Dla nich nawet kosmos może być lewacki. Niech ktoś powstrzyma to szaleństwo
Kosmos jest ostatnim bastionem wolnym od ziemskich wojenek ideologicznych? Przykro mi, nieaktualne. Kosmos staje się „woke”, a liderzy w jego eksploracji mają przestać wspierać szatańskie ideologie.

W Stanach Zjednoczonych znowu tragikomicznie. Administracja Trumpa chce, by polityczni nominaci mieli bezprecedensową kontrolę nad grantami naukowymi. A to oznacza, że kosmos - ten sam, który od dekad był domeną danych, metody naukowej i mozolnego dłubania w wynikach z instrumentów za miliardy dolarów - może stać się polem walki o to, kto jest „właściwie myślący”.
Naukowcy: „To żart?”
Zacznijmy od konkretów. Proponowane zmiany w zasadach finansowania badań naukowych w Stanach Zjednoczonych obejmują m.in.:
- możliwość odcięcia finansowania naukowca z powodów politycznych - nawet jeśli nie złamał żadnej reguły,
- zakaz finansowania publikacji open access z grantów,
- odejście od klasycznego peer review (recenzji naukowej) na rzecz decyzji politycznych,
- możliwość anulowania grantów w dowolnym momencie, bez podania powodu.
Czytaj też:
Czyli tak. Wyobraźmy sobie sytuację. Naukowca, który chce analizować dane z komet mijających Ziemię - dane, które kosztowały podatników miliardy dolarów i dekady pracy. Nie pracuje dla NASA, ale ma świetny pomysł, poparty recenzjami innych badaczy. W nowym systemie jego grant może zostać anulowany, bo kiedyś wrzucił na Facebooka mema krytykującego prezydenta.
Co najgorsze, to nie jest jakaś przerysowana metafora polityki prowadzonej przez administrację prezydenta Trumpa. To jest literalny przykład podany przez Casey’ego Dreiera z The Planetary Society.
Otwarty dostęp? „Nie, bo jeszcze ktoś przeczyta”
Najbardziej absurdalny element nowych zasad to zakaz finansowania publikacji open access. NASA od lat chwali się tym, że dane z jej instrumentów są publiczne, a publikacje dostępne dla każdego. To fundament współczesnej nauki. Dzięki temu każdy może zobaczyć, co odkryto, jak to zrobiono i jakie są wnioski.
Teraz miałoby to zniknąć. Naukowcy mogliby publikować tylko w zamkniętych wydawnictwach, chyba że sami zapłacą za udostępnienie wyników. A granty federalne nie mogłyby pokrywać tych kosztów. W praktyce oznacza to, że badania finansowane z podatków stają się mniej dostępne dla… podatników.
W sprawę włączyło się 24 gubernatorów i prokuratorów generalnych, którzy twierdzą, że zmiany są niekonstytucyjne. W Senacie odbyło się przesłuchanie dyrektora Office of Management and Budget, Russella Voughta, podczas którego padły słowa „absurd” i „stronniczość”. Administracja jednak nie zamierza się wycofać.
Amerykańska polityka, Polska rzeczywistość
Jeśli nowe zasady wejdą w życie to skutki będą odczuwalne przez lata. Międzynarodowe współprace staną się ryzykowne - bo jeśli prezydent uzna, że dziś nie lubi Kanady to grant może zostać cofnięty. Publikowanie danych będzie trudniejsze. Organizowanie konferencji - bardziej biurokratycznie kłopotliwe. A młodzi naukowcy mogą po prostu zrezygnować z kariery, która zależy od politycznego kaprysu.
Dlaczego to powinno obchodzić polskiego czytelnika, który interesuje się elektroniką użytkową, a nie amerykańskimi przepychankami? Bo nauka - także ta kosmiczna - jest globalna. Dane z NASA są wykorzystywane przez polskich badaczy. Publikacje open access są czytane przez studentów w Warszawie i Poznaniu. A jeśli Stany Zjednoczone zaczną zamykać naukę w politycznych klatkach to odbije się to na całym świecie.
Poza tym, jeśli ktoś uważa, że polityka nie wpłynie na technologię, to niech przypomni sobie, jak wyglądały ostatnie lata w branży półprzewodników, AI czy telekomunikacji. Granice między nauką, technologią i polityką dawno się zatarły.
Administracja Donalda Trumpa upolitycznia kosmos. W ramach największej i najsprawniejszej agencji kosmicznej świata granty przyznawane będą nie za pomysły, lecz za poglądy. A wtedy naprawdę będziemy mogli powiedzieć, że kosmos stał się „lewacki”, „prawacki” albo jakikolwiek inny - byle nie naukowy. I to jest największe zagrożenie.
Lubi oglądać się zarówno za siebie – wspominając przełomowe dokonania w informatyce – jak i przed siebie, będąc nieustannie ciekawym tego, co będzie dalej. Jego zainteresowania to przede wszystkim software: UI/UX, algorytmy, uczenie maszynowe, chmura czy sztuczna inteligencja. Nic dziwnego, że jako specjalizację obrał sobie pilnowanie firmy Microsoft. Uwielbia też sztukę gier i kina, przez co wyrósł na pasjonata sprzętu RTV – a i o technologii wspomnianych gier i filmów ma wiele ciekawego do opowiedzenia. Jego pierwsza obecność w mediach dotyczyła muzyki – współtworzył Overkill.pl. Ciąg dalszy jego rozwoju dotyczył już tylko nowych technologii. Zanim dołączył do zespołu Spider’s Web przez lata współtworzył CHIP.pl i Magazyn CHIP.