REKLAMA

Minister obrony chwali się samolotami, które nie istnieją. Odbiło im już z tą AI

Miały być F-35 i nowoczesna artyleria, a wyszły karykatury, których próżno szukać w polskiej armii. PSL wykorzystało AI do przygotowania grafiki chwalącej ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale najwyraźniej nikt przed publikacją nie sprawdził, co właściwie wygenerowała sztuczna inteligencja.

Minister obrony chwali się samolotami, które nie istnieją. Odbiło im już z tą AI

Naprawdę? Czy sztuczną inteligencję i to nieudolnie trzeba wykorzystywać już do wszystkiego? I dlaczego nikt nawet nie sprawdzi tego, co publikuje? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.

PSL zamieściło w serwisie X post i grafikę chwalącą ministra obrony i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Samo w sobie nie jest to żadną sensacją. Ot, typowy marketing polityczny, robi to każda partia. Sam Kosiniak-Kamysz dość aktywnie działa na swoim stanowisku, ostatnie miesiące to ciąg dużych zakupów dla Wojska Polskiego, wiec teoretycznie jest się czym chwalić.

Grafika opublikowana w serwisie X.

Głowa, a przede wszystkim oczy, zaczynają boleć jednak w momencie, gdy przyjrzymy się grafice. W zamyśle miały być na niej chyba samoloty F-35. W rzeczywistości mamy do czynienia jednak z nieistniejącymi pokrakami.

Skrzydła, kabina, stateczniki pionowe, wloty powietrza i sam kadłub nie przypominają niczego co lata. Całość wygląda karykaturalnie.

Lepiej, ale tylko troszeczkę, jest niżej. W zamyśle miały to być chyba haubice samobieżne Krab albo K9. W rzeczywistości nie jest to ani jedno, ani drugie. Do tego ta chuda lufa...

F-35, które nigdy nie istniały

Reakcja użytkowników serwisu X była łatwa do przewidzenia. Pod postem szybko pojawiły się komentarze dotyczące jakości grafiki. "Przestańcie używać AI do generowania takich głupot", "Super samoloty, przypominają trochę Hunter Killer od Skynet", "A w powietrzu to co to za dziwolągi?" - to tylko kilka bardziej kulturalnych przykładów.

Te samoloty nie istnieją.

Złośliwościom internautów trudno się dziwić. Jest mnóstwo wspaniałych zdjęć polskiej broni, które można wykorzystać w takiej grafice. Ale sztuczna inteligencja nie zwalnia człowieka z obowiązku sprawdzenia efektu. Zwłaszcza wtedy, gdy grafika dotyczy rzeczy, które można bez problemu zweryfikować.

Nawet samo korzystanie z AI nie jest niczym złym, pod warunkiem, że robi się to z głową. Sztuczna Inteligencja jest narzędziem jak każde inne. Za pomocą młotka i piły można przecież zrobić zarówno elegancki taboret i taboret, który będzie się kiwał i rozwali się przy pierwszej próbie siedzenia na nim.

AI nie jest problemem

Najbardziej zastanawiające nie jest więc nawet to, że AI wygenerowała pokraczne samoloty i artylerię. Najbardziej zastanawia fakt, że ktoś tę grafikę zobaczył, zaakceptował i uznał, że można ją opublikować.

To właśnie ten etap powinien być najważniejszym zabezpieczeniem przy korzystaniu z generatywnej sztucznej inteligencji. Człowiek nie musi być ekspertem od lotnictwa ani artylerii. Wystarczy czasem zwykłe, uważne spojrzenie.

Jeżeli materiał ma przedstawiać F-35, a przedstawiony samolot wygląda jak coś, co mogłoby wystąpić w filmie science fiction, powinno zapalić się czerwone światło. Jeżeli lufa haubicy jest cienka jak kij od szczotki, również warto się na chwilę zatrzymać.

To nie jest problem technologii. To problem procesu pracy.

Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web. Specjalizuje się w tematyce militariów i obronności. Pisze również o nauce - głownie o kosmosie. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.