REKLAMA

Katastrofalny stan zapór na polskich rzekach. Powódź niczego nas nie nauczyła

"Koszty utrzymywania starzejących się zapór nie są wyłącznie finansowe" - komentują autorzy raportu zwracającego uwagę na problem, jakim są leciwe konstrukcje.

zapory

Dziś 21 proc. zapór w Polsce jest w złym stanie technicznym - ostrzega organizacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi. Tym samym obiekty stanowią potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa ludzi i samego środowiska.

Autorzy publikacji podkreślają, że zapory powstawały w zupełnie innych czasach. Nie są więc przygotowane na aktualne wyzwania związane ze zmianami klimatu, a sami konstruktorzy mieli inną wiedzę niż ta, która jest dostępna dzisiaj. 

- Mimo to decyzje pozwalające na dalszą eksploatację starych i dużych zapór często zapadają bez ponownej oceny oddziaływania na środowisko - zauważa organizacja ClientEarth.

W raporcie czytamy, że większość dużych zapór w Europie powstała w latach 60. i 70. XX wieku. Co za tym idzie, infrastruktura osiąga obecnie wiek "wymagający szczególnej uwagi z punktu widzenia bezpieczeństwa i dalszej eksploatacji".

Wraz ze starzeniem się zapór coraz częściej pojawiają się pęknięcia, procesy erozyjne oraz osłabienie elementów konstrukcyjnych, zwiększając zagrożenie zarówno dla ekosystemów rzecznych, jak i ludności zamieszkującej tereny położone poniżej zapory. Dodatkową presję na starzejącą się infrastrukturę wywierają powodzie, susze, intensywne opady oraz osuwiska, które przyspieszają proces degradacji konstrukcji - wyjaśnia raport. 

Autorzy przestrzegają, że wraz z upływem czasu zapory mogą stopniowo tracić skuteczność w ograniczaniu ryzyka powodzi. W efekcie stara konstrukcja może ograniczać fale powodziowe w "mniejszym stopniu, niż zakładano na etapie jej projektowania".

W Polsce ponad 40 zapór przekroczyło wiek alarmowy 

ClientEarth przytacza badania naukowców z Uniwersytetu Śląskiego, które wykazały, że w 2022 r. w 47 kluczowych zbiornikach zaporowych w Polsce zebrało się blisko 200 mln ton osadu. W przypadku zbiornika na Wisłoku konieczne było wydobycie prawie 0,72 mln m3 osadu, a koszt prac przekroczył 70 mln zł. 

Poważnym ostrzeżeniem jest też zapora w Pilchowicach. Po latach doczekała się w końcu remontu, ale na własne oczy zobaczyliśmy, jak skomplikowana jest to procedura. Doszło do śmierci wielu ryb, pojawiły się głosy o katastrofie ekologicznej. 

- Podjęliśmy się realizacji zadania, którego przez blisko 50 lat nikt nie wykonał. Przez pół wieku zapora nie przechodziła kompleksowej modernizacji, a zbiornik nie był opróżniany. Modernizacja zapory w Pilchowicach, przedsięwzięcie o wartości blisko 100 mln zł jest inwestycją o strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa mieszkańców Dolnego Śląska. Jej rolą jest ochrona życia ludzi przed powodzią – taką jak ta z września 2024 roku. Nie istnieje odpowiedzialna alternatywa, która pozwalałaby zapewnić bezpieczeństwo życia ludzi bez przeprowadzenia kompleksowej modernizacji - zaznaczała spółka Tauron Energia.

"Remont, a dokładniej sytuacja związana ze śnięciem ryb, zwróciła uwagę na rzekę i jej problemy" - dodała firma w innym komunikacie, wyjaśniając przy tym Radiu Wrocław, że "nie odpowiada za problemy z odprowadzaniem ścieków do rzek czy też za osady denne, których nie jest ani właścicielem ani użytkownikiem".

Płaci społeczeństwo

ClientEarth zauważa, że wieloletnie gromadzenie osadów w zbiorniku, remont przestarzałej zapory, ekstremalnie wysokie temperatury i osłabiony ekosystem stworzyły warunki, które doprowadziły do katastrofy ekologicznej.

- Koszty utrzymywania starzejących się zapór nie są wyłącznie finansowe, ale też środowiskowe. Za skutki takich decyzji płaci społeczeństwo, w tym również mieszkańcy okolicznych miejscowości, których bezpieczeństwo jest zagrożone - komentuje Maja Starosta, nasza prawniczka i autorka raportu.

Według Starosty wchodzimy w okres masowego starzenia się wielkich zapór. Oznacza to "rosnące koszty remontów i modernizacji, a jednocześnie coraz niższą funkcjonalność, bo zbiorniki z czasem wypełniają się osadami". 

Tylko co dalej? Zdaniem ClientEarth decyzje o przedłużaniu eksploatacji dużych zapór powinny poprzedzone oceną oddziaływania na środowisko, tak jak ma to miejsce w przypadku nowych inwestycji. "Oceny środowiskowe powinny uwzględniać aktualny stan wiedzy naukowej, skutki zmiany klimatu oraz proces starzenia się infrastruktury" - wyjaśniają autorzy publikacji. 

Czas nie jest czynnikiem neutralnym w eksploatacji zapór. Jeżeli okres ich eksploatacji zostaje przedłużony o kolejne 10 czy 20 lat, zmienia się zarówno sama infrastruktura, jak i jej otoczenie. Materiały ulegają korozji i zużyciu, zbiorniki stopniowo zamulają się, a rzeki przekształcają się pod wpływem wieloletniej fragmentacji i innych presji środowiskowych. Jednocześnie zmiana klimatu zwiększa częstotliwość ekstremalnych powodzi i susz, pogłębia degradację ekosystemów wodnych i przyspiesza starzenie się zapór. Obiekty projektowane kilkadziesiąt lat temu nie były przystosowane do funkcjonowania w takich warunkach - zaznaczają autorzy raportu. 

Rekomendują także, aby państwa członkowskie regularnie oceniały funkcjonalność istniejących zapór i analizowały wszystkie możliwe scenariusze dalszego zarządzania nimi – "od modernizacji, przez zmianę sposobu ich użytkowania, po usunięcie tam, gdzie będzie to uzasadnione wynikami przeprowadzonej oceny".

Jak przekonują, przeprowadzenie oceny oddziaływania na środowisko nie musi przesądzać o likwidacji zapory, ale pozwoli ocenić, jakie skutki będzie miała jej dalsza eksploatacja i czy "nadal uznajemy ją za rozwiązanie leżące w interesie publicznym".

Zdjęcie główne: Petkowicz / Shutterstock

Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.