REKLAMA

TikTok Shop w Polsce to nie rewolucja. To coś znacznie większego

TikTok Shop wystartował w Polsce i mam nieodparte wrażenie, że to jedna z tych zmian, które początkowo wyglądają jak kolejna, zwykła funkcja w aplikacji, a po chwili okazuje się, że bezpowrotnie przestawiają spory kawałek rynku. 

TikTok Shop w Polsce to nie rewolucja. To coś znacznie większego
REKLAMA

I nie, nie dlatego, że nagle wszyscy rzucą się kupować wszystko przez TikToka. Dlatego, że po raz pierwszy ta platforma naprawdę daje twórcom w Polsce sensowny mechanizm zarabiania.

To jest dla mnie osobiście najciekawsze, bo do tej pory TikTok w Polsce miał jedną, bardzo dużą wadę. Dawał zasięgi, dawał uwagę, dawał wręcz niesamowitą możliwość zbudowania ogromnych kont z milionowymi odsłonami, ale nie dawał normalnego, przewidywalnego modelu wynagradzania za same wyświetlenia, tak jak przyzwyczaiły nas do tego inne platformy.

REKLAMA

Facebook potrafi płacić twórcom, YouTube regularnie płaci twórcom, X (dawniej Twitter) też dorobił się swoich modeli monetyzacyjnych. 

A TikTok? Przez długi czas był u nas jedynie miejscem, gdzie można było potężnie rosnąć, ale niekoniecznie bezpośrednio zarabiać na samej obecności w aplikacji.

TikTok Shop tego wprawdzie wprost nie zmienia, bo to nadal nie jest wypłata „za wyświetlenia”, tylko za sprzedaż, ale praktycznie rzecz biorąc, pierwszy raz otwiera twórcom w Polsce szeroką furtkę do realnego dorabiania.

Kiedy platforma mówi: "oto wasz bazarek"

Na tym właśnie polega cała, gigantyczna różnica. TikTok nie wychodzi i nie mówi: „proszę, tu są darmowe pieniądze za wasze filmy”.

REKLAMA

TikTok mówi raczej: „proszę, tu jest sklep, tu są wybrane produkty, tu jest cały zamknięty mechanizm zakupowy, a wy możecie na tym nieźle zarobić, jeśli umiecie coś komuś pokazać i sensownie to polecić”.

To nie jest klasyczny program nagród. Z perspektywy twórcy może się to jednak okazać nawet ciekawsze, bo zamiast kilku marnych groszy za same wyświetlenia pojawia się możliwość zarobku oparta ściśle na wpływie, realnej konwersji i tym, czy ktoś po obejrzeniu szczerego materiału rzeczywiście kliknie magiczne słowo „kup”.

Z mojej perspektywy ten ruch jest interesujący z jeszcze jednego powodu. W TikTok Shop od samego startu wchodzą w Polsce nie tylko przypadkowi sprzedawcy z tanimi gadżetami, ale też duże, w pełni rozpoznawalne na rynku marki.

REKLAMA

Sama platforma oficjalnie komunikowała, że na starcie pojawią się u nas znani, solidni partnerzy - przewijają się marki typu Modivo, Reserved czy Rossmann.

Do tego dochodzą mniejsze sklepy i lokalne marki, które z perspektywy wielu młodych twórców mogą okazać się nawet ciekawsze niż rynkowi giganci.

Dlaczego? Bo tacy gracze znacznie szybciej wchodzą we współprace, dużo chętniej wysyłają darmowe próbki i mocniej, niemal desperacko szukają realnej sprzedaży napędzanej przez dobry content.

REKLAMA

Twórca, recenzent i sprzedawca w jednej osobie

I właśnie tutaj zaczyna się temat, który moim zdaniem stanowi największą zmianę. Twórca nie będzie już tylko kimś, kto „pokazuje dany produkt” i posłusznie odsyła ludzi gdzieś linkiem w bio albo do zewnętrznego, wolno ładującego się sklepu.

Teraz ten sam twórca może w praktyce stać się jednocześnie rekomendującym, prezenterem i bezpośrednim pośrednikiem, bo omawiany produkt będzie na stałe przypięty bezpośrednio pod filmem albo transmisją na żywo. Użytkownik po prostu kupi go bez wychodzenia z aplikacji. To jest dokładnie ten punkt, w którym bardzo mocno zaciera się tradycyjna granica między influencerem, twórcą a sprawnym sprzedawcą.

Do tej pory takie sprzedawanie „od ręki” oczywiście w sieci istniało, ale było organizacyjnie dużo trudniejsze. Trzeba było uciążliwie kombinować z zewnętrznymi platformami afiliacyjnymi, skróconymi linkami, kodami rabatowymi, przypominaniem na stories, przekierowaniami i całą resztą technicznych drobiazgów, przez które po drodze odpadała masa potencjalnych klientów.

REKLAMA

TikTok Shop robi coś nieporównywalnie prostszego: stawia przed twórcą w pełni gotowy bazarek, gotowy stragan, wybudowany mały rynek zlokalizowany w samym środku aplikacji. Trochę tak, jakby nagle każdemu, bez żadnych opłat, pozwolono rozłożyć własne stoisko z asortymentem dokładnie tam, gdzie i tak już codziennie przewijają się i patrzą miliony młodych ludzi.

Skracanie dystansu i szansa dla mniejszych nisz

W tym sensie ten nowy mechanizm jest niezwykle wręcz sprytny, bo on w ogóle nie próbuje wymyślać e-commerce'u od nowa. On po prostu maksymalnie skraca drogę między myślą „o, to jest fajne” a decyzją „dobra, to biorę”.

I to jest zjawisko, którego tak potężny gracz, jak YouTube nadal nie potrafi u siebie wdrożyć równie agresywnie i płynnie. Tam zazwyczaj trzeba widza mozolnie gdzieś przekierować, kazać mu rozwinąć długi opis, wcelować palcem w link, przenieść do zewnętrznej strony, a potem jeszcze liczyć na to, że po drodze nie zapomni, po co tam w ogóle wszedł.

Na TikToku produkt po prostu organicznie pojawia się tuż obok contentu rozrywkowego i dosłownie, z uśmiechem wciska się użytkownikowi wprost pod nos.

Dlatego uważam, że to może być ogromna, niewykorzystana dotąd szansa, szczególnie dla twórców będących liderami w swoich konkretnych niszach. Kategoria beauty jest tutaj najbardziej oczywista, bo to jeden z absolutnie najmocniejszych filarów w social commerce i kategoria, która najlepiej działa w szybkim, impulsywnym modelu „zobacz - kup”.

Ale uwaga, na tym to się wcale nie kończy. Bardzo ciekawe pole do popisu będą miały również profile podróżnicze, lotnicze, lifestyle’owe, domowe, parentingowe, a nawet te stricte motoryzacyjne czy technologiczne.

Nagle bez żadnego większego tarcia można tam polecać sprytny organizer do bagażu, kubek termiczny trzymający ciepło przez dobę, sprawdzoną kamerę samochodową, pancerne etui, lampkę, wygodną klawiaturę, mikrofon dla początkujących twórców albo setki innych rzeczy. Do tej pory promowanie ich wymagało kłopotliwego kombinowania z linkami i zewnętrzną afiliacją.

Mniej znaczy więcej? Koniec z nachalną reklamą? Nie.

I właśnie tu widzę największy, często pomijany plus całego tego rozwiązania: wcale nie trzeba od razu robić nachalnej reklamy. Wręcz przeciwnie - moim zdaniem na dłuższą metę zdecydowanie lepiej tego nie robić.

Jeśli ktoś dostaje do rąk darmową próbkę, brief od agencji albo po prostu chce szczerze polecić coś od siebie, to absolutnie nie musi nagrywać topornego, sprzedażowego materiału w przaśnym stylu „kupcie to u mnie, bo to jest świetne”. Taki sztuczny content w social mediach zwykle umiera znacznie szybciej niż budżet na samą kampanię.

Znacznie lepiej działa tu podejście naturalne: „słuchajcie, to jest moja nowa klawiatura”, „zobaczcie, tego płynu używam do kokpitu w aucie”, „to jest ta jedna rzecz, którą zawsze zabieram do samolotu”, „tak na co dzień wygląda mój setup do pracy”.

TikTok Shop daje tę potężną przewagę, że nawet zwykły, w pełni luźny i autentyczny materiał z życia można płynnie zamienić w materiał sprzedażowy zaledwie jednym, drobnym oznaczeniem przypiętego produktu.

Ważne jest też to, że nowa platforma niesie ze sobą mechanikę, która dla wielu lokalnych twórców może być zwyczajnie, po ludzku atrakcyjniejsza finansowo niż klasyczna afiliacja w polskim wydaniu. W naszym kraju przez lata sporo programów partnerskich mocno przyzwyczaiło nas do prowizji, które bywały po prostu śmiesznie i demotywująco niskie - rzędu 1–2 procent wartości zamówienia. I to też mówię z doświadczenia.

Tymczasem w TikTok Shop marże dla twórców ustalają bezpośrednio sami sprzedawcy, a dostępne oficjalne materiały pokazują, że widełki mogą sięgać od skromnego 1 proc. do nawet imponujących 80 proc. w zależności od specyfiki kategorii i wybranego modelu współpracy. Realnie 8-10 proc. to taki sensowny pułap.

To oczywiście nie znaczy z automatu, że każdy nagrywający nagle zacznie zarabiać fortunę, ale wreszcie pojawia się przejrzysty system, w którym uczciwe polecanie produktu może przynieść na konto coś więcej niż tylko symboliczne drobne.

Bilans zysków i strat. Skuteczność handlowa ponad twórczość?

Problem w tym, że to rozwiązanie to wciąż nie jest normalny, sprawiedliwy model wynagradzania twórców za samo tworzenie dobrych treści. I tego faktu nie da się po prostu przykryć marketingowym entuzjazmem.

TikTok wciąż skutecznie nie rozwiązuje podstawowego, palącego problemu zdecydowanej większości polskich twórców. Problemu polegającego na tym, że sama, nawet gigantyczna oglądalność w Polsce nie przekłada się bezpośrednio i odczuwalnie na wypłatę w takim sensie, jak wielu logicznie oczekiwałoby tego po tak dużej, globalnej platformie. TikTok Shop jest więc w pewnym sensie sprytnym obejściem tego problemu, a nie jego pełnym, satysfakcjonującym rozwiązaniem.

REKLAMA

Zamiast płacić twórcom za generowaną uwagę i czas użytkowników, TikTok płaci im prowizję za skuteczność handlową i konwersję. Dla jednych, sprawnych sprzedażowo osób to super wiadomość.

Dla innych, bardziej artystycznych twórców to jasny sygnał, że platforma coraz mocniej i wyraźniej zamierza premiować w algorytmach tych, którzy umieją skutecznie sprzedawać, a niekoniecznie tych, którzy po prostu miesiącami robią świetne, angażujące i wartościowe treści.

Mimo tych zauważalnych wad wydaje mi się, że w ujęciu całościowym projekt zapowiada się naprawdę mocno i stabilnie. Wcale nie dlatego, że nowy sklep zrewolucjonizuje model sprzedaży w Polsce dosłownie z dnia na dzień, bo to się raczej magicznie nie wydarzy w tak krótkim czasie.

REKLAMA

Zrobi to jednak dlatego, że ten model może bardzo szybko i nieodwracalnie zmienić cały krajobraz polskiego e-commerce i wywrócić do góry nogami obecny układ sił w influencer marketingu.

Chiński gigant ma obecnie do dyspozycji ogromny, ogólnokrajowy zasięg, potężny czas spędzany przez użytkowników w aplikacji i świetnie zoptymalizowaną zdolność do wciskania im dosłownie pod twarz rzeczy, których ci wcale nie planowali jeszcze kupić pięć sekund wcześniej.

Jeśli do tego wielkiego kotła dołożymy na start szybki checkout, osobną, czytelną zakładkę Shop, wsparcie dla formatów typu live shopping i dopiętą współpracę z naszymi, lokalnymi partnerami obsługującymi płatności oraz wygodne dostawy paczkomatowe, to w branży pojawia się nam z tego naprawdę bardzo poważny i groźny gracz rynkowy.

REKLAMA

Dlatego z mojej perspektywy bilans całej tej nowości na teraz jest prosty i łatwy do nakreślenia:

Na plus:

  • Całkowicie nowy, łatwo dostępny sposób zarobku dla twórców.
  • Znacznie łatwiejsze, organiczne polecanie produktów z poziomu wideo.
  • Solidne wejście w projekt bardzo dużych, zaufanych marek.
  • O wiele sensowniejszy i sprawniejszy w użyciu model afiliacyjny.
  • Realna, historyczna szansa, że wielu ludzi po raz pierwszy zacznie normalnie zarabiać na TikToku nie tylko funkcjonując gdzieś „wokół platformy”, ale bezpośrednio w jej środku.
REKLAMA

Na minus:

  • Utrzymujący się brak klasycznej, satysfakcjonującej wypłaty za same generowane wyświetlenia wideo.
  • Otwarte pytanie o to, jak szybko nasz codzienny feed zacznie niepokojąco przypominać tani pasaż handlowy.

Czy to całkowicie zrewolucjonizuje polską sprzedaż w internecie? Na pewno nie. Czy jednak zauważalnie i na stałe zmieni układ rynkowych sił? Możliwe.

Bo jeśli potężna platforma, która i tak od dawna ma w garści pełną uwagę użytkownika, zaledwie jednym ruchem dołoży do tego wbudowany, natychmiastowy zakup i da tysiącom twórców banalnie prosty sposób zarabiania prowizji, to robi się z tego nie kolejna, nudna funkcja z notatek o aktualizacji, tylko bardzo konkretne i agresywne przetasowanie.

REKLAMA

I dokładnie z tego powodu najnowszy TikTok Shop w Polsce wygląda dziś nie jak branżowa ciekawostka do pominięcia, ale jak zjawisko, które bezwzględnie warto obserwować z uwagą.

Miniaturka wygenerowana z pomocą NanoBanana 2.0.

REKLAMA
Oliwier Nytko
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, autor działu technologie i nauka oraz twórca krótkich treści wideo na platformach TikTok, Reels oraz YouTube Shorts. W 2016 roku rozpoczął swoją karierę na growym portalu How2Play.pl. W 2020 roku dołączył do zespołu tworzącego i rozwijającego jeden z największych serwisów dla Generacji Z w Polsce - Vibez.pl, gdzie był częścią zespołu redakcyjnego. Tam zajmował się pisaniem newsów, produkcją krótkich filmów oraz przeprowadzaniem interwencji dziennikarskich. Z wykształcenia związany z ekonomią, ale interesuje się niemal wszystkim - od najnowszych filmów z uniwersum Marvela (#toteżkino), poprzez dramy ze świata influencerów, aż po jakikolwiek temat, który ma w sobie odrobinę technologii.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA