To rower idealny na upały. Zmieści się wszędzie
Przy niemal 40 stopniach na dworze każde wyjście z domu jest wyzwaniem. Chyba, że do celu możemy podjechać rowerem, który nie tylko większość roboty zrobi za nas, ale też po powrocie nie zajmie połowy mieszkania.

Ten rower to Sharp BK-FS08 i... to zdecydowanie nie jest zwykły rower.
Elektryk, fatbike i składany rower w jednym

BK-FS08 jest bowiem jednocześnie rowerem elektrycznym, rowerem składanym, a do tego dorzuca jeszcze monstrualne, fatbike'owe opony o szerokości 4 cali, które obiecują, że nie tylko wjedziemy wszędzie, ale też wszędzie będzie nam wygodnie.
Czy tak faktycznie jest?
Tak, to się składa

Choć na początku, po odebraniu paczki, czeka nas niespodzianka. BK-FS08 dociera do nas właściwie całkowicie złożony i gotowy do jazdy. Jedyne, co musimy zrobić, to dokręcić pedały, ustawić siodełko, dokręcić kierownicę i ustawić jej wysokość, a potem... możemy ruszać w drogę.
Albo zobaczyć, jak ten rower jest się w stanie złożyć:

Samo złożenie i rozłożenie zajmuje tutaj dosłownie sekundy. Blokady kierownicy i ramy są spore, łatwo je odblokować i zablokować, a potem reszta roweru składa się - w kontrolowany sposób - niemal całkowicie sama.

Zadbano właściwie o każdy detal - złożony rower utrzymują magnetyczne zaczepy, składane pedały ograniczają jeszcze bardziej zajmowane miejsce, a całość po złożeniu możemy odstawić na specjalną nóżkę. Jest też i uchwyt, za który można przenosić ten składany sprzęt.
Oczywiście rower po takim złożeniu nie staje się w magiczny sposób lżejszy niż w formie rozłożonej. Dalej ma masę ok. 28 kg, ale dzięki redukcji rozmiarów można go np. wsadzić do niewielkiego bagażnika samochodu bez konieczności składania kanapy czy demontażu koła.

Tak samo wygląda kwestia przechowywania w domu, mieszkaniu czy piwnicy. BK-FS08 zajmie absolutnie zawsze nieporównywalnie mniej miejsca niż klasyczny rower - nawet nie-elektryczny. Ba, na dobrą sprawę można go nawet trzymać permanentnie w bagażniku w samochodzie pod blokiem, żeby nie musieć targać go po schodach za każdym razem - o "dużym" rowerze raczej nie można tego napisać.
To, co jednak zaskoczyło mnie najbardziej, to nie sama składalność BK-FS08.

Pierwszym, co dociera do nas podczas jazdy, jest to, jak wygodny jest ten rower. 4-calowe opony o średnicy 20 cali mieszczą w sobie taki ogrom powietrza, że właściwie nie ma znaczenia, po czym jeździmy.
Krawężniki, progi, kamienie, dziury, nierówna kostka, polna droga, brak polnej drogi - po tym wszystkim BK-FS08 po prostu płynie, nie męcząc nas przekazywaniem informacji o tym, w jakim stanie jest nawierzchnia. Jasne, komfort z przodu dodatkowo podnosi amortyzator, ale będę się upierał przy tym, że to te ogromne opony i odpowiednio niskie ciśnienie są tym, co jest głównym sekretem wygody zapewnianej przez ten rower.

Drugim miłym zaskoczeniem była zwrotność tego pojazdu, i to niezależnie od tego, czy mówimy o jeździe, czy o prowadzeniu tego roweru. Szczególnie w tym drugim przypadku można nim obracać niemal w miejscu, co przy tej masie wydawało mi się na początku niemożliwe.
A jednak - jak najbardziej się da. Jeśli więc ktoś ma wąskie i kręte drogi, po których jeździ rowerem, albo po prostu musi się z nim gdzieś przecisnąć, już prowadząc rower obok siebie albo przed sobą - BK-FS08 sprawdzi się w tym zastosowaniu wybitnie dobrze.

Co ciekawe, przynajmniej podczas testów, mimo składanej konstrukcji, nie czuć było w całej konstrukcji żadnych luzów i nie było słychać najmniejszych nawet hałasów. Całość bardzo, bardzo przypomina w prowadzeniu i ogólnych doznaniach zwykły, większy rower, wliczając w to nawet stabilność na dłuższych, asfaltowych prostych.
Na tych prostych o prędkość nie ma się co martwić. O chłodzenie też.
BK-FS08 oczywiście nadaje się do jazdy z napędem czysto-ludzkim, ale jego główną siłą w okresie ostatnich upałów było to, że może niemal całą robotę wykonać za nas. Umieszczony w tylnej piaście silnik Ananda o mocy 250 watów (i 45 Nm), sterowany czujnikiem kadencji, przy trzecim - najwyższym - poziomie wspomagania, rozpędza ten rower do maksymalnej legalnej prędkości błyskawicznie. A potem korzystamy z darmowej klimatyzacji w postaci owiewającego nas wiatru.
I wiem dobrze, o czym piszę, bo przy niemal 40 stopniach na dworze korzystałem z BK-FS08 jako narzędzia do wyjazdu na szybkie zakupy. Pieszo byłaby to absolutna tortura, nawet pomimo tego, że do sklepu daleko nie mam. Na elektrycznym fatbike'u, z elektrycznym wspomaganiem i naturalnym chłodzeniem - była to po prostu miła przejażdżka.

Dodatkowo rower wyposażono nie tylko w oświetlenie z przodu i z tyłu, ale też bagażnik (nośność do 25 kg), więc nie ma znaczenia, czy do tego sklepu - albo gdzieś dalej - pojedziemy w południe czy po zmroku - zawsze będziemy widoczni. I zawsze będzie miejsce, gdzie te zakupy odłożyć i jak je przewieźć.
Oczywiście, jak już upały się zmniejszą, to nikt nie będzie nam bronił, żeby obniżyć poziom wspomagania i trochę samemu się wysilić. Teoretycznie główną różnicą między trzema dostępnymi poziomami (nie licząc zerowego) jest maksymalna osiągana prędkość, ale tak naprawdę zmienia się też to, w jak dynamiczny sposób przyspieszamy. I tak, przykładowo, w trudniejszym terenie chętnie korzystałem z trybów 1 albo 2, podczas gdy na prostym i gładkim asfalcie idealnie sprawdzała się rwąca do przodu "trójka".
Inna sprawa, że jak na tak użytkowo wyglądający rower, to to przyspieszenie na najwyższym poziomie jest zaskakująco... sportowe.
Co jeszcze trzeba wiedzieć o rowerze Sharp BK-FS08?

Chociażby to, że rama jest w całości aluminiowa, a sugerowany wzrost użytkownika to od 150 do 190 cm, natomiast maksymalne obciążenie to 120 kg. Bez narzędzi możemy wyregulować zarówno wysokość siodełka, jak i kierownicy.
Zasięg teoretycznie wynosi maksymalnie 52 km (akumulator 367,2 Wh), przy czym realnie, w mieszanym terenie i przy dość ciężkim rowerzyście, odjąłbym od tego wyniku tak z 8-10 km, żeby nie stresować się podczas powrotu. Biorąc pod uwagę fakt, że większość e-rowerowych tras jest jednak wyraźnie krótsza, to cieszy fakt, że akumulator można nie tylko wyjąć, ale i szybko naładować - do pełna wystarczy mniej więcej 5 godzin. Oczywiście można go też ładować bez wyjmowania z ramy.
W kwestii napędu w wydaniu mechanicznym - na pokładzie jest Tourney z 7 przełożeniami i mechaniczne hamulce tarczowe. Całość po prostu działa, aczkolwiek - przynajmniej na moich ulubionych terenach - ten silnik wspomagał jazdę tak skutecznie, że niespecjalnie musiałem w ogóle myśleć o zmianie przełożeń.
Co ciekawe, początkowo wcale nie byłem przekonany do pomysłu na ten rower.
Tym bardziej, że mam już swój rower elektryczny do jazdy użytkowej i taki fatbike, do tego niezbyt lekki, wydawał mi się dziwnym rozwiązaniem.
Dość jednak szybko okazało się, że to może być pomysł trafiony w dziesiątkę, głównie ze względu na rozmiar. Żeby bowiem pojechać gdzieś na swoim rowerze elektrycznym, muszę wyjść z domu, pójść na jeden koniec ogrodu, wyciągnąć rower z szopy, przeprowadzić go przez cały ogród i dopiero wtedy mogę jechać. Trzymanie pod chmurą odpada, garażu nie mam, w domu by się już nie zmieścił.

BK-FS08 natomiast przez długi czas trzymałem... po prostu w bagażniku samochodu, przy samym wyjeździe z posesji. A dzięki temu, że akumulator da się wyjąć z ramy bez najmniejszego problemu (oczywiście - mając właściwy klucz), mogłem zostawiać tam rower, jednocześnie uzupełniając energię na kolejne dni.

A kiedy już uznałem, że może na czas upałów zabiorę rower z piekielnie gorącego bagażnika i schowam w domu, to... też nie było z tym problemów. Ot, złożyć, wcisnąć gdzieś za kanapę, wyjąć, jak będzie potrzebny.
Z klasycznym rowerem bym tego nie zrobił.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.