REKLAMA

Niech wreszcie zakażą głupich żartów. Co za dużo, to nie zdrowo

"Dzień dobry, tu policja, słyszeliśmy śmiech, a to niedozwolone" - zapraszam do lepszego świata bez humoru. 

zarty
REKLAMA

Potykacz denerwuje mnie za każdym razem, gdy go mijam. "Kawa za darmo" - głosi napis widoczny z daleka. Małymi literkami pod napisem "kawa" jest dopisek "za 10 zł", a nad "za darmo" dopisano równie niewielkimi literami "Wi-Fi". Ha-ha, mamy cię. 

Wiem, że ten żart ma długą brodę, ale i tak mnie denerwuje. A może właśnie urodziłem się wczoraj i to mój pierwszy dzień na Ziemi - czy to oznacza, że muszę weryfikować każdą informację i doszukiwać się haczyków nawet w głupiej reklamie kawiarni? Tak, a może właśnie jestem naiwny i widząc napis "kawa za darmo" rzucam wszystko, biegnę do lokalu i proszę o mój gratisowy napar. Ojej, gapo, dałeś się nabrać. Na żartach się nie znasz? 

REKLAMA

Może bym się opanował, gdybym chwilę później nie trafił na kolejny potykacz, mówiący o tym, że trzeba go zabrać na jagodziankę, bo inaczej inna zabierze go gdzieś indziej. Albo była to inna zabawna rymowanka. Nie pamiętam, bo się zdenerwowałem. 

To wtedy pomyślałem, że humor powinien być zakazany

Za chwilę będzie jeszcze gorzej. Jest lato, więc z szafy wyciągnięte zostaną koszulki o tym, że brzuch to jest na piwo, a nie od piwa. To jeszcze jest niewinne, do przeżycia. Problem z humorem polega na tym, że granice żartu są płynne albo wręcz nie istnieją i za chwilę przed oczami pojawi się inna rymowanka, gorsząca lub przynajmniej żenująca. Każdego bawi co innego i w tym właśnie rzecz.

REKLAMA

Naprawdę nie ma czego żałować. Dowcipów już i tak nikt nie opowiada, na TikToku stare kawały przerabiane są na scenki wygenerowane przez AI. To nawet nie jest żenujące, a przykre. Oddaliśmy nawet to pole, więc pogódźmy się z przegraną: humor już nie jest dla nas. 

Nie znamy umiaru, humoru jest za dużo. Dowcipne są ogłoszenia, reklamy, filmiki promocyjne pizzerii. Nawet lotniska nie są wolne od próby rozbawienia innych, co kończy się fatalnie.

REKLAMA

Tego nie akurat nie słyszałem, ale podobno komentator na meczu żartobliwie zauważył, że pod kołdrą da się robić różne rzeczy. Jeśli to nieprawda, to nie szkodzi, nawet lepiej - dzięki temu doskonale widzimy, do czego doprowadzają psikusy. Naiwne osoby jak ja nie wiedzą, co jest prawdą, a co nie. Wszystko przez chęć żartowania, wkręcania, grania na nosie.

A przecież nie tylko w trakcie meczów dziennikarze, komentatorzy rzeczywistości, sięgają po paradne teksty i scenki rodem z kabaretu. Coś tam widziałem, ale staram się o tym zapomnieć. To zresztą jeszcze jeden dowód na to, że humor jest zupełnie niepotrzebny. 

REKLAMA

No tak, ale zakaz humoru oznacza, że żarty przeniosą się do podziemia

Powstaną meliny, w których będzie serwować się nielegalne kawały, drukować memy, pokazywać zgrane wcześniej zabawne rolki - internet w końcu byłby pod obserwacją i każdy przejaw żartu byłby namierzany. Gdyby to ode mnie zależało, jako pomysłodawca prawa przymknąłbym na takie spotkania oko. Niby najgorsze jest prawo, które łatwo ominąć i którego się nie respektuje, ale niech będą miejsca, gdzie śmieszkujący będą mogli sobie ulżyć. 

REKLAMA

W końcu chodzi o to, aby humor zniknął z przestrzeni publicznej. Niech każdy sobie żartuje, ale w domu. Niech się z tym nie obnosi. Tyle i aż tyle. 

Wszystko, co w nadmiarze, męczy. A doszliśmy właśnie do takiej sytuacji, gdy żarty wpychają się tam, gdzie nie trzeba. Surowe prawo zakazujące żartowania przez rok zmusiłoby do refleksji. Co powiedzieć, gdy nie można zażartować? Może nic, może niech zagra cisza.

REKLAMA

Prawdopodobnie sam padłbym ofiarą nowego prawa. Rewolucja zjadłaby swoje dziecko. Ale trudno, jestem gotów w razie czego się poświęcić. Doskonale wiem, że humor i mnie czasami opętuje, przejmuje nade mną kontrolę - żartuję, gdy nie trzeba, mówię o jedno słowo za daleko, rozbawiony, płynąc na fali, licząc na to, że ten dowcip też wejdzie. Łatwo się naciąć i przesadzić, a potem żałować. 

Ukształtował mnie humor "Miodowych lat" - tak lubię sobie mówić. Prawda jest jednak taka, że równie wielki, o ile nie większy wpływ miał na mnie ten humor rodem z lat 90., którego emanacją był serial "Przyjaciele". Ironia Chandlera była drogowskazem. Sarkazm miał być odpowiedzią na wszystko. Mam wrażenie, że to właśnie przez to wszyscy uważają, że można pozwalać sobie na wiele, bo trzeba mieć dystans, trzeba być odpornym, trzeba akceptować, że złośliwość, niby humorystyczne, ale jednak kuksańce to wyraz sympatii. Tak się pokazuje, że się kogoś lubi - dokuczając. Ale oczywiście dla żartu, jakby co. 

REKLAMA

Na pewno sprawa jest dużo bardziej skomplikowana i spłacam teraz temat, ale trzeba mieć łatwego wroga, na którego można zrzucić winę. Od czegoś trzeba zacząć proces naprawy. 

Ten zakaz, który może wydawać się niektórym zamachem na ludzką wolność - ba, na naturę człowieka, który lubi się śmiać - tak naprawdę ma na celu uchronienie humoru przed dalszą degradacją. Gdybyśmy nie żartowali przez rok, w tym czasie moglibyśmy myśleć nad dowcipem idealnym. Każdy miesiąc można byłoby poświęcić na jedną perełkę. Szlifować ją, analizować, dodawać nowe wątki, inne perspektywy. Żart, nad którym byśmy się napracowali, byłby idealny, odpowiednio wyważony. Swoje by odleżał, przegryzł się. 

REKLAMA

Dziś żarty wyskakują jak z procy, bach, bach, bach - ma być śmiesznie, bo wszyscy są zabawni

I stąd czasami powie się o jedno słowo za dużo. Zagra niepotrzebną scenę. I potem denerwujemy się na żartujących, że przekraczają granice. Oburzamy się. Mamy rzecz jasna rację, ale co z tego - będą nam mówić, że jesteśmy psujzabawy, ponunarki, nie znamy się, nie mamy poczucia humoru i że teraz to już nic nie wolno mówić.

Bardzo łatwo tych naprawdę niepotrzebnych konfliktów uniknąć. Trzeba zakazać humoru. 

Byłby to czas na refleksję. Wspomnienia. "A pamiętacie, jak wujek zawsze opowiadał ten sam kawał?". Teraz by oczywiście nie mógł. Być może właśnie ktoś by się zaśmiał, przypominając sobie jego ekspresję, to, jak podnosił głos, udawał kogoś innego albo gestykulował czy śmiał się, zanim dokończył puentę.

Śmianie się na samo wspomnienie też byłoby zakazane. Wtedy też wkraczałaby poważna policja. Tylko po to, żeby wręczyć upomnienie. Surowy policjant pomachałby palcem i rzekł: "oby mi to był ostatni raz". Taka pokazówka, żeby ludzie jeszcze bardziej docenili ten zakazany owoc, żart, który warto zachować w pamięci. 

REKLAMA

Po roku wszystko byłoby inne. Inaczej byśmy się śmiali. Szczerze, nie na siłę, z byle czego, bo trzeba przeć do przodu, wyrzucać z siebie śmiesznotki jak z karabinu. A przy takim tempie łatwo spudłować, to jasne. Po roku nikt by tego nie oczekiwał. Rozumiałby, że czasami lepiej zamilknąć. Że nie każde miejsce jest dobre do żartowania. Że nie wszędzie trzeba, za to często nie powinno się żartować - z różnych zdarzeń, osób, sytuacji. Że, przede wszystkim, nie każdy musi, to nie obowiązek.

Rok to za dużo? To chociaż miesiąc. Tydzień. Jeden dzień. Zgoda? 

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA