osobowe oraz szczegóły związane z wizytami i receptami. Rząd potwierdził tę liczbę. Minister Cyfryzacji Krzysztof Gawkowski uspokajał jednak i zaznaczał, że mowa o milionach rekordów zawierających różne dane, które można ze sobą łączyć. Dopiero analiza bazy miała pokazać, co konkretnie zostało ujawnione w przypadku poszczególnych pacjentów.

Od przekazania tej informacji minęły już prawie dwa tygodnie, ale nasza wiedza dalej nie jest pełna. Tymczasem głos zabrał prezes MyDr - firmy dostarczającej oprogramowanie tysiącom placówek medycznych, która była celem ataku. 

- Przede wszystkim chcę przeprosić za niepokój, stres i niepewność, które spowodowała ta sytuacja - zaznaczył w komunikacie Piotr Miluski, CEO MyDr.

Przepraszam każdego pacjenta i każdego naszego użytkownika, niezależnie od tego, czy incydent w ogóle dotyczy jego danych. Wiem, że obawa o swoje dane medyczne nie jest zwykłym stresem. To jedne z najbardziej prywatnych informacji, jakie istnieją, a ich bezpieczeństwo traktujemy jako nasze najważniejsze zadanie. 

Jak wyjaśnił Miluski, postępowanie prowadzone przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) ciągle trwa. Również zespół MyDr wraz z "zewnętrznymi ekspertami" kończy analizę, której celem jest "precyzyjne ustalenie, jakie dane zostały objęte incydentem".

Dopiero w najbliższych dniach zacznie się oficjalne informowanie placówek medycznych "zgodnie z RODO"

- Na tym etapie przyjmujemy z ostrożności celowo szerokie podejście do procesu informowania - zaznacza Miluski.

Za pośrednictwem placówek medycznych informacja może dotrzeć do około 18 milionów osób, których danych na obecnym etapie analizy nie możemy wykluczyć z zakresu incydentu. Grupa ta została określona z ostrożności i obejmuje osoby, których dane, przede wszystkim o charakterze historycznym (pochodzące z kwietnia 2024 roku lub wcześniejsze), znajdowały się w środowisku objętym incydentem. 

Szef MyDr w oświadczeniu zaznacza, że nie ma jeszcze pewności, czy dane wszystkich 18 milionów osób zostały skradzione, odczytane lub upublicznione. Jak podkreślił, sytuacja jest monitorowana i póki co nie wykryto, aby "dane objęte incydentem zostały publicznie udostępnione".

Wolimy poinformować zbyt szeroką grupę osób niż zbyt wąską, ponieważ uważamy, że każdy zasługuje na to, aby wiedzieć i móc odpowiednio zareagować. Placówki otrzymają od nas gotowe materiały oraz wsparcie na każdym etapie, tak aby każdy pacjent dowiadywał się o sytuacji od swojej placówki medycznej, a nie z mediów - wyjaśnił Piotr Miluski.

O tym, czy nasze dane znalazły się w wykradzionej bazie, informować miał rządowy serwis bezpiecznedane.gov.pl. Aby stało się to możliwe, wszystko musiało zostać najpierw przeanalizowane przez policję. Sęk w tym, że ten proces się wydłuża. 

- To jest kwestia kilkudziesięciu godzin – nie będę pospieszał – ten tydzień jest perspektywą, która jest realna – policja dłużej zabezpieczała te dane - mówił wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski w poniedziałkowej rozmowie z RMF FM. 

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.