REKLAMA

Bogaci się schłodzą, reszta będzie cierpieć. Nowy rodzaj nierówności

Wysokie temperatury uderzają w każdego z nas inaczej. Tylko czy jesteśmy w stanie te nierówności jakoś zmniejszyć?

uaply
REKLAMA

"I co? Nie warto trochę się pomęczyć w dzień dla takich wieczorów?" - napisała na swoim facebookowym profilu pisarka Ludwika Włodek. Szybko zrozumiałem, dlaczego Facebook podrzucił mi ten wpis - algorytmy poczuły krew i uznały, że jeszcze więcej emocji się przyda. Chodźcie, chodźcie, jest awanturka, zamieszanie, zapraszamy do oburzenia. W komentarzach było prawie tak samo gorąco, jak na dworze. 

Niby to tylko niewinna opinia - można z niej wyczytać, że wieczorem jest nieco chłodniej niż za dnia, w końcu przyjemniej, da się oddychać i żyć. Ot i tyle. Autorka wcale nie powiedziała, że kryzys klimatyczny na coś się przydał, więc to dobry kierunek: otwierajmy kopalnie i czekajmy na obiecane pomarańcze w Polsce. Nie napisała również, że to upał taki jak dawniej, z tymi rekordami to bzdura, bo ona doskonale pamięta, że tak samo lato wyglądało 15 lat temu, 30 i nawet 100. Nie dołączyła do chóru klimatycznych denialistów. Po prostu cieszyła się z ciepłego, letniego wieczoru. Czy to już zbrodnia? 

REKLAMA

No tak, tyle że to wcale nie była taka luźna obserwacja. Miała w sobie coś z zaczepki, delikatnej prowokacji. Jak mniemam niezamierzonej, ale wyszło jak wyszło. I ja lekko się oburzyłem, głośno westchnąłem, widząc właśnie taki komentarz. 

W końcu nie każdy męczy się tak samo. O jakie dokładnie zmęczenie dokładnie chodziło? Kogoś, kto siedzi w klimatyzowanym pomieszczeniu, otacza się wiatrakami, czy może cały dzień pracuje na powietrzu, bo jest np. kurierem i rowerem rozwozi jedzenie. Albo szuka ochłody w galerii handlowej, bo w rozgrzanym bloku, starej kamienicy czy w dowolnym innym miejscu nie ma na to szans?  

Ja wieczorami wcale nie czułem aż takiej ulgi. Moje mieszkanie było nagrzane, ściany nie chciały się schłodzić, bo nie miały jak i kiedy - nadal było okrutnie gorąco. Spacer w parku dawał coś na wzór orzeźwienia, ale bez przesady. A poza tym trzeba było do niego dotrzeć ulicami, które właśnie oddawały gromadzone ciepło. 

REKLAMA

I to też starali się przekazać odpowiadający: nie warto było się przemęczyć, bo różnica nie wszędzie jest wyczuwalna, a poza tym poniesione koszty są zbyt duże. Należało mieć to na uwadze, pisząc pochwałę letniego wieczora z całkiem wygodnej perspektywy, przebywając w domu na wsi, która nie jest tak rozgrzana jak miasto.

Autorka odpowiedziała oburzonym zamieszczając fragmenty książki Mony Chollet "Nie dać się poczuciu winy". Dotyczył tego, że polityka małych gestów nie działa, jednostka może tyle, co nic, a tymczasem to nią spadają ciosy i odpowiedzialność za wyrządzone krzywdy. "Koncentrując się jedynie na jednostkowej moralności, zachowujemy się tak, jakby te systemy nie istniały, a tym samym - pozwalamy im spokojnie funkcjonować" - brzmi podkreślone przez autorkę zdjęcia zdanie. 

Słowem, my mamy poczucie winy, że przykładamy rękę do katastrofy, obwiniamy innych, których wpływ jest tak samo znikomy, a tymczasem główni winowajcy tylko się z nas śmieją i dalej zatruwają planetę, pogarszając naszą sytuację. Oni sobie poradzą. My możemy mieć gorzej. Dlatego trzeba skierować ostrze krytyki w inną stronę. Nie tracić czasu i energii na kłótnie między sobą, które niczego nie zmieniają, ale rozliczyć prawdziwych winowajców. 

REKLAMA

Właśnie dlatego ten system jest tak genialnie i okrutnie skonstruowany. Nie tkniemy Elona Muska, ale za to wyżyjemy się w komentarzach, gdy ktoś napisze, że u niego jest idealnie. Bo mieszka na wsi, wśród drzew i tam jest chłodniej. Albo ma dostęp do sprawnej i solidnej klimatyzacji. Albo po prostu lubi, jak jest bardzo ciepło. Jedni zimą wchodzą do lodowatej wody, inni wolą temperatury powyżej 35 st. C. Różnimy się i tak już jest. Gdzie leży granica pomiędzy zwykłą opinią ("a mnie jest OK"), a już niepotrzebną prowokacją, wywyższaniem się, zwykłym brakiem zrozumienia dla problemów innych, a często i klasizmem?

Mimo wszystko nie rozpędzałbym się z tym marginalizowaniem winy jednostki

Daleki jestem do zrównania odpowiedzialności, ale to też nie tak, że żadne działania nie mają swoich konsekwencji. Weźmy sytuację z wodą. Już pojawiają się apele, że należy oszczędzać i ograniczać zużycie wyłącznie do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Tymczasem na wielu polskich podwórkach o żadnej suszy nikt nie słyszał, o nawoływaniach do solidarności także. Krótko przystrzyżony trawnik musi być zielony, więc trzeba go podlewać. Trzeba napełniać baseny albo myć auto. A że dla kogoś wody zabraknie, ciśnienie spadnie? No trudno, kto pierwszy ten lepszy. 

Odpowiedzialni za zieleń miejską sami przyznają, że otrzymują zgłoszenia od niezadowolonych mieszkańców, którzy narzekają na zbyt wysoką trawę. To nieestetyczne - brzmią skargi. Kiedy piszę te słowa, za oknem ktoś właśnie kosi trawę na ulicy. Nadal jest gorąco.

REKLAMA

Niektórym przeszkadzają drzewa. Są tacy, którzy twierdzą, że zagrażają bezpieczeństwu albo że ich miejsce jest w lesie, ewentualnie w parku, ale nie na ulicy. 

A przecież ktoś może zdawać sobie sprawy z konsekwencji swoich działań czy wyborów, ale co zrobić - dziś klimatyzacja to powoli nie luksus czy fanaberia, a konieczność. Trzeba to zaakceptować i wziąć na klatę konsekwencje. Na łamach "Krytyki Politycznej" Jakub Majmurek uważa, że jeśli "ludzie będą kojarzyć walkę ze zmianami klimatu z władzą zabraniającą im włączyć klimatyzację w 40-stopniowy upał, to zagłosują na najgorszych populistów". 

I można odpowiadać, że potrzebujemy zielonych miast, przyjaznych przestrzeni, które obniżą temperaturę, dadzą wytchnienie i ulgę w gorące dni. Tak właśnie uważam. Ale trudno nie zgodzić się z Majmurkiem piszącym, że "kryzysy termiczne powodowane przez ekstremalne jak na Europę upały są czymś, z czym poradzić sobie musimy na wczoraj". 

REKLAMA

Już dziś brak klimatyzacji może zagrażać zdrowiu i życiu. Kamil Fejfer w swoim facebookowym wpisie przytacza dane IEA, z których wynika, że w ciągu roku klimatyzacja ratuje życie ok. 200 tys. osób. A jednocześnie dalej nie jest powszechna. W Polsce nawet nie wiemy, ile mieszkań wyposażonych jest w klimatyzację. Za to bardzo często słyszy się, że jej montaż jest utrudniony, bo np. spółdzielnie nie wyrażają zgody. 

REKLAMA

Do tego dochodzą głosy, że klimatyzacja tylko pogarsza sytuację, bo potęguje problemy związane ze zmianami klimatu. Albo że pozwoli dojść do bardzo złego wniosku: co tam upały, mamy sposób na to, by chłodzić mieszkania, biura, inne miejsca. A skoro radzimy sobie z wysokimi temperaturami, to nie trzeba się przejmować zmianami klimatu. 

Mamy więc albo lekarstwo, które załagodzi chorobę albo… cóż, w zasadzie to nie mamy alternatywy na już. I sam piszę to z perspektywy osoby, której coraz dalej do stanowiska, że technologia wszystko załatwi, jakoś się dopasujemy i zaradzimy. Bo nawet jeśli damy sobie radę, to co ze zwierzętami, ptakami, środowiskiem? Nie zamontujemy klimatyzacji w gniazdach i na drzewach. Ale czy to oznacza, że nie powinno zachęcać i ułatwiać się montażu tam, gdzie mogłaby przynieść dziś ulgę - w miejscach publicznych, szkołach, szpitalach, blokach. Dążyć do tego, by nie była przywilejem, szansą jedynie dla bogatych. 

Jakoś nie umiem jednak przezwyciężyć tego klimatycznego doomeryzmu, który w ostatnich dniach tylko się nasilił. A to zjawisko, z którym walczą nawet pro-ekologiczne organizacje, jak Greenpeace. "Dlatego też niezwykle ważne jest, aby w kulturze istniało przesłanie, które jest optymistyczne i podkreśla niezwykłe dotychczasowe postępy oraz nieustanne wysiłki na rzecz technologii, które pomagają światu przejść do bardziej zrównoważonej przyszłości" - podkreślali. 

REKLAMA

I rzeczywiście, przecież wszystko ciągle jest kwestią decyzji: można postawić na klimatyzację, ale też zazieleniać ulice, malować budynki na biało, wdrażać zarówno nowe sposoby na walkę z upałami i innymi ekstremalnymi zjawiskami, jak i te dobrze znane, po które nie wiedzieć czemu ciągle po nie nie sięgamy. To dalej jest potencjalnie możliwe. Co więcej, mowa tu nie o sytuacjach "albo, albo", ale "i to, i to". Przeciwników sporu dotyczącego klimatyzacji tak naprawdę więcej łączy, niż dzieli, to jasne. 

A jednocześnie mam obawy, że jeśli się zmieni, to niewiele

Kogo będzie stać, ten zamontuje klimę, za rok napisze, że u niego jest w miarę chłodno i o co to całe zamieszanie. Ten brak empatii, próby zrozumienia, że inni mają gorzej, nie jest przyczyną zmian klimatycznych, ale doskwiera równie mocno. 

REKLAMA

Mignęło mi zdjęcie, na którym widać było grupkę osób siedzących na trawniku. A konkretnie na jego niewielkiej części, tej zacienionej. Ludzie znaleźli schronienie przed słońcem pod dorodnym drzewem - jedynym, jak zdawała się sugerować fotografia, w okolicy. 

Obrazek miał być dowodem na to, jak bardzo mylili się ci, którzy mówili, że drzewa i zieleń nie są potrzebne. Fotografia była więc wyrzutem sumienia - patrzcie, do czego doprowadziliście. Ale jednocześnie miała w sobie coś na kształt przesłania, że trudna sytuacja poniekąd... scala. Koniec końców łączymy się i dzielimy ból. Jest w tej fotografii coś zasmucającego, ale i dającego nadzieję, paradoksalnie. Bo w końcu o to chodzi: abyśmy nie zostali sami. Nawet w cieniu.

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA