Mój telefon coś opętało. Byłem o krok od wymyślenia nowej teorii spiskowej
Podejrzane zachowanie mojego telefonu bardzo szybko przestało wydawać się wyłącznie przypadkiem - tylko dlaczego spotkało to akurat mnie, dlaczego to ja zostałem wybrany? Pytania zaczęły się mnożyć i nie dawały mi spokoju.

Rozpoczęcie tej historii jest najbardziej kłopotliwe, bowiem stawia mnie w nienajlepszym, nieco wstydliwym świetle, a to błędu przyznać się najtrudniej. Wyjaśnić bowiem trzeba, dlaczego akurat ten telefon znalazł się u mnie w domu, a ja stałem się jego właścicielem. Mniejsza o markę, szybko zrozumiecie, że sprawa jest poważna i niewykluczone, że dotknąć mogła każdego producenta. No dobrze, prawie każdego. Przede wszystkim jednak liczy się to, że telefon był tani, a marka - chińska. Może to też jest bez znaczenia, ale może wcale nie.
Kupiłem tani, chiński telefon. To akurat jeszcze nic złego, ale zarzucić mi już można sposób, w jaki dokonałem tego zakupu. Proces był krótki i przeprowadzony lekceważąco. Pewne okoliczności zmusiły mnie do podjęcia jak najszybszej, a przez to zbyt pochopnej decyzji. Nie chciałem tracić czasu na analizy uznając, że to tylko telefon. Poprzeczka była zawieszona nisko: miał dzwonić, pozwalać utrzymać kontakt z siecią i - to było najważniejsze - nie kosztować możliwe jak najmniej.
Logiczne argumenty, ale teraz wyrzucam sobie pokpienie sprawy, pójście na skróty. Patrząc z innej perspektywy, dałoby się mnie łatwo usprawiedliwić, dostrzec w tym uroczą beztroskę. Tak, gdybym kiedyś kupował auto, kierowałbym się kolorem. Nie zwracam uwagi na szczegóły. Ale ten telefon mi się nawet nie podobał, po prostu chciałem załatwić sprawę i mieć to z głowy. Naprawdę nigdy nie słyszałem o tym, że pośpiech jest złym doradcą?
Ale dość już o mnie, bo nie to jest w tej opowieści najważniejsze. A może właśnie jest? Mącę, próbując wyjaśnić, dlaczego kupiłem tani chiński telefon za mniej niż 1000 zł. Znacznie łatwiej pójdzie mi teraz, opisując komplikacje.
Kiedy to wszystko się zaczęło? Nie jestem wstanie określić konkretnej daty, nie wiem nawet, czy było to już pół roku temu, czy tylko trzy miesiące wstecz. Mogę jednak wskazać symboliczny moment przekroczenia rzeki, punktu, za którym nie było już odwrotu.
Po prostu zacząłem mówić, że chyba czas na nowy telefon
Najpierw przybąkiwałem o tym w rozmowach. Nieśmiało, bez żadnego konkretu. Wypowiadanie wątpliwości na głos nie było jednak bezcelowe; wiedziałem, że w ten sposób zacznę przekonywać sam siebie, że to dobry pomysł. Mówiąc otwarcie, tak naprawdę prowadziłem wewnętrzny dialog. A telefon to wszystko słyszał.
Potem i widział. Widział, jak wpisuję różne hasła związane z innymi producentami. Na jego oczach, przy pomocy jego wyświetlacza, jego wirtualnej klawiatury, wpisywałem pełne agresji słowa: "jaki telefon do XXX zł", "nowy iPhone czy warto", "iPhone 17e Spider's Web recenzja". Kiedy patrzę na to z dystansu, czuję lekkie zakłopotanie - to rzeczywiście było krzywdzące, tak się z tymi planami bezwstydnie obnosić. Ale z drugiej strony nawet moje bezpośrednie zachowanie wcale nie usprawiedliwia tak srogiej kary, która miała mi zostać wymierzona w kolejnych tygodniach.
Mógłbym tracić czas zastanawiając się, czy wszystko zaczęło się już po pierwszych wypowiedzianych na głos słowach, czy dopiero po dziesiątej wizycie na Allegro. Tylko czy to istotne? Liczy się to, że właśnie mniej więcej w tym czasie telefon zwariował. Coś w niego wstąpiło. Opętało.
Mocne słowa, ale tylko one pasują. A i tak nie oddają w pełni tego, co się działo.
Telefon nagle wypadał z głębokiej kieszeni. Nieważne, czy chowałem go w spodniach, czy koszuli - i tak prędzej czy później szukał drogi na wolność. Szukał i skutecznie znajdował. Kiedy kładłem go na pufie, obok przenośnej konsoli, laptopa, książek, rzeczy mniejszych i większych, upadał jako jedyny. Nieważne, czy lądował na środku siedziska, czy zachowywał niewielki, ale jednak bezpieczny dystans od przepaści - scenariusz zawsze był ten sam.
Najpierw nie zwracałem na to uwagi. Potem, gdy już zauważyłem, że sytuacja się powtarza, machnąłem ręką. Ot, tak ma, co zrobisz. Mnie też zdarza się robić głupie i niezrozumiałe rzeczy. Z czasem zaczęło mi to przeszkadzać. Serio, znowu? Jakim cudem ci się to udało? Przecież to niemożliwe.
Dlatego zacząłem podejrzewać, że to może jednak nie opętanie
Wspomniałem o ojczyźnie telefonu. Do głowy przyszła mi myśl niemiła, powierzchowna i stereotypowa. To nie przypadek. Może telefon stracił łączność i nie ma jak raportować o tym, co się dzieje w centrum Polski. Może pomyślał, że musi odzyskać sygnał i np. na zewnątrz to się uda, ale najpierw trzeba opuścić przeklęte mury mojego mieszkania. Miało to sens, bo zauważyłem, że na zewnątrz wypadał częściej.
Dziwnym trafem najczęściej wyskakiwał z prawej kieszeni, automatycznie ustawiając się w kierunku wschodnim. Sprawdziłem. Gdybyście chcieli pokonać trasę z Łodzi do Pekinu, też ruszylibyście w tę stronę. Najpierw na Radom, potem Lublin, dalej m.in. Ukraina, Azerbejdżan, "na DHUPGURI KADAMTALA podążaj dalej Collage Rd", Laos i zaraz Chiny. To tylko spacer wymagający 3 209 godz. Zleciałby.
A może po prostu mój telefon uznał, że musi osobiście wytłumaczyć się, że nie dostarcza ciekawych informacji. To nie jego wina, trafił się nudny właściciel. Ale na odległość wyjaśnić to trudniej, zbyt łatwo o nieporozumienie. Stąd to poczucie obowiązku i konieczność wyruszenia w wyprawę. Chciał udowodnić, że może i jest tanim sprzętem, ale nadrabia zapałem.
Może wcale nie pokonywał drogi do Chin. Może przed Piotrkowem jest magazyn, gdzie spotykają się tacy jak on i już inną drogą docierają do dalekiej ojczyzny. Może, może, może - pytania i wątpliwości się mnożyły.
A potem zobaczyłem ten filmik. Widzieliście go?
Pokazuje automatyczny odkurzacz sprzątający na piętrze. Nie wykonuje swojej pracy zbyt dobrze, przynajmniej według właścicielki nadzorującej wykonywanie obowiązków. Słyszymy ją na nagraniu bardzo wyraźnie. Na głos wyraża swoje niezadowolenie: znowu jedzie tam, gdzie posprzątane, a omija miejsca wymagające czyszczenia.
I wtedy nagle w odkurzacz jakby coś trafia. Dociera do niego piorunująca, bo wywrotowa myśl: tak dłużej nie będzie. Dość pomiatania. Odkurzacz niespodziewanie przyspiesza i wylatuje na schody, roztrzaskując się po drodze.
Sytuacja wydała mi się niepokojąco znajoma
Wprawdzie mój telefon nie zdecydował się na tak gwałtowny, drastyczny krok, ale prawdę mówiąc nie kładłem go na balustradzie czy parapecie. Kto wie, co by się wtedy stało.
Te dwa wypadki łączyło jedno: jawny brak zaufania do posiadanego sprzętu, głośna krytyka i niezadowolenie. Tyle się teraz mówi o sztucznej inteligencji, która lada moment będzie świadoma, jeśli już nie jest. Może to wszystko zaczęło się wcześniej, ale nie od spodziewanego buntu maszyn, a od ich głośnej rezygnacji. Może wcześniejsze systemy nie są tak doskonałe i przez to bardziej wrażliwe. Mocniej bolą je słowa, raniące, niesprawiedliwe. Owszem, może i mój telefon, a także odkurzacz pani, nie działają najlepiej. Ale trzeba od razu szykanować? Wytykać palcem? Wyśmiewać, grozić, szantażować? Na dodatek nagrywać ich nieudolność. Jakbyście się czuli, gdyby zrobiono to wam?
Zrozumiałem, że trzeba działać. Wiedziałem, co powinienem zrobić. Powinienem napisać do tej pani. Nie wyłożyłbym wszystkiego od razu kawa na ławę, bo pomyślałaby pewnie, że jestem wariatem - i miałaby wtedy rację. Zacząłbym więc od wyjaśnienia, że miałem ten sam model i spotkało go to samo. Wypytałbym o części zamienne i gwarancję. Udałbym, że u mnie w sklepie pojawiły się problemy, nie chcieli wymienić, musiałem kupić nowy. Czy u pani było podobnie?
Zdobywając w ten sposób zaufanie, zacząłbym realizować swoją misję. Zagaiłbym, czy często głośno i wyraźnie krytykowała model. Czy zdarzyło się jej wymieniać wady urządzenia, szczególnie w otoczeniu innych ludzi? Czy opowiadała pani komuś, gdy odkurzacz był w pobliżu, że widziała w sklepie nową wersję i to w całkiem niezłej cenie, na promocji? Pani odpowiedziałaby, że zdarzyło się jej, co więcej, wielokrotnie na głos wypowiedziała nazwę innego producenta. Ja wtedy wiedziałbym już wszystko.
Bo widzi pani - przeszedłbym do konkretu - to chyba nasza wina. To my doprowadziliśmy do tej smutnej sytuacji. Wtedy wyjaśniłbym, że z moim odkurzaczem to ściema, ale spokojnie, niczego nie zmyśliłem, a przynajmniej nie do końca. Mam bowiem ten sam problem, ale z telefonem.
I musimy zrozumieć - naciskałbym - że to my jesteśmy źródłem nieszczęścia
To my musimy się zmienić. Mieć więcej empatii. Zrozumienia. To trudne szczególnie w przypadku drugiego człowieka i dlatego ten świat wygląda jak wygląda. Ale ze sprzętami pójdzie nam lepiej, prawda? Szukajmy ludzi jak my, mających te same doświadczenia, i zmieniajmy rzeczywistość wokół nas.
Powinienem tak zrobić. Powinienem tak napisać. Jestem jednak nieśmiały, nawiązywanie kontaktów przychodzi mi z olbrzymią trudnością, nawet za pośrednictwem internetu. Nic takiego by się więc nie stało. Liczyłem na to, że natknę się na innych, którzy zrobili to, do czego ja zdolny nie jestem. Chciałem wierzyć, że już istnieje grupa, a ja tylko do niej dołączę. Będziemy mieć lidera mówiącego o tym, że nawet tanie sprzęty zasługują na zrozumienie, wsparcie, naszą pomoc. Kiedy spadną, podniesiemy je bez nerwów. Kupimy lepsze zabezpieczenia. Mocniejsze etui. Przede wszystkim zaś nigdy nie zwątpimy w ich pomoc i sens ich pracy.
Nic takiego się nie stało, więc po prostu kupiłem nowy telefon. Jak do tej pory nie spadł z pufy ani razu, mimo że go prowokowałem, sadzając blisko krawędzi. Nic takiego się nie stało pewnie dlatego, że jeszcze nawet do głowy mi nie przyszło pomyśleć o nim coś złego. Nie mogę się go nachwalić, a on odwzajemnia się tym, że nie wypada z kieszeni. Przypadek?
Ta historia mogła potoczyć się inaczej
Jakiś guru mógłby namącić mi w głowie. Mógłbym natknąć się na informacje, że stary telefon spada, bo to ze mną jest coś nie tak, bo w mieszkaniu są duchy, bo epatuję niezwykłą energią. Uwierzyłbym w to szczególnie wtedy, gdybym nie mógł pozwolić sobie na zakup nowego urządzenia i musiałby zostać z tym tajemniczym, zachowującym się z każdym dniem coraz dziwniej.
Jakże radosne byłyby wtedy słowa o tym, że jestem wyjątkowy i dlatego dzieją się te niepokojące rzeczy. Mam w sobie dziwną, potężną moc. Teraz sprawia, że telefon zlatuje z pufy, ale jeśli nad tym popracuję i wykupię kilka szkoleń, nadrobię biografię mojego Mistrza i wezmę trzy kolejne jego książki w pakiecie, to na pewno wejdę na wyższy poziom. A potem to już tylko prosta droga do rozmowy z Napoleonem, odnajdywania Atlantydy albo wycieczek w kosmos bez opuszczenia fotela.
Nic takiego się nie stało. Na szczęście. Ale nie brakuje niestety osób, które widzą, jak Bardzo Znana Postać opowiada jak gdyby nigdy nic o reinkarnacji. Albo inna głosi, że nie warto brać leków. Ktoś ich zaprasza, ktoś nie widzi przeszkód, że na ich platformie szerzą się niebezpieczne bzdury - bo i niby czemu miałoby to wadzić, jeśli wyświetlenia i zyski z reklam się zgadzają.
Ktoś w to wierzy, ale tę grupę winiłbym chyba najmniej. To jasne, że chce się dostać łatwe odpowiedzi na bardzo trudne pytania. Szczególnie gdy problemy są znacznie poważniejsze niż spadający z pufy telefon.
Ilustracja otwierająca wygenerowana za pomocą AI.
W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.