REKLAMA

Test Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9. Jak „pogromca MacBooka” za 3000 zł radzi sobie teraz?

Ma ponad dwa lata. Mimo tego wciąż znajduje się w ofercie wielu sklepów, do tego można go zgarnąć od równych 3 tysięcy złotych. Sprawdziłem, jak laptop Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 radzi sobie w połowie 2026 roku.

Recenzja laptopa Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9

Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9, w wielu sklepach dostępny jako Yoga Slim 7 14IMH9, to laptop zrodzony w ogniu rewolucji AI PC. Oparty o klasyczną architekturę x86, ale już krzyczący liczbą TOPS w specyfikacji. Z symbolem Copilot na klawiaturze, chociaż wciąż wielu nie miało pojęcia, za co odpowiada. Maszyna łapała wiatr rewolucji w żagle, chociaż sami producenci nie do końca wiedzieli, dokąd ona prowadzi.

Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi. Wiemy, że naklejka AI na obudowie laptopa nie zwiększa magicznie sprzedaży o 200%. Z kolei sztuczna inteligencja bardziej przemawia do wyobraźni prezesów i akcjonariuszy niżeli klasycznego konsumenta. Zmienił się za to rynek podzespołów, niestety na gorsze. Przez szalone ceny RAM-u oraz SSD, wielu z nas rozgląda się za nieco starszymi, ale wciąż dobrymi i mocnymi laptopami.

Yoga Slim 7 14IMH9 to idealny przedstawiciel tej grupy. Sprawdziłem, jak „MacBook z Windows” radzi sobie w 2026 r.

Yoga Slim 7i Gen 9 to przedstawiciel lekkich i smukłych laptopów z Windows, mających stanowić odpowiedź na wydajność MacBooka Air, ale w świecie Windowsa. Jeszcze bez architektury ARM, za to z pięknym ekranem OLED oraz procesorem Intel Core Ultra 5 125H, zdolnym do operacji AI na urządzeniu, bez wsparcia chmury.

Smukła konstrukcja. Stosunkowo niska masa na poziomie 1,39 kg. Solidna aluminiowa obudowa. Cztery głośniki Dolby Atmos. Szybkie ładowanie 65W przez USB-C i obietnica pełnego dnia pracy na jednym cyklu akumulatora. Wszystko to sprawiało, że w 2024 roku Yoga Slim 7i Gen 9 była warta rozważenia jako wydajny laptop do biura oraz multimediów. A jak jest teraz?

Przeskakujemy do 2026 roku. Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to wydajność procesora Intel Core Ultra 5 125H

Testowany laptop doczekał się już następcy, w postaci modelu Lenovo Yoga Slim 7 14ILL10. Jedno z kluczowych ulepszeń nowej maszyny to procesor. Nowszy Ultra 5 226V ma zintegrowany RAM zwiększający energooszczędność, wydajniejszy układ graficzny oraz mniejszą liczbę rdzeni, także korzystnie wpływającą na czas pracy. Mniejsza wielowątkowość nowszego modelu prowadzi do ciekawych konsekwencji.

Możliwości starszej Yogi z 2024 roku porównałem z 14-calowym laptopem innego producenta, którego konfiguracja pokrywa się z nowym Lenovo Yoga Slim 7 14ILL10. Co ciekawe, starsza Yoga Slim 7i Gen 9 radzi sobie minimalnie lepiej od nowszego modelu w zadaniach równoległych. Mam tu na myśli kompresję biurowych plików, render krótkiego wideo na media społecznościowe czy pracę w Blenderze z prostymi obiektami 3D.

Ta wielowątkowość, zarzucona przez Intela na rzecz energooszczędnej architektury Lunar Lake, miała więc swoje plusy. Za to w procesach jednordzeniowych to nowsze laptopy są nieznacznie lepsze. Czuć to podczas korzystania z przeglądarki, ale też aplikacjach biurowych, z takim PowerPointem na czele.

Co ciekawe, w syntetycznym teście 3DMark model Yoga Slim 7 14IMH9 osiągnął wynik lepszy niż średnia dla laptopów z układem Intel Core Ultra 5 125H. Warto to odnotować, mówimy bowiem o smukłym 14-calowym notebooku, bez miejsca na rozbudowany układ chłodzenia. Inżynierowie Lenovo zdecydowanie stanęli tutaj na wysokości zadania.

Za to niska wydajność TOPS, czyli operacji AI realizowanych lokalnie bez wsparcia chmury, może dawać się we znaki.

TOPS to jednostka miary dla układu NPU, czyli tego elementu procesora, który odpowiada za lokalną sztuczną inteligencję. Wartość TOPS dla laptopa Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 z 2024 roku wynosi około 10. Oznacza to, że urządzenie będzie w stanie rozmyć tło podczas wideorozmowy, śledzić twarz w kadrze albo zastosować umiarkowaną redukcję szumu, ale to z grubsza tyle.

Limity wynikające z TOPS na poziomie 10 boleśnie poczułem w Adobe Lightroom. Tam funkcja odszumiania AI, działająca wyłącznie lokalnie, trwała wieki. Czekałem kilka minut (!) na jedną wyczyszczoną fotografię. Gdybym miał w ten sposób pracować na całym albumie, zdecydowanie nie byłoby to efektywne.

Do tego przy niskim TOPS operacje są przerzucane bezpośrednio na klasyczne elementy CPU, co mocno drenuje akumulator. To trochę jak granie na gamingowym notebooku bez podłączonego kabla zasilającego. Kontekstowa ciekawostka – nawet 40 TOPS to wciąż za mało, aby na naszej maszynie odpowiednio dobrze działał lokalny agent AI.

Dla porównania, w 2026 roku komputery Copilot+ PC (następcy AI PC) muszą mieć układy z TOPS wynoszącym minimum 40. Dopiero z taką wartością bilionów operacji na sekundę możemy mówić o komfortowym lokalnym generowaniu obrazów czy płynnej pracy z Lightroomem w obszarze narzędzi AI, bez drastycznego wzrostu zużycia energii.

No właśnie, zużycie energii. Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 może wytrzymać pełen dzień biurowej pracy, ale rzutem na taśmę

Producent mówi o 7 - 10 godzinach pracy. Mnie udało się dobić do siedmiu godzin, ale kilkanaście minut później laptop skapitulował. W trakcie tego testu wykonywałem prostą pracę biurową: odpisywałem na maile, pisałem teksty w Wordzie, uzupełniałem dane w Trello, komunikowałem się na Slacku. Gdybym dołożył do tego pracę w Ligfhtroomie czy Photoshopie, zapewne mocno wpłynęłoby to na wynik.

Pod pełnym obciążeniem, na przykład grając w Valoranta, Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 wytrzymała nieco ponad półtorej godziny. Mówimy więc o laptopie o przeciętnym czasie pracy. Do biura wystarczy, ale w dobie rewolucji ARM nie są to wartości robiące na kimkolwiek wrażenie. Powiedziałbym, że to właśnie w tym obszarze, a nie funkcji AI, testowana Yoga zestarzała się najbardziej.

Na szczęście urządzenie można doładować przy pomocy klasycznego kabla USB-C. Z kolei ładowanie PD do 65W sprawia, że w 15 minut odzyskujemy 2 godziny działania.

Największa zaleta testowanego laptopa to ekran OLED. Chciałbym coś takiego w swoim prywatnym MacBooku

Panel w Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 to 14-calowy OLED o rozdzielczości WUXGA (1920x1200) z Dolby Vision oraz pełnym pokryciem gamy kolorów P3 i 10-bitową głębią kolorów. W praktyce oznacza to np. absolutnie kapitalnie wyglądający pakiet biurowy z ciemnym motywem. Praca na tym sprzęcie wieczorami to autentyczna przyjemność. Z kolei krótka przekątna sprawia, że niska rozdzielczość 1200p staje się akceptowalna. Nie czuć, że brakuje ostrości.

Po pracy na laptopie świetnie wyglądają filmy i seriale. Włączyłem na tym urządzeniu horror Obsesja (polecam!), w którym kapitalnie wykorzystano światłocień. Efekt jest znacznie lepszy i sugestywniejszy niż w kinie, gdzie szarość psuje nieco operatorski kunszt. Aż cztery głośniki i wsparcie Dolby Audio także robią swoje podczas seansu.

Bardzo pozytywne zaskoczenie to reprodukcja kolorów. Chociaż Yoga Slim 7 14IMH9 nie ma odpowiedniej mocy wymaganej przez profesjonalnych fotografów i montażystów, ekran cechuje świetne odwzorowanie barw. Delta wynosi niewiele ponad 1, dla typowego użytkownika oznacza to brak konieczności jakiejkolwiek kalibracji.

Mamy trudne czasy, dlatego dobrze, że takie laptopy starzeją się powoli

Mimo upływu czasu, Lenovo Yoga Slim 7i Gen 9 pozostaje dobrym lekkim laptopem biurowo-multimedialnym. Dwa lata na karku można odczuć w obszarze baterii oraz lokalnych operacji AI, ale na tym koniec. Pod względem wydajności, jakości obrazu, szybkości działania czy wykorzystanych materiałów (aluminiowa obudowa z zaokrąglonymi rogami) wciąż jest naprawdę dobrze. Biorąc pod uwagę cenę do 3000 zł, jestem pozytywnie zaskoczony.

Szymon Radzewicz
Redaktor

Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.