REKLAMA

Zamiast pomagać ludziom, odpisują maszynom. Kompletny absurd w polskim samorządzie

Urzędnik nie może wykonywać swoich obowiązków, bo odpowiada na pytania, które radnemu wygenerowała sztuczna inteligencja - twierdzi przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej. 

lodz

Bartosz Domaszewicz z Koalicji Obywatelskiej, przewodniczący łódzkiej Rady Miejskiej, w rozmowie z Radiem Łódź zwraca uwagę na to, że urzędnicy już teraz zalewani są pytaniami od radnych. Sęk w tym, że zdaniem łódzkiego polityka ich treść coraz częściej powstaje przy znaczącym udziale sztucznej inteligencji. 

- To po prostu oznacza, że jakiś pracownik nie wykonuje swojej pracy, nie obsłuży mieszkańca, nie rozpatrzy jego sprawy w terminie, bo odpowiada radnemu, który wygenerował w minutę 400 pytań – mówi Radiu Łódź Bartosz Domaszewicz z Koalicji Obywatelskiej. 

Właśnie dlatego łódzka Rada Miejska chce zwrócić się z prośbą do rządu i parlamentu, aby wprowadzić stosowne regulacje. Jedną z propozycji jest konieczność oznaczania dokumentów powstających przy wsparciu sztucznej inteligencji. 

Jak dodaje Domaszewicz, autor takiego dokumentu musi brać odpowiedzialność za jego treść. 

Zdaniem polityka, istnieje duże zagrożenie, że sztuczna inteligencja niejednokrotnie może zmyślać lub wprowadzać w błąd, więc to dodatkowe utrudnienie dla urzędników. 

Dobrze, żebyśmy wiedzieli, ile nas to kosztuje. To, że ktoś w jedną minutę może wygenerować 500 pytań, na które urząd później przez wiele tygodni odpowiada, odbywa się kosztem mieszkańców - zaznacza w rozmowie z łódzką rozgłośnią. 

Dotychczas sztuczna inteligencja w kontekście polityki pojawiała się głównie przy okazji spreparowanych obrazków czy wpisów publikowanych w mediach społecznościowych. Przykład Łodzi pokazuje, że problem może dotyczyć też dokumentów składanych przez radnych.

Teoretycznie można uznać sztuczną inteligencję za narzędzie jak każde inne

Ten argument zresztą często jest przywoływany w dyskusjach o pisarzach i autorach sięgających po SI. Z drugiej strony problem zalewania urzędników pytaniami wygenerowanymi przez wirtualnych asystentów może być realnym tematem. Wystarczy jedno hasło, aby narzędzie wypluło sporo propozycji. "Czy przygotowujesz te pytania na sesję rady miasta, jako wniosek o dostęp do informacji publicznej, czy na potrzeby konsultacji społecznych?" - pyta dodatkowo. 

Pojawia się jeszcze kwestia weryfikacji. Jak zwracała niedawno uwagę Malwina, skuteczność narzędzi pozwalających odróżnić ludzką pracę od cyfrowego slopu nierzadko jest wątpliwa. 

Zgodnie z oczekiwaniami, schody zaczęły się gdy zaczęłam wrzucać do Pangrama teksty w języku polskim - również o różnym pochodzeniu, charakterze, tematyce i długości. Efektywność Pangrama znacznie spadła, dając mi miszmasz poprawnych identyfikacji, braku pewności oraz wyników fałszywie pozytywnych - AI slopu oznaczonego jako wypowiedź człowieka oraz ludzkiego tworu jako efektu pracy AI. 

Można obawiać się, że dojdzie kiedyś do sytuacji, w której niewygodna kwestia zostanie pominięta, bo dowolny urząd uzna, że zapytanie jest dziełem sztucznej inteligencji. Właśnie dlatego potrzebujemy regulacji, aby wiedzieć, jak w takich przypadkach się zachowywać. Jak weryfikować treści, kiedy uznać, że wykorzystanie nowych narzędzi jest dopuszczalne, a kiedy nie.

Adam Bednarek
Redaktor

W Spider’s Web od kwietnia 2021 zajmuje się tematami związanymi z ekologią, przyrodą, ochroną środowiska, architekturą, miastami przyszłości, transportem publicznym z pociągami na czele i, rzecz jasna, wpływem technologii na nasze zwykłe życie. Zaczynał od pisania o grach – przede wszystkim w serwisie gamezilla.pl, z przerwą na gram.pl. Następnie zajął się opisywaniem technologii, robiąc to w takich portalach jak next.gazeta.pl, a potem serwisach technologicznych grupy WP (tech.wp.pl, dobreprogramy.pl, gadżetomania.pl – będąc redaktorem prowadzącym – czy polygamia.pl). Prywatnie fan Morrisseya, morza, bloków z wielkiej płyty i dziwnych budynków, o których zdarza mu się zresztą pisać.