REKLAMA

Bieżnia za 799 zł zmieniła mi wszystko. Miałem też taką za kilka tysięcy i zbierała kurz

Jako pracownik home office szukam okazji na łączenie pracy biurowej z aktywnością fizyczną. Kupiłem nawet wielką bieżnię za kilka tysięcy złotych, ale po kilku tygodniach zaczęła zbierać kurz. Tymczasem przystępna cenowo, drobna bieżnia pod biurko FlexiSpot MotionX zmieniła wszystko. Dlatego muszę się podzielić wrażeniami.

Bieżnia za 799 zł zmieniła mi wszystko. Miałem też taką za kilka tysięcy, zbierała kurz

Najdroższa suszarka na pranie w moim życiu - tak odpowiadałem znajomym, gdy pytali mnie o pełnowymiarową bieżnię z rozbudowanym kokpitem, przykuwającą wzrok gości w salonie. Wydałem na nią kilka tysięcy złotych, obiecując sobie codzienny ruch. Zwłaszcza w okresie zimowym, w przerwach między pracą na home office, może nawet podczas oglądania filmów czy grania na konsoli. Cele piękne, wykonanie niestety mizerne.

Pełnowymiarowa bieżnia za kilka tysięcy dosyć szybko zamieniła się w suszarkę na pranie. No i powierzchnię magazynową

Na solidnych, stalowych ramach kokpitu lądowały ubrania, dla których nie było miejsca na balkonowym sznurze. Na pas biegowy trafiały natomiast kartony po telewizorach, monitorach i odkurzaczach testowanych na łamach Spider’s Web. Nawet kokpit zagospodarowałem, upychając do kieszonek obudowy słuchawki, pendrive’y oraz inne drobne gadżety. Urządzenie służyło do wszystkiego, tylko nie do biegania.

Dlaczego nie korzystałem z bieżni? Po pierwsze, była potwornie głośna, działając na nerwy osobom w kuchni oraz sypialni. Po drugie, regularnie wybijała korki w moim katowickim mieszkaniu. Router, konsola, PC - wszystko trafiał szlag, po którymś razie można się wkurzyć. Po trzecie, układ pomieszczenia wymuszał takie umiejscowienie bieżni, że nie mogłem wygodnie patrzeć na TV podczas marszu. Rozwiązaniem był tablet, ale jak to bywa z tymi urządzeniami, zawsze są rozładowane, kiedy ich potrzebujemy.

Decyzja o sprzedaży pełnowymiarowej bieżni była najlepszą, jaką mogłem podjąć. Odzyskałem sporo pieniędzy, do tego 1/6 salonu. Nie przestałem jednak marzyć o pracy na home office połączonej z aktywnością fizyczną. O dodatkowych kaloriach spalanych podczas pisania tekstów, odpisywania na maile oraz użerania się ze Slackiem. Rozważałem różne możliwości, od wielkich piłek siedziskowych po markowe trenażery rowerowe. Dopiero po czasie odkryłem, że jest coś takiego jak bieżnia pod biurko.

Bieżnia pod biurko FlexiSpot MotionX Basic za 799 zł zrobiła coś, czego nie udało się wielkiej maszynie straszącej w salonie

Z MotionX korzystam bowiem niemal codziennie. Drepczę sobie po niej przynajmniej pół godziny. Najczęściej bardzo powoli, łącząc aktywność fizyczną z pracą. Bieżnię wsuwam pod elektryczne biurko, podnosząc jego blat do optymalnej wysokości dla pracy na stojąco. Następnie stukam dłońmi w klawiaturę, jednocześnie stawiając krok za krokiem. Powolutku, ale to nie ma znaczenia. Ważne, że pozostaję w ruchu. Lepsze to niż kolejna godzina w fotelu albo na krześle.

Już po tygodniu dreptanie przy biurku wchodzi w krwiobieg. Początkowe 30 minut aktywności urosło mi do godziny, a z czasem półtorej. Wystarczyło zaledwie kilka dni, abym poczuł, że skuteczniej zachowuję równowagę na taśmie, moje ruchy są lepiej skoordynowane i płynniejsze, a zmęczenie w lędźwiach przestało się pojawiać. Progres potwierdza Apple Watch, wielokrotnie zamykając zielony pierścień aktywności fizycznej.

Teraz, po miesiącu, aż mnie nosi, kiedy dłużej siedzę bezczynnie w fotelu. Mam ochotę wstać, mam ochotę się przeciągnąć, mam ochotę pochodzić. Nie jestem trenerem personalnym, moja forma jest daleka od znośnej, ale uważam, że to dobry nawyk. Ciało nie chce gnuśnieć. Domaga się endorfin, nawet jeśli jest ich zaledwie szczypta, wytworzona podczas powolnego marszu przed laptopem.

Teraz najlepsze: z FlexiSpot MotionX korzystam nie tylko podczas pracy biurowej. Śmigam na bieżni, grając jednocześnie na konsoli

Gdy wiem, że mogę sobie pozwolić na nieco dłuższą sesję z PlayStation 5, bieżnia też wchodzi do gry. Chodzę po niej z najwolniejszą możliwą prędkością, jednocześnie trzymając bezprzewodowego pada i grając na wielkim salonowym TV. Niemal całe Assassin's Creed Black Flag Resynced przeszedłem właśnie w ten sposób. Czułem przynajmniej namiastkę wysiłku, jakiego podejmował się główny bohater podczas biegów, wspinaczek, nurkowania i pływania. To się nazywa immersja.

Z czasem zdałem sobie sprawę, że to podczas grania oraz oglądania filmów/seriali bieżnia daje mi najwięcej frajdy. Ot taka podwójna przyjemność. Zamiast przesiedzieć nieruchomo 40 minut na kanapie, spaliłem z nowym odcinkiem Rodu Smoka około 120 kalorii. Jednostkowo niewiele. Z perspektywy długofalowego zdrowego nawyku to gigantyczna zmiana na plus.

Tutaj ważna uwaga: FlexiSpot MotionX to bieżnia dosyć wąska. Przez kilka dni trzeba się jej „uczyć”, aby pozostać stabilnym i bezpiecznym na pasie podczas intensywnej rozgrywki. Mnie zajęło to kilka dni. Ze względów bezpieczeństwa rekomenduję, aby zacząć chodzenie przed telewizorem od filmów i seriali, a dopiero później brać się ewentualnie za gry wideo. Zwłaszcza te przykuwające uwagę, z angażującą akcją na ekranie.

Rotacja biurko-salon-telewizor jest możliwa dzięki malutkim gabarytom bieżni. Tak wygląda obok deski do prasowania

Zestawienie FlexiSpot MotionX z deską do prasowania średniej wielkości mówi samo za siebie. Bieżnia jest niezwykle kompaktowa. Kiedy jej nie używam, mieści się za zasłoną, pod łóżkiem albo za komodą. Z kolei masa na poziomie 16,6 kg sprawia, że bez problemu przenoszę ją w powietrzu, chwytając w obie dłonie. Urządzenie nie ma żadnych wystających elementów, poręczy czy kieszonek, mogących zahaczyć o odzież albo porysować ściany mieszkania.

  • Długość: 117,3 cm
  • Szerokość: 52,1 cm
  • Wysokość: 10,8 cm
  • Masa: 16,6 kg
  • Cena: 799 zł

Jeśli dla kogoś niecałe 17 kg to za dużo, bez obaw. W dolnej części obudowy zostały zainstalowane dwa kółeczka, umożliwiające łatwe transportowanie bieżni po podłodze. Trochę jakbyśmy pchali dobrze naoliwioną taczkę. Chwytam jedną ręką kraniec bieżni leżącej pod biurkiem, a kółeczka robią resztę. Wyjeżdżam z nią spod biurka i parkuję na wprost telewizora. Całość trwa zaledwie kilka sekund.

Oczywiście trzeba pamiętać o zasilaniu. Tutaj też doszło do zmiany na lepsze. FlexiSpot MotionX nie wysadza mi korków i nie resetuje innych urządzeń, co oczywiście jest pokłosiem mniejszego zapotrzebowania energetycznego. Bieżnia potrzebuje około 200W mocy podczas spokojnego marszu, ze wzrostem do 500W podczas truchtu z maksymalną prędkością 6 km/h. Te 200W w trakcie spaceru 2 km/h to mniej niż potrzebuje moje PlayStation 5 pod obciążeniem. Korki mogą odetchnąć z ulgą, a po łącznie czterech godzinach spaceru wydałem na prąd dodatkową złotówkę.

Z kolei przewód zasilający to uniwersalny „kabel komputerowy” dla gniazda IEC 320 C14. Przygotowałem więc kilka takich przewodów, umieszczonych w taktycznych miejscach (biurko, szafka RTV, taras). Dzięki temu błyskawicznie podłączam bieżnię po jej przeniesieniu, bez wypinania czegokolwiek. Detal, ale jeśli zamierzasz korzystać z takiego urządzenia regularnie, nabiera znaczenia. Znaczenie ma również to, że elementy styku bieżni z podłożem zostały mocno ogumione. Nic się nie stanie, jeśli raz na jakiś czas nie rozłożysz maty na panelach.

FlexiSpot MotionX Basic w codziennej praktyce. Sprintera ze mnie nie zrobi, ale to bardzo przemyślany sprzęt

FlexiSpot to niemiecka marka szczególnie popularna na zachodzie, docierając z produktami biurowymi do bardziej wymagających użytkowników. Stąd dbałość o detale, materiały oraz jakość wykonania. Także w przypadku tych przystępniejszych cenowo produktów. Czuć to od razu po analizie pasa. To porządne, odporne na wybłyszczenia, solidne naciągnięte tworzywo, natomiast w kartonie znajdziemy buteleczkę smaru do bieżni, a także imbus do korekcji deformacji taśmy.

Na mnie wrażenie zrobił jednak... pilot. Nawet nie tyle samo urządzenie, co jego pasek na nadgarstek. W porównaniu ze sterownikiem do mojej bieżni za kilka tysięcy złotych, to zupełnie inny poziom. Świetnie przylega do skóry, nie zostawia luzu, a jednocześnie nie uciska. Pilot nie dynda i nie obija się, nawet kiedy swobodnie zwisa, a ja trzymam pada w ręku. Kapitalne wrażenie psuje tylko brak baterii AAA w zestawie.

Sercem samej bieżni jest silnik szczotkowy z wytłumionym mechanizmem napędowym. Producent mówi o 55 dB hałasu, sam z odległości metra zarejestrowałem maksymalnie 53 dB.  Zapewne kwestia dobrego nasmarowania pasa. Nie ma więc mowy, aby podczas wieczornego spaceru dać się we znaki domownikom w innych pomieszczeniach. Wielokrotnie korzystałem z tej bieżni w salonie, gdy inni już spali. Z poprzednią bieżnią było to absolutnie niemożliwe. Obudziłbym nie tylko bliskich, ale też cały pion w bloku mieszkalnym.

Z kolei zakres działania bieżni to od 1 km/godz. do 6 km/godz. Czyli zdecydowanie mówimy o taśmie wyłącznie do spacerów, marszu i spokojnego truchtu. To nie jest urządzenie do biegania. Do tego producent zaleca maksymalnie 100 minut ciągłego ruchu, po których warto zapewnić silnikowi 20-minutową przerwę na ochłodzenie. Nie mówimy więc o sprzęcie dla sprinterów oraz maratończyków.

Spacerowicze mogą natomiast skorzystać z sześciu gotowych programów. Różnią się jedynie interwałami prędkości, ponieważ model Basic za 799 zł nie ma możliwości regulacji kąta nachylenia. Mnie to nie przeszkadza. Wolę płaską bieżnię do pracy za biurkiem i do zabawy przed konsolą, która jest tak smukła, że bez problemu wsunę ją pod łóżko albo schowam za zasłoną. Oczywiście prędkość możemy zmieniać i ustawiać także sami, korzystając z pilota. Sama bieżnia nie ma natomiast żadnych przycisków, a wyłącznie ekrany z informacjami.

Dla mnie - osoby bez kondycji, na home office, z dużą chęcią do aktywności - bieżnia biurkowa okazała się strzałem w dziesiątkę

FlexiSpot MotionX jest znacznie mniejszy, tańszy i bardziej wszechstronny od klasycznych bieżni. Co prawda nie pobiegnę na tym urządzeniu, ale nie tego oczekuję. Wystarczy mi spokojny marsz, w trakcie którego czuję, jak angażuję uda, pośladki i gorset mięśniowy. Tętno rośnie a oddech staje się nieco cięższy, lecz nie na tyle, by uniemożliwiać pracę biurową.

Jako osoba pracująca zdalnie w trzypokojowym mieszkaniu, w końcu znalazłem swoje rozwiązanie. Tym razem sprzęt nie zbiera kurzu i nie udaje suszarki. Jeśli macie podobne rozterki, warto pomyśleć o bieżni biurkowej jako mniejszej i tańszej alternatywie wobec trenażerów, rowerków stacjonarnych i pełnogabarytowych bieżni. Zwłaszcza, że FlexiSpot zapewnia 30 dni na bezpłatny zwrot bez podania powodu.

Więcej świetnych gadżetów dla aktywnych na Spider's Web:

Szymon Radzewicz
Redaktor

Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.