Test Hama UltiMate Pro 120W. Nieziemska moc, głośnik BT smaga trzewia basem
Przenośny głośnik bezprzewodowy i moc wynosząca 120 watów – sprawdziłem, jak działa takie połączenie, a razem ze mną cały rząd domów jednorodzinnych. Nie dało się bowiem tego nie słyszeć, Hama UltiMate Pro 120W rozkręca się do 106 decybeli w plenerze. To jak karetka pogotowia na sygnale.

Wielu zna to uczucie: jesteś na koncercie, zaczynają grać, a dźwięk uderza w ciebie falami tak silnymi, że czujesz drżenie basów w klatce piersiowej. No więc Hama UltiMate Pro 120W potrafi to samo. Tyle tylko, że mówimy o przenośnym głośniku bezprzewodowym. Takim, który zakładasz sobie na pasku przez ramię. Sprawdziłem, jak monstrualne 120 watów mocy sprawdza się w praktyce.
Głośnik 120W – jak bardzo jest głośny? Tutaj zawsze trzeba uważać na marketingową ściemę.
Hama UltiMate Pro to bezprzewodowy głośnik Bluetooth o mocy właśnie 120W. Tutaj ważne rozróżnienie: waty watom bywają nierówne. Wielu producentów głośników podaje moc szczytową (PMPO), a więc możliwą do osiągnięcia wyłącznie przez krótki czas. Wartość interesująca każdego użytkownika to moc znamionowa (RMS), czyli taka, z którą głośnik może grać cały czas. Hama stawia na uczciwą komunikację, mówimy o 120 watach surowej mocy znamionowej.
Gdy przeprowadziłem test z odległości 1 metra, z głośnością na maksymalnym poziomie, pomiar wykazał przerażające 106,2 decybela. Dodam, że procedura nie należała do przyjemnych, bez słuchawek byłem w stanie wytrzymać zaraz obok głośnika zaledwie kilkanaście sekund. Stąd mój apel: nigdy nie uruchamiajcie Hama UltiMate Pro 120W ze smartfonu z głośnością ustawioną na 100%. Czeka was dźwiękowa piącha!


Ile to jest, te 106,2 decybela uzyskane w pomiarach? Aby dobrze zobrazować, o jakiej bestii mówimy, przedstawiam krótkie porównanie hałasu o zbliżonym poziomie:
- 100 dB: Młot pneumatyczny z odległości 5 metrów
- 106 dB: Hama UltiMate Pro 120W na 100% głośności
- 110 dB: Klakson samochodowy z odległości 2 metrów
- 113 dB: wnętrze klubu/parkiet w klubie
- 115 dB: Koncert rockowy pod sceną
- 120 dB: Fizyczny próg bólu wywołanego dźwiękiem
Hama UltiMate Pro 120W nie jest najgłośniejszym bezprzewodowym głośnikiem na świecie. Są na rynku potwory Bluetooth grające nawet w 120-130 dB. Tyle tylko, że to potężne jednostki, często na kółkach, ważące po kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt kilogramów. Tymczasem UltiMate Pro to model przenośny, z opaską na ramię w zestawie, który rozmiarem przypomina zwinięty koc. Z masą na poziomie 5,2 kg, Hama oferuje jeden z najlepszych stosunków głośności do wagi.
Hama UltiMate Pro 120W w praktyce. Co 106,2 decybela oznacza dla użytkownika?
Przeprowadziłem test. Głośnik włączyłem w ogródku na tyłach domu znajdującego się na końcu osiedlowej drogi. Z kolei kolega stanął przy bramie wjazdowej na osiedle. Łącznie 155 metrów z dwoma ostrymi zakrętami po drodze. Znajomy nie tylko słyszał muzykę, ale był w stanie rozpoznać, jaki utwór jest grany. Absurd! Dysponując takim sprzętem, awansujesz z ligi imprez działkowych do wymiaru małych koncertów plenerowych.
Wspominam o koncertach nie bez przypadku. Stojąc kilka metrów od głośnika działającego w zakresie 70%-80%, doświadczenie jest typowo festiwalowe. Fale dźwiękowe są tak mocne, że basy dosłownie grają na żebrach. Czuję, jak niskie tony drżą mi w klatce piersiowej, niemal jak Rammstein na Stadionie Śląskim. Jeśli staliście zaraz przy głośniku w klubie muzycznym, doskonale znacie to uczucie. Ma się wrażenie, że nawet włosy tańczą na głowie.


W pomieszczeniu głośność większa niż 50%-60% nie ma sensu. Kubki wędrują na biurku, meble i luźne panele robią wooob wooob. Podczas odsłuchu solo, na przykład sprzątając parter, wystarczy mi zaledwie 40% głośności. Hama UltiMate Pro 120W ma nadmiar mocy, sprzęt wystarcza na realizację wielu ambitnych projektów. Kiermasz charytatywny? Urodziny w plenerze na 50 osób? Epicki grill dla całego osiedla? Odhaczone, odhaczone, odhaczone.
Nie sztuką jest zrobić głośny głośnik. Szkopuł tkwi w tym, aby zachowywał jakość brzmienia w wymagających scenariuszach
Im więcej decybeli, tym większa szansa na rozstrojenie oraz utratę oryginalnego, naturalnego brzmienia. Inżynierowie Hama zdają sobie z tego sprawę, dlatego do pracy nad UltiMate Pro połączyli siły z firmą Canton - niemieckim producentem kolumn głośnikowych po kilkaset tysięcy za parę, wskazywanym jako jeden z europejskich liderów HiFi. Mówimy o 50-letniej niemieckiej inżynierii, docenianej przez profesjonalistów oraz miłośników studyjnego brzmienia na całym świecie.
Jak łatwo się domyśleć, inżynierowie Cantona mają w głębokim poważaniu proste głośniki imprezowe, zazwyczaj pożerające bezbronny środek. Właśnie dlatego wybranie tego partnera to strzał w dziesiątkę. Hama na pewno sporo się wykosztowała, ale w zamian zyskuje coś bezcennego: stałą jakość brzmienia, bez rozjeżdżających się górnych tonów, nawet powyżej 80% głośności. Tam, gdzie u innych zostaje już tylko hałas i trzeszczenie, Hama UltiMate Pro oferuje tak samo klarowne audio, jak przy 40%.
Duża w tym zasługa architektury. Zamiast układu mono, jak w wielu puszkach BT, Hama postawiła na pełną konstrukcję stereo, z odseparowanym lewym oraz prawym kanałem. Na każdy kanał składa się głośnik nisko-średniotonowy oraz tweeter. W ten sposób brzmienie zyskuje nieco przestrzeni, na scenie pojawia się przestrzeń na drobne dźwiękowe niuanse. Twórcy urządzenia zdecydowali się także na limiter basów powyżej 80% głośności. Szkoda, ale przy tej mocy i takich wymiarach to sensowne posunięcie.


Dostępne profile EQ, przełączane przyciskiem lub aplikacją:
- Bass Sound
- Power Sound
- Balanced Sound
- Własny (z poziomu aplikacji)
Jak na sprzęt imprezowy, mamy do czynienia z odświeżającą dbałością o całą scenę. Na UltiMate Pro poprawnie brzmi nie tylko toplista rozgłośni radiowej, ale też rock oraz metal. Średnica pozwala wybrzmieć instrumentom, które zazwyczaj się gubią, a cztery wbudowane głośniki zapewniają scenę na tyle szeroką, że nie ma efektu płaskiej tuby. Bardzo pozytywne zaskoczenie. Dzięki wyrazistemu środkowi głośnik rewelacyjnie spisuje się także podczas plenerowych seansów na wiele osób.
Hama UltiMate Pro 120W działa cały dzień na jednym ładowaniu. Do tego dzieli się energią i dostał kilka ciekawych rozwiązań
Według producenta pokaźny akumulator 4500 mAh wystarcza na 24 godziny nieustannego grania. Po 5 godzinach słuchania muzyki na poziomie 30% zniknęła mi zaledwie jedna z pięciu diod informujących o stanie energii (drenaż 20%). Dlatego jestem skłonny uwierzyć w deklaracje producenta. Nie mam natomiast warunków, aby zostawiać tego bydlaka włączonego na 24 godziny. Znienawidzi mnie albo rodzina, albo sąsiedzi.
Można przypuszczać, że z tak pojemnym akumulatorem ładowanie tego głośnika trwa pół dnia. Tutaj miła niespodzianka: dzięki standardowi fast charge dobicie od 0 do 100% trwa nieco ponad 2,5 godziny. Solidny wynik. Co więcej, UltiMate Pro otrzymał funkcję powerbanka, mogąc oddawać energię przez gniazdo USB-A. To praktyczne zabezpieczenie na wypadek rozładowanego smartfonu podczas imprezy.
Będąc przy portach, kapitalnym dodatkiem jest wejście 6,3 mm, pozwalające podłączyć do głośnika mikrofon albo gitarę. Impreza karaoke staje się banalnie prosta. Głośnik podłączasz do laptopa albo rzutnika, a mikrofon do głośnika. Jeśli wycie znajomych zagłuszy pierwsze krople deszczu, wciąż nie ma tragedii. Certyfikat ochrony IPX6 gwarantuje odporność na zachlapanie. Przewrócony drink nie zabije tego głośnika.


Gniazda i łączność:
- USB-C - szybkie zasilanie 45W
- USB-A - funkcja powerbanka do 10W
- AUX - możliwość podłączenia np. laptopa
- 6,3 mm - dla mikrofonu lub gitary
- Bluetooth 5.3
- Stereo Link
Powstaje kluczowe pytanie: czy taki mobilny głośnik faktycznie jest mobilny?
W zestawie z urządzeniem znajduje się pasek, pozwalający przewiesić głośnik przez ramię. Do tego uchwyt na obudowie jest profilowany. Mimo to ponad 5 kilogramów robi swoje. Stosunek mocy do masy jest świetny, ale fizyki nie oszukasz. To nie jest sprzęt o wielkości puszki po energetyku, mieszczący się w kieszeni bluzy. Mówimy o głośniku, który powinno się transportować samochodem albo na dystans do kilkuset metrów. Do ogrodu, nie na wycieczkę. Do domowego basenu, nie na publiczną plażę po drugiej stronie miasta.
Za to kiedy już używam UltiMate Pro pod chmurką, zawsze mam komfortowy zapas mocy. Typowym puszkom BT brakuje przebicia podczas seansu plenerowego w kilka osób albo podczas hucznego grilla. Z tym głośnikiem nie ma tego problemu. O ile nie organizujesz festiwalu dla całej gminy, mocy będzie nadto. Organizując imprezę, nie ma mowy, aby muzyka nie bujała gości. Porządny gospodarz powinien wręcz zadbać o specjalną strefę wyciszenia, dla osób chcących na chwilę odpocząć od rytmicznych basów.
W kontekście imprezowych klimatów warto zaznaczyć, że głośnik nie oferuje podświetlenia, nie licząc diod pod przyciskami. Dla mnie to zaleta. Rozumiem jednak, iż niektórzy oczekują pstrokatych LED-ów jak na bożonarodzeniowej choince. Tutaj ich nie znajdą. Projekt głośnika można uznać za surowy, miejscami elegancki oraz pozbawiony fajerwerków.


Hama UltiMate Pro 120W początkowo straszyła ceną, ale teraz jest naprawdę dobrze
Hama UltiMate Pro 120W ma kilka istotnych wad. Warto wskazać wolne oddawanie energii do 10W w trybie powerbanka. Albo brak blokady przycisków na obudowie, chroniącej przed niepożądanymi DJ-ami. Dziwi też brak ładowarki w zestawie. Zwłaszcza że bez kostki 40+W zasilanie tego głośnika będzie trwało wieki, a użytkownik nie jest o tym w należyty sposób informowany. Początkowo za wadę należało także uznać cenę testowanego sprzętu.
Sugerowana cena producenta wynosi bowiem 1099 zł. Za dużo. Na szczęście większość sieci z elektroniką sprzedaje model 120W za 799 zł. W tej kwocie UltiMate Pro bije na głowę wielu imprezowych rywali, z JBL oraz Soundcore na czele. Ma pojemniejszy akumulator, wejście na mikrofon/gitarę, szybkie ładowanie USB-C oraz naprawdę niską masę. No i najważniejsze: brzmi dobrze nawet drastycznie podkręcając głośność. Konstrukcja stereo w połączeniu ze strojeniem Cantona robi swoje.
Odpowiedzialny za gry wideo oraz akcesoria dla graczy. Pisze o interaktywnych przygodach od ponad dekady. Pracował w serwisach medialnych Agory, współtworzył największy e-zin o grach w Polsce, przyłożył rękę do tłumaczeń kilku gier na polski rynek. O grach wideo wypowiada się m.in. dla Telewizji Polskiej, TVN, Polskiego Radia czy Rzeczpospolitej. Szczególnie zafascynowany nowym układem sił na globalnym rynku gier, z rosnącą pozycją Chin oraz krajów Azji Południowo-Wschodniej. Kocha survival horrory już od czasów pierwszego PlayStation, po godzinach stara się okiełznać Unreal Engine oraz Blendera.