Oto najlepsze słuchawki na trening. Shokz OpenFit Pro wybuchły mi mózg
Czy słuchawki otwarte mogą obsługiwać Dolby Atmos i oferować wzmocnioną redukcję szumów? Logika mówi, że absolutnie nie, bo takich rzeczy nie da się połączyć. Tymczasem przychodzi taki Shokz i mówi, że co się nie da, jak się da. Sprawdziłem w praktyce OpenFit Pro i powiem wam, że mój mózg wybuchł.

Muszę się do czegoś przyznać. Popełniam największy błąd amatorskiego kolarza i jeżdżę w słuchawkach. Wiem, że tak nie można, że to proszenie się o kłopoty, ale jednocześnie jazda jest na tyle mało ciekawa, że śmiało można w tym czasie zapuścić podcast i urozmaicić sobie nabijanie kilometrów. Na początku zaczynałem od zwykłych dokanałowych, ale mimo że oferowały świetną jakość dźwięku, to kompletnie odcinały od otoczenia. Wprawdzie obsługiwały tryb świadomości/przezroczysty, ale wtedy nadal byliście odcięci, ale za to słuchawki grały gorzej.
Później przerzuciłem się na tanie słuchawki douszne. Było trochę lepiej, ale nadal nie czułem się dostatecznie bezpiecznie. Mam teraz słuchawki otwarte, słyszę w nich wszystko, co się dzieje wokół, ale grają słabo i nie oferują żadnego poziomu redukcji szumów, bo i po co. I tu na scenę wchodzi Shokz OpenFit Pro, które obiecują mi, że nie dość, że będę świadomy otoczenia, to będę słyszał świetnie muzykę w wysokiej jakości, a jak zajdzie potrzeba, to sobie włączę redukcję szumów i będę miał słuchawki do biura. Z zapowiedzi wychodziła taka trochę hybryda, więc obawiałem się, że na szumnych zapowiedziach się skończy, a tymczasem mój mózg miał problem, ale po kolei.

Shokz OpenFit Pro - co my tu mamy?
Zacznijmy od jakości wykonania. Jestem zachwycony. Mamy tutaj główną część, która powstała ze stopu niklu i tytanu, a reszta konstrukcji wykonano z miękkiego silikonu. Nie wchodzą do kanału usznego, więc nie ma ucisku. Jednocześnie są lekkie, nie czuć, że je założyliśmy na uszy.
W pudełku znajdziecie opcjonalne stabilizatory, które można założyć na pałąk, dzięki czemu będą mocniej przylegać do uszu i lepiej się trzymać przy treningach. Polecam z nich skorzystać, bo wtedy słuchawki są jak przyklejone do ucha i nie zsuwają się nawet podczas gwałtownych ruchów głową czy podskakiwania.

Od pierwszego momentu czujecie, że macie do czynienia z produktem premium i to przeświadczenie zostanie z wami na długo. Założenie ich na uszy jest banalnie proste, nie ma tu żadnego wkręcania czy innych rytuałów znanych z niektórych słuchawek dokanałowych. Zero zmęczenia, świetna jakość, ale to nie jest najważniejsze w słuchawkach.
Shokz OpenFit Pro - a jak grają?
Założenia są proste. Shokz rezygnuje z przewodnictwa kostnego na rzecz precyzyjnie kierowanych dźwięków przesyłanych klasyczną drogą. Dzięki temu mają oferować świetny dźwięk, a jednocześnie dzięki redukcji szumów, mają sprawić, że połączą niemożliwe światy - odcięcie znane ze słuchawek dousznych ze świadomością otoczenia, którą wyróżniają się słuchawki otwarte.

Żeby to osiągnąć zastosowano technologię, którą producent nazywa Shokz SuperBoost. W jej ramach mamy dwumembranowe przewodniki 11x20 mm. Membrany pracują jednocześnie i rozszerzają zakres obsługiwanych częstotliwości. Drugim wyróżnikiem jest dźwięk zoptymalizowany pod Dolby Atmos. Włączycie to w ustawieniach w aplikacji i polecam wykonać ten krok, bo mocno zmienia odbiór dźwięku.
A jak te zabiegi sprawują się w praktyce? Powiem wam tak - te słuchawki mnie zaskoczyły. Z racji otwartej konstrukcji spodziewałem się konieczności głośnego słuchania, trochę płaskiego dźwięku, braku basów i wysokich tonów, czyli tego wszystkiego, za co niespecjalnie lubiłem słuchawki otwarte.
Sparowałem Shokz OpentFit Pro, włączyłem w ustawieniach Dolby Atmos, ale wyłączyłem opcję podążania za ruchem głowy - wam też to polecam, bo to najdziwniejsze udogodnienie, które jest stosowane przez producentów. Wygląda zjawiskowo na slajdach prezentacji, ale w realnym użytkowaniu powoduje chaos dźwiękowy w głowie. Nie ma producenta, który to dobrze zaadaptował.

Wracamy do Shokz OpenFit Pro. Odpalam utwór z mocnym basem i szok - te słuchawki potrafią go przenieść do uszu. I to naprawdę dobre granie, które sprawia przyjemność. Skoro mamy za sobą basy, to czas na utwory z szerszą sceną i tu też słuchawki spisują się znakomicie
A co z wyciekaniem dźwięku? W końcu nie wszyscy w pracy muszą wiedzieć, że twoją ulubioną artystką jest Taylor Swift, a podczas wypełniania arkusza kalkulacyjnego słuchasz podcastu, który w makabryczny i detaliczny sposób opisuje najgorsze zbrodnie. Otóż jest bardzo dobrze. Dzięki kierowanemu dźwiękowi wyciekanie praktycznei nie występuje. OWszem, jeżeli w biurze odpalisz te słuchawki na maksymalną głośność, to cudów nie ma, wszyscy będą śpiewać, że well,maybe we got lost in translation, maybe I asked for too much, ale jeżeli zostaniesz w okolicach środka głośności, to będzie dobrze.
Dodam tylko, że już słuchanie na średnim poziomie jest jak najbardziej ok. Używałem słuchawek w pracy i nikt nie narzekał na to, że słyszy co u mnie gra.

Jednak największą zaletą ma być to, że słuchawki oferują redukcję szumów na poziomie, który do tej pory miał być nieosiągalny dla tego typu urządzeń. Mechanizm działania to trzy mikrofony i dużo algorytmów AI, które mają działać cuda. I tu trzeba podzielić te obietnice na kilka podpunktów. Jeżeli chodzi o środowisko pracowe - stukanie w klawiatury, szum klimatyzacji, rozmowy itd. to jest świetnie. SErio, aż byłem zaskoczony, że radzą sobie tak dobrze.
Jednak te słuchawki mają się również sprawdzać podczas innych aktywności. I teraz tak - jednostajny i niezbyt głośny szum wycinają świetnie - odgłosy ulicy, po której spacerujecie, szum samochodów, lekki wiatr na rowerze, ale to jest redukcja, która nadal pozwala wam zachować świadomość sytuacyjną. Podczas spacerów, czy nawet na siłowni nie będziecie musieli zwiększać głośności, żeby komfortowo korzystać ze słuchawek.

Natomiast podczas jazdy z dużą prędkością rowerem cudów nie ma i trochę wiatru będzie się przedostawać do uszu, ale to co robią słuchawki nadal stoi o kilka poziomów wyżej względem typowych konstrukcji otwartych. Trzeba podnieść głośność, ale będziecie słyszeć zarówno okolicę, jak i muzykę. Poziom redukcji hałasu ustawiacie w aplikacji.
Kilka minusów
Pierwszy to kwestia estetyki - etui i pałąk słuchawek lubią zbierać odciski palców. Wprawdzie w niczym to nie przeszkadza, ale jak jesteście estetami, to zwrócicie na to uwagę. Co jakiś czas trzeba je po prostu przetrzeć i wszystko wraca do normy. Tu swoją drogą jest przy okazji plusik dla producenta - w aplikacji do obsługi słuchawek znajdziecie instrukcje dokładnego czyszczenia, tak żeby niczego nie uszkodzić i mieć je czyste.
Korektor to dodatek. Wydaje się zaawansowany, ale tak naprawdę różnice pomiędzy poszczególnymi ustawieniami nie są znaczące, więc równie dobrze możecie słuchać cały czas na standardowym trybie i nie zawracać sobie nim głowy. To zresztą typowa przypadłość tego typu słuchawek.
A że trzy to podobno najlepsze liczba, to znalazłem trzecią wadę - rozmowy telefoniczne podczas treningu za pośrednictwem słuchawek nie mają większego sensu - mikrofony mocno zbierają szumy, przez co wasz rozmówca będzie miał utrudnione zadanie, żeby was zrozumieć. To dotyczy głównie takich aktywności jak bieganie czy rower, bo na siłowni to bez różnicy. Z drugiej strony czy na pewno to jest aż tak duża wada? Nie pamiętam, kiedy odbierałem telefon podczas jazdy z powodów innych niż test słuchawek. Podczas korzystania ze słuchawek w pracy czy podczas spaceru nie ma problemów z jakością połączeń.

Shokz OpenFit Pro i tak miażdżą
Wiecie, te trzy wady są mało istotne, a w zamian za to otrzymujecie słuchawki, które świetnie sprawdzą się na ulicy, w pracy i podczas treningów. Nie ograniczają całkowicie hałasów dochodzących z zewnątrz, tłumią je w ten dobry sposób, który pozwala zachować świadomość sytuacyjną. Dobrze leżą na uszach, a po kilku godzinach nadal są komfortowe w użytkowaniu. To zresztą jest duży plus słuchawek otwartych, które nie uciskają kanału usznego, więc dłużej będą przyjemne do słuchania.
W swojej kategorii wyróżniają się dźwiękiem i redukcją szumów. Fizyki może i nie oszukują, ale sprawiają, że nawet na treningu rowerowym można cieszyć się mocnym i tłustym basem. I w sumie o to chodzi, żeby udanie zbudować słuchawki otwarte, które w jak największym stopniu zniwelują wszelkie wady tego typu konstrukcji. W moim prywatnym rankingu to zdecydowanie najlepsze słuchawki otwarte na trening, które testowałem w ciągu ostatniego roku. Nie zawiedziecie się.
Zapytacie, a co z ceną. I tu nie mam dobrych wiadomości. Jakość i możliwości kosztują i to całkiem sporo, bo w momencie pisanie tego tekstu za słuchawki trzeba zapłacić 1049 zł. Z jednej strony dużo, z drugiej otrzymujecie absolutnie topową konstrukcję na rynku. Jeżeli dużo trenujecie i potrzebujecie dobrych słuchawek, to i tak są tańsze niż para butów do biegania czy na rower, a posłużą znacznie dłużej.
Na koniec dane techniczne:
- waga 12,3 g,
- Bluetooth 6.1,
- wodoodporności IP55,
- ładowanie USB-C i ładowanie bezprzewodowe,
- 3 mikrofony z redukajcą szumów AI,
- redukacja hałasu,
- Dolby Atmos,
- pasmo do 40 kHZ,
- czas pracy do 50 godzin,
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r., pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.