"Największy ekran w Europie" jest w Polsce. Patrz, jaki brzydal
W centrum stolicy stanął ogromny ekran Warsaw Stage, podobno największy taki w Europie. Na zdjęciach wyglądał tak paskudnie, że aż musiałem go zobaczyć na żywo. I jest gorzej niż myślałem, a od Times Square to ja wolę nowojorski Central Park.

Spece od marketingu dwoją się i troją, aby tylko nasze miasta pełne były nośników reklamowych. Wszelkiej maści billboardy oraz ogromne ekrany trafiają w coraz to nowe miejsca i straszą okolicznych mieszkańców - u mnie pod domem też się takowy niedawno pojawił. Zapamiętuję sobie nazwy firm, które się na nim reklamują, byle tylko w przyszłości z ich usług nie korzystać.
Za każdym razem, gdy widzę ogromny ekran z okna, podobnie jak w chwili, gdy trafiam nowoczesny przystanek autobusowy, który może nie chroni ani przed deszczem, ani przed słońcem, ale przynajmniej jest obklejony banerami, coś we mnie umiera - bo to ludzie ludziom gotują taki los. No ale okazuje się, że jeśli tylko mieszka się w centrum, to może być znacznie gorzej.
Chcą nam zrobić Times Square w centrum Warszawy.
W sieci trafiłem niedawno na informację, iż to właśnie w Warszawie pojawił się „największy ekran w Europie”, który na myśl przywodzić te montowane na najsłynniejszym nowojorskim placu. I nie przeczę, Times Square na żywo robi ogromne wrażenie - bo jest coś hipnotyzującego w feerii barw i świateł atakującej zmysły. Tak jak jednak wystarczyło mi zobaczyć go raz, tak w życiu nie przyszłoby mi do głowy, iż coś podobnego chciałbym oglądać w swoim mieście.
No ale niestety - w centrum stolicy pojawił się właśnie ekran ochrzczony Warsaw Stage, który budzi jak najgorsze skojarzenia. Za uruchomienie go odpowiada spółka Digital Network, która chwali się, iż to „największy ekran cyfrowy w Europie”, nawiązujący do podobnych instalacji w takich miastach jak Nowy Jork, Seul czy Londyn. Podobno za jego sprawą dołączamy „do światowego ekskluzywnego klubu metropolii posiadających swój ikoniczny wielkoformatowy ekran 3D”.
Nowy ekran Warsaw Stage jest większy niż londyńskie Piccadilly Lights i ma stać się „ikoną Warszawy” oraz jest „największą inwestycja notowanej na GPW spółki Digital Network w segmencie super premium reklamy zewnętrznej”. I to, tak po prostu, smutne. Wolałbym, aby moje miasto kojarzyło się z zielenią, a nie ekranami, których każdy i tak ma przesyt. Inspiracją dla osób zajmujących się rozwojem miasta nie powinien być Times Square, tylko Central Park.









Tyle dobrego, że nie jestem w swoich odczuciach odosobniony.
Informację na temat Warsaw Stage opublikował Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, w serwisie X. Komentatorzy na promowanym przez niego projekcie nie zostawiają suchej nitki. Na samej górze wyskakuje krótki komentarz Jana Śpiewaka zamykający się w dwóch słowach „syf i ubóstwo”, a ze strony innych internautów również padają ostre słowa. I patrząc na to, jak ten ekran wygląda w praktyce, zwłaszcza za dnia, trudno się z nimi nie zgodzić:
- „Wy się tym chwalicie? To chyba nieśmieszny żart. Zaśmiecanie miejskiego krajobrazu”;
- „Rezultat niekompetencji, albo może nawet i korupcji władz miasta w sprawie uchwały krajobrazowej”;
- „Dla mnie to zaśmiecanie przestrzeni publicznej. Już wszystko teraz zaczyna świecić, błyskać, ruszać się… byle tylko przykuć moją uwagę. Czuje się już tym przeciążony”.
Warsaw Stage, zlokalizowany obok Dworca Centralnego, wedle założeń ma „łączyć reklamę, sztukę, widowiskowość i innowacje” i „otula z trzech stron wieżowiec Skylight na wejściu do Złotych Tarasów” w celu robienia „immersyjnych kampanii 3D, które funkcjonują nie tylko jako emisja reklamowa, ale jako wydarzenie medialne”. Jest częścią oferty kierowanej do marek, „które chcą być obecne tam, gdzie spotykają się luksus, biznes, turystyka i wielkomiejski styl życia”.
Sam nie mam wątpliwości, iż projektanci Warsaw Stage nie mieli na uwadze mieszkańców oraz turystów, tylko klientów, którzy mogą zdecydować się na opłacenie reklamy wyświetlanej na tym ekranie. Określany jest on jako „ikoniczny wielkoformatowy nośnik”, który daje markom „uwagę, ogromny prestiż, potencjał PR i możliwość zbudowania komunikacyjnego wydarzenia wokół marki w social mediach”. A co z ludźmi, którzy w drodze do pracy na tego potworka muszą patrzeć? No cóż…
Czy po pojawieniu Warsaw Stage w stolicy w praktyce jest tak, że tak to ujmę, kolorowo, jak to Digital Network przedstawia możecie ocenić sami - czy to na podstawie załączonych zdjęć i promującego Warsaw Stage filmu, czy to udając się osobiście do centrum.
Dziennikarz działu technologie. W Grupie Spider’s Web od 2012 r. W swoich tekstach skupia się na Apple’u, telekomunikacji i grach wideo. Jest też felietonistą Rozrywka.Blog, gdzie prowadzi cykl #Nerdcorner poświęcony komiksom, superbohaterom, Gwiezdnym wojnom i wszystkiemu innemu, co geekowe. Jako nastolatek pisał do czasopisma Bike Action i administrował jego forum, a w latach 2011-2016 współpracował z IDG Poland przy magazynie PC World. Odwiedza najważniejsze branżowe targi na całym świecie, wizytuje plany zdjęciowe i pojawia się jako ekspert w telewizji oraz w radiu. W wolnym czasie jeździ na rowerze i łapie Pokemony, a w sieci używa nicka pgkrzywy.