Koniec PGE Stadion Narodowy. Państwo przekłada miliony z lewej kieszeni do prawej
Koniec PGE Stadion Narodowy. Polska już nigdy nie będzie taka sama. Niestety, to nie jest news o wyburzeniu tego stadionu i zbudowaniu nowego o lepszej akustyce i nowoczesnych rozwiązaniach. To smutny obraz tego, że możemy wydawać pierdyliard złotych na promocję kraju, a i tak jedynymi sponsorami są spółki skarbu państwa.

Kończy się pewna epoka. Stadion Narodowy traci swojego sponsora tytularnego PGE SA. Już nie będziemy z namaszczeniem mówić: pegiee narodowy. To odejdzie w niepamięć. Przyzwyczaiłem się do tej nazwy, bo była z nami od lipca 2015 r., czyli ponad 11 lat. Formalna nazwa stadionu to Stadion Narodowy im. Kazimierza Górskiego w Warszawie, ale w wyniku umów sponsorskich do nazwy dodajemy PGE. Nigdy nie poznaliśmy kwoty umowy, ale nieoficjalnie mówiło się, że państwowa spółka zapłaciła za pierwsze 5 lat obowiązywania umowy około 40 milionów złotych. W 2020 r. umowa została przedłużona, ale również nie poznaliśmy kwoty.
Według nowych doniesień od listopada tego roku stadion będzie nosił nazwę sponsorską Orlen Narodowy. Paliwowy gigant zapłaci za to ponad 10 milionów rocznie. Komu? Spółce PL.2012+, która jest formalnym zarządcą obiektu. Na jesieni będziemy świadkami wymiany elementów wizualnych. Będziemy musieli się nauczyć nowej nazwy, ale to wszystko nie ma sensu.
Orlen Narodowy to przelewanie pieniędzy pomiędzy państwowymi spółkami
Orlen jest spółką akcyjną, w której decydujący głos ma Skarb Państwa. Zapłaci 10 milionów rocznie spółce PL.2012+, która jest spółką celową Skarbu Państwa, podlegającą Ministrowi Aktywów Państwowych. 100 proc. udziałów ma państwo. Widzicie to? Jedna spółka zapłaci drugiej. Nie ma tu żadnej wartości dodanej dla nas. Nie udało się ściągnąć żadnego dużego sponsora prywatnego. Camp Nou ma Spotify, stadion Bayernu sponsoruje Allianz, a u nas od tego są spółki Skarbu Państwa.
Problem państwowego marketingu widzimy nie tylko w obiektach sportowych. Turystyka też na tym cierpi
Czuję dumę za każdym razem, gdy jestem za granicą i widzę logo Orlenu, bo wiem, że to potężny gracz w naszym regionie, ale gdzieś w głębi serca mam lekki żal. Wydajemy miliony na promocję kraju, a jak przyjdzie co do czego, to trzeba nam spółki z udziałem Skarbu Państwa. Ostatnio widziałem klip promocyjny Polski, który mnie oburzył. Co znowu zobaczyłem? Warszawę i Chopina. Bo przecież nowoczesne państwo nie ma żadnych innych rzeczy, którymi można się chwalić.
Kampania wizerunkowa Polski ma kosztować 7 milionów złotych, a ja już wiem, że będzie porażką. Ten spot ma zachęcić turystów do przybycia do naszego kraju. Tylko po co? Żeby zobaczyć Chopina i Lewandowskiego? Widziałem kampanie wizerunkowe Turcji, Chorwacji i tam było inaczej. Kolory, atrakcje turystyczne, emocje, piękne krajobrazy. Tak mi się spodobało, że sam w tym roku odwiedzę ten pierwszy kraj. Zamiast pokazywać takie rzeczy u nas, gramy tym samym co zawsze. Nuda. Zresztą, najlepszy klip promocyjny tego kraju nakręcił za swoje pieniądze Michał Sadowski:
Poniósł się viralem po świecie i to właśnie powinno pokazywać kierunek naszego kraju. A tak mamy Chopina, Lewandowskiego i Orlen. Emocje jak na grzybach.
Zdjęcie główne: Shutterstock
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.