REKLAMA

Nazwali wieś Bolesławiec, by podrabiać legendę. Chińczycy wykańczają polskie rękodzieło

Dolnośląscy producenci słynnych naczyń mierzą się teraz z rosnącymi kosztami i nieuczciwą konkurencją z Chin. Co możesz zrobić, aby wesprzeć rodzimy biznes?

Nazwali wieś Bolesławiec, by podrabiać legendę. Chińczycy wykańczają polskie rękodzieło

Ceramika z Bolesławca od lat utrzymuje wysoką jakość dzięki połączeniu długiej, sięgającej średniowiecza tradycji oraz wykorzystaniu lokalnych surowców. Cała produkcja opiera się na naturalnych glinach kamionkowych wydobywanych z dorzecza rzek Bóbr i Kwisa. 

Naczynia te zdobyły uznanie na całym świecie ze względu na dużą trwałość i codzienną funkcjonalność. Ich największym atutem pozostaje unikalne wzornictwo oraz tradycyjna technika stempelkowa. Ręczne nakładanie wzorów powoduje, że każdy talerz czy kubek zyskuje indywidualny charakter, co wyraźnie odróżnia je od fabrycznych, taśmowych wyrobów.

Wysoka cena na półce to bezpośrednia wypadkowa czasochłonnego procesu wytwarzania i rosnących wydatków biznesowych. Formowanie i zdobienie każdego elementu wymaga pracy wykwalifikowanych rzemieślników, których obecnie na rynku brakuje. 

Do tego dochodzą stale rosnące rachunki za energię elektryczną, gaz oraz wyższe ceny materiałów. Popyt, generowany w dużej mierze przez klientów ze Stanów Zjednoczonych, mocno przewyższa moce przerobowe manufaktur, przez co na realizację dużych zamówień trzeba czekać nawet długimi miesiącami.

Chiński Bolesławiec i luka w przepisach

Branża z Dolnego Śląska mierzy się obecnie z poważnym zagrożeniem ze strony tanich imitacji z Chin. Skala zjawiska jest ogromna, a azjatyccy wytwórcy znaleźli kreatywną lukę prawną. 

Jak tłumaczy na łamach Forbesa Weronika Kalich, współwłaścicielka Ceramiki Kalich, w Azji rzekomo przemianowano jedną z wiosek na „Bolesławiec”. Taki zabieg pozwala tamtejszym firmom legalnie umieszczać na produktach informację o pochodzeniu z tego regionu, co stanowi tarczę przed oskarżeniami o fałszerstwo geograficzne.

Azjatyckie fabryki bez większych oporów mają kopiować cudzą pracę. Przejmują nie tylko charakterystyczne motywy, takie jak pawie oczko czy niebieskie zdobienia, ale zuchwale kradną całe logotypy polskich zakładów. Interwencje w ambasadach i urzędach państwowych rzadko przynoszą jakikolwiek wymierny skutek w zderzeniu z chińskimi przepisami.

Problem ten ma dłuższą historię. Już w 2011 r. bolesławiecka Ceramika Artystyczna straciła kluczowego kontrahenta w USA - potężną sieć QVC. Amerykańscy dystrybutorzy zrezygnowali z polskiego dostawcy na rzecz tańszych odpowiedników z Azji, co doprowadziło wtedy do fali zwolnień w dolnośląskich zakładach.

Rentowność i kryzys pokoleniowy

Arkadiusz Grzesikowski, prezes Zakładów Ceramicznych Bolesławiec, wskazuje na kluczowe różnice produkcyjne. Chińskie fabryki stawiają na masowy druk i szybkie tłoczenie. Brak ręcznej pracy eliminuje kontrolę nad nakładanym wzorem, ale pozwala zbić koszty. 

Rezygnacja z autentycznego rękodzieła to jedno, jednak gorsze wyroby często nie spełniają europejskich norm jakości. Użycie tanich, toksycznych barwników i substancji chemicznych stwarza zagrożenie dla zdrowia przy kontakcie z żywnością.

Mimo że popyt utrzymuje się na wysokim poziomie, a przychody lokalnych firm wciąż idą w dziesiątki milionów złotych, ich rentowność wyraźnie spada. Zyski topnieją pod ciężarem rachunków za prąd i gaz oraz rosnących kosztów pracowniczych. 

Sytuację pogarsza demografia.

Zatrudniam 200 osób. Niech pani zgadnie, jaka jest średnia wieku? 58 lat. Większość to kobiety, czyli za dwa lata mogą pójść na emeryturę. A młodzi wcale nie chcą pracować w rękodziele - przekazał dla Forbes Paweł Zwierz, współwłaściciel i prezes Manufaktury w Bolesławcu

W odpowiedzi na te trudności zakłady optymalizują procesy, na przykład wprowadzając pistolety natryskowe do zdobienia wybranych linii asortymentu. Przedsiębiorcy uciekają również... w górę, uderzając w segment premium i celując w świadomego klienta, który szuka autentyczności. 

Jednocześnie trwają starania o ochronę prawną - producenci zabiegają o unijny system ochrony oznaczeń geograficznych oraz wpisanie rzemiosła na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Jak nie dać się oszukać

Fakty: tanie imitacje skutecznie drenują portfele klientów poszukujących atrakcyjnego wzoru - i uderzają w rodzimy przemysł. Aby uniknąć pułapki i nie narażać zdrowia, warto zastosować kilka zasad podczas zakupów:

  • Dokładnie analizuj wzór: oryginalne naczynia są malowane ręcznie, więc rzadko bywają perfekcyjne. Drobne różnice w nacisku stempla czy ślady pędzla świadczą o autentyczności. Azjatyckie kopie charakteryzują się sterylnym, maszynowym nadrukiem.
  • Sprawdzaj spód naczynia: zawsze szukaj wypalanej pieczęci lokalnego zakładu, a w przypadku unikalnych serii artystycznych - odręcznego podpisu autora dekoracji.
  • Unikaj podejrzanych źródeł: zrezygnuj z zakupów na tanich platformach e-commerce z Azji. Nienaturalnie niska cena najpopularniejszych motywów niemal zawsze demaskuje gorszą imitację.
  • Kupuj u autoryzowanych sprzedawców: wybieraj oficjalne sklepy internetowe bolesławieckich manufaktur oraz sprawdzonych dystrybutorów stacjonarnych. Zwracanie uwagi na te detale uchroni cię przed zakupem towaru niespełniającego norm bezpieczeństwa.
Oliwier Nytko
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, autor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.

Tagi: