Legendarny samolot odnaleziony po 75 latach. Katastrofa zmieniła zasady latania
Przez ponad siedem dekad pozostawał zaginiony na dnie oceanu. Teraz udało się odnaleźć wrak Douglasa DC-4 należącego do linii Pan American World Airways, który w 1952 r. rozbił się podczas próby powrotu na lotnisko w Portoryko. Samolot spoczywa na głębokości około 600 m i zachował ślady, które pozwoliły jednoznacznie potwierdzić jego tożsamość.

Odnalezienie maszyny nazwanej Clipper Endeavor zakończyło jedną z nierozwiązanych historii lotnictwa pasażerskiego z początku ery powojennych podróży międzykontynentalnych. Wrak został zlokalizowany 2 czerwca podczas ekspedycji prowadzonej przez Air/Sea Heritage Foundation we współpracy z firmą Deep Sea Vision, specjalizującą się w poszukiwaniach podwodnych.
Katastrofa Douglasa DC-4, która wydarzyła się kilka minut po starcie
Samolot o numerze rejestracyjnym N88899 wystartował 11 kwietnia 1952 r. z San Juan w Portoryko. Celem lotu był Nowy Jork, a na pokładzie znajdowało się 64 pasażerów oraz sześciu członków załogi. Maszyna była jednym z popularnych wówczas czterosilnikowych Douglasów DC-4, które po II wojnie światowej stały się podstawą rozwoju lotnictwa pasażerskiego.
Problemy zaczęły się jednak niemal natychmiast po starcie. Dochodzenie przeprowadzone później przez amerykańską Civil Aeronautics Board wykazało, że samolot nie był w pełni sprawny technicznie przed rozpoczęciem lotu.
Największe zastrzeżenia dotyczyły prawego wewnętrznego silnika Pratt & Whitney R-2000. Jednostka ta już podczas wcześniejszego lotu działała niestabilnie, a po lądowaniu w San Juan znaleziono w oleju metalowe opiłki wskazujące na poważne zużycie podzespołów. Mimo tego nie przeprowadzono wymaganych prac serwisowych, w tym wymiany silnika.
Krótko po starcie pilot zauważył spadek ciśnienia oleju w problematycznej jednostce napędowej i zdecydował o powrocie na lotnisko. Próba zwiększenia mocy silników podczas wznoszenia doprowadziła jednak do kolejnych problemów. Prawy zewnętrzny silnik zaczął pracować niestabilnie, a samolot znalazł się w bardzo trudnej sytuacji.
Błąd załogi i walka o utrzymanie maszyny w powietrzu
Śledczy ustalili, że kluczowym problemem była technika pilotażu podczas próby powrotu na lotnisko. Kapitan kontynuował próbę nabrania wysokości, mimo że samolot miał ograniczoną moc i znajdował się na niewielkiej wysokości.
Według raportu dochodzeniowego maszyna zaczęła stopniowo tracić prędkość, przyjmując zbyt duże pochylenie nosa do góry. Ostatecznie zabrakło wysokości, aby odzyskać kontrolę nad lotem. Komisja oceniła sposób prowadzenia samolotu jako niewłaściwy, wskazując, że bardziej odpowiednie wykorzystanie sprawnych silników mogło zwiększyć szanse na uniknięcie katastrofy.
Niecałe dziesięć minut po starcie Douglas DC-4 wodował awaryjnie na Atlantyku. Ciężkie warunki na morzu sprawiły, że samolot bardzo szybko zatonął. Według raportu maszyna znalazła się pod wodą już po około trzech minutach.
Katastrofę przeżyło pięciu członków załogi, jednak zginęło 52 spośród 64 pasażerów.
Tragiczne doświadczenia, które zmieniły zasady bezpieczeństwa
Jednym z najważniejszych wniosków po katastrofie była kwestia przygotowania pasażerów do awaryjnego lądowania na wodzie. Dochodzenie wykazało, że przed próbą wodowania pasażerowie nie otrzymali wystarczających informacji dotyczących lokalizacji kamizelek ratunkowych ani sposobu ich użycia.
W krótkim czasie dostępny był tylko jeden ponton ratunkowy. Chaos i brak przygotowania znacząco utrudniły ewakuację po uderzeniu samolotu w powierzchnię oceanu.
Wypadek przyczynił się do zmian w procedurach bezpieczeństwa stosowanych podczas lotów nad dużymi akwenami. Zalecono między innymi umieszczanie kamizelek ratunkowych w łatwo dostępnych miejscach oraz obowiązkowe instruktaże dla pasażerów przed lotami dalekodystansowymi nad wodą.
Dzisiaj takie procedury są standardem, ale w latach 50. lotnictwo pasażerskie dopiero uczyło się reagować na zagrożenia związane z podróżami przez oceany.
Wrak Pan Am odkryty po ponad siedmiu dekadach
Przez dziesięciolecia wrak Douglasa DC-4 pozostawał poza zasięgiem poszukiwań. Znajdował się na głębokości mniej więcej 600 m pod powierzchnią Atlantyku. W momencie katastrofy uznano, że jego wydobycie jest niemożliwe.
Podczas najnowszej ekspedycji wykorzystano nowoczesne technologie podwodnych poszukiwań. Roboty i specjalistyczne systemy obrazowania pozwoliły dokładnie zbadać dno oceanu i wykonać dokumentację miejsca spoczynku samolotu.
Badania fotograficzne potwierdziły, że jest to poszukiwany Clipper Endeavor. Na zachowanych fragmentach kadłuba widoczne są charakterystyczne elementy malowania Pan American World Airways, w tym logo słynnych linii lotniczych oraz nazwa samolotu.
Wrak został odnaleziony w dwóch głównych częściach.
Historia zatopionego DC-4 wraca na ekrany
Odnalezienie Clipper Endeavor stało się również podstawą do stworzenia dokumentu telewizyjnego poświęconego poszukiwaniom wraku. Produkcja przygotowywana przez Discovery Channel pokaże kulisy ekspedycji oraz historię jednej z mniej znanych katastrof w dziejach lotnictwa pasażerskiego.
Wrak Douglasa DC-4 jest nie tylko pozostałością po tragicznym wydarzeniu z 1952 r. To także kapsuła czasu pokazująca, jak bardzo zmieniły się standardy bezpieczeństwa w lotnictwie. Katastrofy takie jak ta z San Juan wpłynęły na procedury, które dziś są obowiązkową częścią każdej podróży samolotem.
Dziennikarz Spider's Web, zajmuje się tematyką militariów i obronności. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Pisze o nowych technologiach, takich jak broń hipersoniczna czy laserowa. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.