Moja żona nosi te słuchawki zamiast kolczyków. FreeClip 2 S to małe dzieło sztuki
Huawei właśnie wypuścił odświeżoną wersję swoich najpiękniejszych słuchawek. FreeClip 2 S to małe dzieła sztuki i obiekt westchnień. A jak grają?

Huawei na początku roku wypuścił słuchawki FreeClip 2, które urzekały designem i były odpowiedzią na wszystkie problemy użytkowników, którzy nie chcieli mieć słuchawek dokanałowych. Zjawiskowy design spotkał się ze świetną jakością grania i wygodą noszenia, przez co stały się ulubionymi słuchawkami mojej żony. Jednocześnie ich wygląd sprawiał, że były uzupełnieniem stroju, atrakcyjnym akcentem, który zmieniał stylizację. Opisywałem je szerzej w tym teście:
Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że Huawei FreeClip 2 sprzedają się świetnie, klienci są zachwyceni, producent też, więc teraz zadebiutowała odświeżona wersja hitu. Co się zmieniło? Huawei FreeClip 2 S wprowadza nowe pudełko i jeszcze więcej stylu, a przy tym grają cudownie. Już wszystko tłumaczę.
Huawei FreeClip 2 S - sztuka spotyka się z technologią
Etui ładujące do FrreClip 2 było ładne, ale Huawei doszedł do wniosku, że ładne to za mało i czas na ogromną porcję stylu. Nowy kształt etui przypomina elegancką puderniczkę, ale taką za miliony monet. Według producenta zjawiskowy wygląd etui to zasługa ponad 100 precyzyjnych etapów produkcji. Wypolerowana powierzchnia odbija światło i błyszczy jakby była posypana brokatem. Jest piękna, ale przecież ten model to od początku do końca triumf wzornictwa.

Słuchawki przychodzą w złotym opakowaniu, które przypomina to od perfum, zwłaszcza ten motyw z promieniami słonecznymi. Etui ma nowy sposób wkładania słuchawek, co jest dla mnie ogromną zaletą - w wersji 2 po miesiącu nie nauczyłem się tego robić poprawnie. Tutaj jest znacznie bardziej intuicyjnie. Najwidoczniej inżynierzy Huawei muszą czytać moje recenzje.

Słuchawki występują w dwóch wersjach - srebrnej i niebieskiej i to właśnie te drugie przybyły do mnie. Zmieniła się faktura mostka łączącego dwa elementy słuchawek - teraz jest gładka, co może nie ma dużego znaczenia praktycznego, ale to wygląda po prostu lepiej. Producent twierdzi, że silikon jest bardziej miękki i dzięki temu lepiej pełni swoją funkcję, ale nie jestem przekonany do tych zapewnień. Wiecie jak to jest - działy marketingu też muszą z czegoś żyć. W każdym razie konstrukcja jest wygodna.
Etui jest duże, ale to specjalnie - producent zostawił miejsce na dodatki, które przyczepia się do mostka. Dzięki nim słuchawki zamieniają się w kolczyki. Robi to niesamowite wrażenie.

Poza tym nadal mamy królewskie możliwości znane z Huawei FreeClip 2 S
Nowe słuchawki ważą zaledwie 5,1 g każda, mają kształt, który zapewnia prawidłowe trzymanie w uchu. Huawei FreeClip 2 S mają trzyczęściową konstrukcję - fasolkę z akumulatorem, kulkę z głośnikiem, a całość łączy elastyczny mostek. Trzymają się ucha jak przyklejone i nie męczą podczas długiego użytkowania.
Jeżeli zaś chodzi o szczegóły, to nadal mamy procesor NPU, który odpowiada za wzmacnianie i oczyszczanie rozmów telefonicznych oraz za automatyczne zarządzanie głośnością. Wszystkie te zadania wykonuje bez żadnego zarzutu.
Słuchawki Huawei FreeClip 2 S mają 10,8-milimetrowe przetworniki oraz podwójną membranę, żeby zwiększyć basy. Obsługują kodeki AAC, SBS oraz L2HC. Grają czysto, bardzo, ale to bardzo głośno, więc jeżeli będziesz jechał rowerem czy biegał na dworze, to docenisz możliwości tych słuchawek. Jednocześnie otwarta konstrukcja pozwala zachować świadomość otoczenia. Słuchawki są odporne na wodę (certyfikat IP67), więc można w nich trenować i spacerować nawet w brzydką pogodę, a i na pot też są niewrażliwe.

Same słuchawki są absolutnie topowe w segmencie urządzeń o konstrukcji otwartej. Nie jest to propozycja dla melomanów i nigdy nie była, ale otrzymacie dźwięk, który może śmiało konkurować z niektórymi konstrukcjami dousznymi. Grają czysto, donośnie, muzyka ma skalę, słyszycie zarówno basy, jak i wysokie tony. Słuchawki nie mają ANC, co jest zrozumiałe, ale trochę izolują od dźwięków otoczenia, np. w autobusie.

Huawei FreeClip 2 S świetnie niwelują wyciekanie dźwięku, co jest jedną z największych wad słuchawek o otwartej konstrukcji. Tymczasem dzięki technologii odwróconego pola dźwiękowego (zabijcie mnie, ale nie potrafię tego ładnie wytłumaczyć), która maksymalnie ogranicza wycieki, dopiero bardzo głośne słuchanie da się usłyszeć z boku, ale mówimy o poziomach głośności, które uniemożliwiają normalne funkcjonowanie.
W aplikacji obsługującej słuchawki znajdziecie 4 predefiniowane ustawienia korektora dźwięku i kilka suwaków, żeby samemu je dostosować. Słuchawki nie są podpisane, można je wkładać do dowolnego ucha, same rozpoznają, w którym aktualnie się znajdują i odpowiednio dobierają ustawienia. Trochę magia, a trochę algorytmy.

Słuchawki działają z każdym systemem operacyjnym, ale trochę łatwiej jest z iOS, bo po prostu ściągacie odpowiednią aplikację z AppStore i gotowe, natomiast na Androidzie wymaga to więcej zachodu i wyrażenia zgody na instalację aplikacji z nieznanych źródeł.
Powiecie, Paweł, ale co tak krótko? Odpowiem, że wszystko jest w tekście o Huawei FreeClip 2. Grają tak samo dobrze, mają takie same podzespoły, różnią się biżuteryjnym etui i wyglądem. Jeżeli czegoś nie znalazłeś w tym tekście, to kliknij w lin do recenzji znajdujący się wyżej.

Huawei FreeClip 2 S - warto?
Oczywiście. Nie dość, że są obłędne z wyglądu, to grają równie dobrze. To bardzo dobry wybór w segmencie słuchawek otwartych, a ich unikatowy design sprawi, że będą wspaniałym prezentem dla partnerki.
Cena? Regularna to 899 zł, ale Huawei przygotował promocję i 16 sierpnia możecie je kupić o 100 zł taniej. Drogo, ale zadowolenie partnerki nie ma ceny.
Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r. Pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.