Mój iPhone został zaprojektowany w Kalifornii. A nie radzi sobie z upałem
Za oknem ma 40 stopni, w domu jakieś 26, ale za każdym razem, gdy wyjdę na zewnątrz, mój iPhone odmawia posłuszeństwa. Najwidoczniej zaprojektowanie go w słonecznej Kalifornii nic nie znaczy.

Po otworzeniu pudełka z iPhone'em wita was uroczy napis: Zaprojektowany przez Apple w Kalifornii. Zapewne część z was to wie, ale niestety nie wszyscy dostąpili łaski posiadania urządzenia z Cupertino. Z czym kojarzy wam się Kalifornia? Pewnie z tym samym, co mi: słońce, plaża, połacie pustyni, temperatury wymykające się rozsądkowi. To właśnie na terenie tego stanu lezy słynna Dolina Śmierci, czyli jedno z najsuchszych miejsc na świecie i jednocześnie jedno z najbardziej gorących. Owszem, Kalifornia jest na tyle rozległym stanem, że znajdziemy tam również roślinność i jeziora, ale zasadniczo jest tam gorąco.
Z tego powodu zawsze myślałem, że urządzenia zaprojektowane w tym stanie muszą brać pod uwagę takie temperatury. Niestety mój iPhone udowodnił mi, że żyję w błędzie. Urządzenie z Cupertino nie cierpi ciepła.
Mój iPhone w upały nie działa. Wywiesza flagę z napisem: dzisiaj nie robię
Gdy tylko wychodzę z domu, a muszę robić to często, to wiem, że mój iPhone będzie nieużywalny. Wystarczy mu chwila na zewnątrz i już robi się nieprzyzwoicie ciepły. I to mówimy o sytuacji, gdy nie używam go za bardzo. Wystarczy, że mam odpalone YouTube Music lub Spotify i już zaczynam czuć, że wręcz pali się do roboty. Kilka powiadomień, może ze dwa zerknięcia na ekran i już jest dramat. Laguje, chodzi zauważalnie wolniej, mój redaktor prowadzący powiedziałby, że zamienia się w dowolny smartfon z Androidem.
Tylko to część prawdy. iPhone'y mają coś nie tak z zarządzaniem ciepłem w upałach. Według strony Apple - iPhone najlepiej działa w zakresie temperatur od 0 do 35 stopni Celsjusza. W innych temperaturach mogą wystąpić problemy z działaniem i producent wcale tego nie ukrywa. Jeżeli zaś dodatkowo używam GPS lub ładuję telefon w aucie, to nie ma siły - iPhone wyświetli mi komunikat o przegrzaniu i że nie mogę go używać, dopóki się nie schłodzi.
Pocieszam się, że nie jestem jedyny, bo wątki o nagrzewających się w upał iPhone'ach są liczone w tysiącach. Powstają nawet specjalne poradniki, które mają pomóc w działaniu. Niestety ich sens sprowadza się do tego, co mówi Apple. A co mówi?
- zabierz go ze słońca, przenieś w chłodnie miejsce,
- odłącz od ładowania,
- wyłącz ekran,
- nie korzystaj z GPS
I czekaj. Do tego sprowadza się zaprojektowanie smartfona w Kalifornii. Czuję się trochę oszukany, bo mój drugi telefon - Pixel 10 Pro XL działa jakby nic się nie działo. Może to kwestia Androida, może kwestia zaprojektowania go w innym miejscu, ale jakoś Google umiało to ogarnąć. Apple nie. I to jest ten cały amazing.
PS: nie wpadnij na pomysł włożenia iPhone'a do lodówki, bo go zepsujesz. Po prostu tego nie rób.
Zdjęcie główne: Spider's Web obrobione przy użyciu Gemini
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.