Mamy przełom w polskiej gastronomii. I nie chodzi o umowy o pracę dla kelnerów

Na to jeszcze poczekamy co najmniej dekadę. Już za miesiąc dostaniecie darmowe pół litra w restauracji, a ja nadal nie mogę się otrząsnąć z tego, że takie podstawowe rzeczy muszą być regulowane na poziomie ustawowym.

Mamy przełom w polskiej gastronomii. I nie chodzi o umowy o pracę dla kelnerów

Polska gastronomia to fascynujący obszar, który powinien być przedmiotem badań ekonomicznych i socjologicznych. Z jednej strony mamy pracodawców, którzy od 20 lat dokładają do interesu, na dźwięk słów prawa pracownicze i umowa o pracę dostają spazmów, ale to w niczym nie przeszkadza w podnoszeniu cen do niebotycznych rozmiarów. Z drugiej strony mamy pracowników, którzy są na każdym kroku wykorzystywani, a ich zarobki uzależnione są od napiwków. Trzecią stroną jest klient i jego syndrom sztokholmski, który każe mu iść do tych wszystkich restauracji, gdzie zamiast świeżego dorsza dostanie mintaja z supermarketu i jeszcze zapłaci za to chore pieniądze.

Jak powiedziała najlepsza ekspertka kulinarna w Polsce, nieoceniona Magda Gessler: No cóż, to miejsce jest kompletnie chore, a takich uzależnień międzyludzkich jeszcze w życiu nie widziałam. Pachnie patologią. Wprawdzie odniosła to do jednego lokalu, ale śmiało możecie to rozszerzyć na większość polskich przybytków restauracyjnych. Od lat toczyła się dyskusja na temat tego, ile powinno kosztować espresso, czy powinno się siadać do jego wypicia i blokować stolik i czy klient powinien dostawać darmową wodę, wszak inny wielki człowiek powiedział, że nie ma darmowych obiadów. Wprawdzie chodziło mu o coś zupełnie innego, ale kto by się tym przejmował. Rząd doszedł do wniosku, że ustawą ureguluje to, co powinno być regulowane kulturowo. Wyjdzie śmiesznie.

Darmowe pół litra na głowę. Kranówka leje się jak szampan

Ceny napojów w restauracji są bardzo wysokie, często zwykła woda potrafi kosztować kilkanaście złotych. Sam ostatnio poczułem się oszukany, gdy okazało się, że litr soku jabłkowego, za który płaciłem 19 zł, to najtańszy napój z Biedronki marki Riviva. Te astronomiczne przebitki wywołują słuszne oburzenie, a coraz częściej mówi się, że woda jest podstawowym prawem człowieka. W wielu krajach dostaniecie za darmo wodę już po samym zajęciu miejsca w restauracji, widziałem naocznie takie rzeczy we Włoszech, a i w Lublinie są przybytki z takim udogodnieniem.

Jednak to wyjątki, bo przyjęło się, że za wodę w Polsce się płaci. Nawet kranową. To ma się zmienić, bo jak informuje Forsal.pl pojawił się nowy projekt ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych, który przewiduje nowy obowiązek dla restauracji, stołówek, barów i kawiarni posiadających stały lokal. Jeżeli w tych lokalach są miejsca siedzące przeznaczone do spożywania potraw, to klient ma mieć zapewnioną nieodpłatnie wodę z kranów. Woda ma być podawana na życzenie klienta, a projekt przewiduje, że na głowę będzie przypadać darmowe pół litra. Łatwo policzyć, że jak pójdziecie w dwie osoby, to dostaniecie litr, w cztery dwa itd. Woda ma być serwowana w naczyniach wielorazowego użytku, czyli dzbankach i karafkach.

Jeżeli klient nie poprosi o wodę, to jej nie dostanie, więc ten obowiązek uzależniony jest od woli gościa. Pamiętajcie, że dotyczy tylko kranówki. Za bąbelki, minerały, włos dziewicy itd. będziecie musieli dopłacić. Co ciekawe - nowy projekt ustawy poszedł dalej. W pierwotnej wersji była mowa o tym, że lokale same decydują czy mają możliwość podawania takiej wody, więc wszystko było uzależnione od dobrej woli właściciela. Procedowana wersja nakłada obowiązek zapewnienia kranówki.

Słychać wycie? Oczywiście

Już pojawiają się głosy restauratorów, że dla lokalu to ogromne obciążenie, że przecież do darmowej wody należy doliczyć koszt obsługi, zmywania, zapewnienia pojemników, energii, a do tego dochodzi sam koszt wody. Zapytacie, to ile kosztuje taki litr kranówki? Od jednego do dwóch groszy, tyle płaci się za 1 litr wody. NIE POZBIERAJĄ SIĘ PO TYM. Czekam na opowieści o nadchodzącej fali upadłości i złych politykach, co chcą dzieciom przedsiębiorców odebrać chleb.

Czy kranówka w Polsce nadaje się do picia? Jeszcze jak, że zacytuję innego wielkiego Polaka. Spełnia wszystkie normy sanitarne, czasem ma nawet sporo składników mineralnych. Nie ma więc żadnego problemu, żeby była serwowana gościom.

Projekt jest na etapie opracowania, według jego założeń powinien wejść w życie do 12 sierpnia tego roku, ale to wymaga szybkiej legislacji. Czy to się uda? Mam nadzieję, ale nadal mnie to mierzi.

Woda to kwestia elementarna

Stoję na stanowisku, że to element, który powinien wynikać z kultury, z poszanowania drugiego człowieka, ze zrozumienia, że bez wody nie ma życia, że to nasze wspólne dobro i każdy człowiek powinien mieć do niej dostęp. Już dawno restauracje powinny były serwować kranówkę, bez stosowania ustawy. W wielu miastach mamy poidełka, w urzędach stoją dystrybutory z darmową wodą dla interesantów, a tylko restauratorzy bronili się rękami i nogami. Dobrze, że to się skończy. Szkoda, że tak późno.

Paweł Grabowski
Redaktor

Dziennikarz działu Technologie, w Grupie Spider’s Web od 2019 r., pierwsze kroki w internetowych redakcjach stawiał w Bezprawniku, skąd trafił do redakcji Autobloga, a od października 2022 r. publikuje również w dziale Tech. Lubi smartfony, tablety, ale i nie przepuści ciekawemu sprzętowi AGD. Od zawsze wierny zielonemu robotowi Androida, ale gdy trzeba, to z ciekawości zajrzy do sadu Apple, by wyjść stamtąd wstrząśnięty. Poza technologiami interesuje się motoryzacją, a przez wpływ redaktora Baryckiego także jazdą na rowerze.