REKLAMA

Nowa fala ataków na sygnał GPS w Polsce. Nie ufajcie nawigacji

Polscy naukowcy wzięli pod lupę zakłócenia GPS w naszym kraju. Wnioski są porażające.

Nowa fala ataków na sygnał GPS w Polsce. "Sytuacja jest poważna, nie ufajcie mapom"

Zakłócenia sygnału GPS to efekt działań bandyckiej Rosji, która prowadzi z Polską wojnę. Jest to wojna hybrydowa, która ma na celu zniszczenie naszej gospodarki. Zakłócenia obserwowane w regionie Morza Bałtyckiego uderzają w infrastrukturę krytyczną, istotnie utrudniają prowadzenie żeglugi na Bałtyku, wpływają na lotnictwo, a ostatecznie uderzają w codzienne usługi.

Ponad dwie trzecie terytorium kraju na wysokości przelotowej znajduje się w zasięgu środków zakłócających rozmieszczonych w Obwodzie Królewieckim oraz na obiektach tzw. floty cieni. Zakłócenia sygnałów GPS nie są wyłącznie problemem technicznym. To twardy atak na krajową infrastrukturę krytyczną, a przestrzeń fal radiowych jest dziś traktowana jako kluczowy element cyberprzestrzeni - podają polscy naukowcy, którzy opracowali raport na temat zakłócania GPS nad Polską.

Jego autorami są Jerzy Proficz, Centrum Informatyczne TASK Politechniki Gdańskiej, prof. Mariusz Figurski, Politechnika Gdańska / Instytut Łączności – Państwowy Instytut Badawczy i ppłk Wojciech Żurawski, Ministerstwo Obrony Narodowej.

Polska tarcza przeciw zakłóceniom

Do zakłócania sygnału GPS Rosjanie najprawdopodobniej wykorzystują również własnego satelitę wojskowego KOSMOS 25462, znanego także jako EKS-4 lub Tundra 14L. Jeżeli technologia ta zostanie dopracowana, mogą uzyskać zdolność do wyłączenia GNSS (Global Navigation Satellite System), na przykład na obszarze Europy.

O zagłuszaniu GPS wiemy coraz więcej, bo jako państwo zaczęliśmy ten problem aktywnie mapować. Właśnie w tym celu budowana jest Polska Tarcza PNT, na którą składają się oddany już do użytku system RTGMS (rtgms.pl) oraz rozwijany System Monitorowania Zakłóceń Sygnałów GNSS (SMZSG), czyli pilotażowa sieć 100 sensorów Polskiej Agencji Kosmicznej. Działają one jak system wczesnego ostrzegania, który daje nam coraz pełniejszy obraz sytuacji - podają naukowcy.

Trzy metody ataku na sygnał: jamming, spoofing i meaconing

W raporcie naukowcy opisują trzy podstawowe sposoby oddziaływania na odbiorniki satelitarne. Pierwszy to jamming, czyli zagłuszanie. Polega ono na wysyłaniu silnego sygnału radiowego na tej samej częstotliwości, na której pracują satelity. Ponieważ sygnał z kosmosu jest bardzo słaby, odbiornik zostaje po prostu „przykryty” przez szum. W efekcie urządzenie traci możliwość wyznaczania pozycji.

Druga metoda to spoofing, czyli fałszowanie sygnału. To groźniejsza forma ataku, bo odbiornik nie traci kontaktu z sygnałem, lecz otrzymuje dane, które wyglądają wiarygodnie, ale wskazują fałszywą lokalizację. W praktyce urządzenie jest przekonane, że działa prawidłowo, choć faktycznie zostało oszukane. To szczególnie niebezpieczne dla systemów autonomicznych, dronów i platform wymagających precyzyjnego pozycjonowania.

Trzecim mechanizmem jest meaconing, czyli przechwycenie rzeczywistego sygnału satelitarnego, jego opóźnienie, wzmocnienie i ponowne nadanie. To rodzaj odtworzenia z opóźnieniem, który może wprowadzić system w błąd co do rzeczywistego położenia. Choć metoda jest prostsza niż zaawansowany spoofing, jej skutki mogą być równie poważne.

Powinniśmy pamiętać, że to, co dziś dzieje się nad polskim wybrzeżem, to regularne działania hybrydowe w cyberprzestrzeni w warstwie fizycznej, uderzające zarówno w dostępność sygnału (jamming), jak i jego wiarygodność (spoofing i meaconing). Narzędzia, które budujemy jako odpowiedź, mają kluczowe znaczenie, by odróżnić kosmiczny szept od krzyku i kłamstw dobiegających z wrogich anten - czytamy w raporcie.

Problem, który będzie tylko narastał

Zagłuszanie sygnałów GPS wpływa na nasze codziennie życie, zwłaszcza gdy korzystamy z nawigacji satelitarnej.

Jedziesz autostradą, a nawigacja nagle każe ci ostro skręcić w pole albo zjechać z wiaduktu. Co robić? Ufaj oczom, nie ekranom. Nawigacja samochodowa to twój pilot rajdowy, ale bardzo łatwowierny. Jeśli ktoś na drodze celowo przestawi znaki kierujące na Warszawę tak, by wskazywały na jezioro (to jest właśnie spoofing), twój pilot powie: „Skręć do jeziora”. Ty jednak masz oczy i widzisz, że tam nie ma drogi - czytamy w raporcie.

Praktyczna rada: zanim wyruszysz w dłuższą trasę, oddal mapę na ekranie i zobacz „duży obraz” przez jakie większe miasta będziesz przejeżdżać. Jeśli nawigacja nagle zmieni zdanie i wyda absurdalną komendę, zignoruj ją. Trzymaj się głównej drogi i kieruj się tradycyjnymi, blaszanymi znakami drogowymi, aż system znów „złapie” właściwy sygnał - radzą naukowcy.

Jeśli zauważysz, że aplikacja mapy pokazuje głupoty, nie trać czasu na restarty telefonu. Wyłącz na chwilę lokalizację w urządzeniu i po prostu spójrz przez okno na fizyczne drogowskazy. Warto też przed dłuższą podróżą pobrać mapy do trybu offline, dzięki temu nawet bez GPS-u wciąż masz w telefonie cyfrową mapę, którą możesz przesuwać palcem.

Identycznych problemów można doświadczyć zamawiając taksówkę za pomocą aplikacji:

Chcesz zamówić taksówkę na aplikację (Uber, Bolt) lub wypożyczyć hulajnogę, a system pokazuje, że stoisz w Morzu Bałtyckim albo na lotnisku oddalonym o 200 kilometrów. Co robić? Przejmij kontrolę nad danymi. Zamawianie taksówki przez automatyczną lokalizację GPS/GNSS to jak wysłanie do kierowcy listu z wydrukowanym adresem. Jeśli w wyniku zakłóceń drukarka zwariowała i wydrukowała plamę, kierowca do ciebie nie trafi. Co robisz? Bierzesz długopis i piszesz adres własnoręcznie. Praktyczna rada: zignoruj niebieską kropkę na mapie. Gdy aplikacja pyta „Skąd cię odebrać?”, nigdy nie klikaj „Użyj mojej lokalizacji”. Wpisz z klawiatury dokładny adres (np. „Świętojańska 15, Gdynia”) lub podaj nazwę charakterystycznego budynku obok.

Bałtyk pod szczególną presją

Według ustaleń przywołanych w raporcie, na Bałtyku zjawisko spoofingu ma być stosowane na masową skalę, co osłabia zaufanie do sygnałów GNSS w całym regionie. Dla armatorów i kapitanów statków to problem nie tylko operacyjny, ale też ekonomiczny. Każde opóźnienie, konieczność zmiany kursu czy dodatkowa procedura bezpieczeństwa oznacza koszty, które w skali tygodni i miesięcy zaczynają być bardzo odczuwalne.

Zakłócenia GNSS wpływają również na lotnictwo, choć samoloty nie są od GPS całkowicie uzależnione. Mogą korzystać z klasycznych instrumentów, radarów i procedur alternatywnych, jednak problem pojawia się przy podejściach do lądowania, operacjach precyzyjnych i w sytuacjach, gdy piloci oraz systemy pokładowe muszą szybko zorientować się w przestrzeni.

Jeszcze bardziej podatne na takie zakłócenia są drony, autonomiczne pojazdy i maszyny rolnicze. W ich przypadku sygnał satelitarny jest często podstawą działania, a nie tylko dodatkiem. Gdy pozycjonowanie zaczyna wariować, maszyna traci stabilność, precyzję i orientację. To samo dotyczy części systemów przemysłowych, które wykorzystują pozycję i czas z GNSS do synchronizacji procesów.

Ukryty fundament współczesnej gospodarki

Czy zakłócenia GPS to tylko problem z niedziałającą mapą w telefonie i zagubionymi dronami? Zdecydowanie nie. Zepsuta nawigacja w smartfonie podczas powrotu z wakacji czy utrata kontroli nad rekreacyjnym dronem to tylko wierzchołek góry lodowej.

W rzeczywistości współczesna cywilizacja opiera się na sygnałach, których nie widzimy, a które decydują o funkcjonowaniu niemal każdej dziedziny naszego życia. Dziś sygnały satelitarne (GNSS) to niewidzialny fundament dla transportu, energetyki, telekomunikacji, rolnictwa, logistyki oraz finansów. Uderzenie w ten system to uderzenie w krwiobieg nowoczesnego państwa - przypominają naukowcy.

Największym ryzykiem nie jest awaria pojedynczego elementu, lecz to, co inżynierowie określają mianem awarii kaskadowej. Europa jest tak silnie uzależniona od tej technologii, że zakłócenia działają jak efekt domina. Zablokowany port morski oznacza, że ciężarówki nie odbierają towaru. Spóźnione ciężarówki oznaczają wstrzymanie linii produkcyjnych w fabrykach. Zatrzymane fabryki to straty na giełdzie. Dlatego dzisiaj ochrona sygnałów nawigacyjnych to już nie tylko kwestia wygody, ale absolutny fundament bezpieczeństwa całego państwa - zauważają autorzy raportu.

Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, zajmuje się tematyką militariów i obronności. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Pisze o nowych technologiach, takich jak broń hipersoniczna czy laserowa. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.