Tę kamerę zainstalujesz wszędzie. WiFi? Nawet nie pytaj
Jak monitorować teren, na którym nie ma ani prądu, ani internetu, albo w ogóle przyjechaliśmy tam tylko na chwilę? Odpowiedź jest prosta, a cała zabawa zajmie nam jakieś 10 minut.

Potem możemy sobie spokojnie usiąść, wziąć telefon do ręki i oglądać, cóż też uchwyciła nasza kamera. Albo i nie sięgać w ogóle po telefon, zdając się na powiadomienia w momencie, kiedy kamera faktycznie coś - albo kogoś - wychwyci.
Ta odpowiedź nazywa się Tapo C615G.

I jest to - jak można się domyślić - kamera do monitoringu. Przy czym nie taka zwykła, bo wyróżniają ją dwie cechy, które przydadzą się we wcześniej wspomnianych scenariuszach.
Po pierwsze - C615G nie wymaga podłączania do zasilania "z sieci". Owszem, można to zrobić, posiłkując się odpowiednim zasilaczem, ale nie trzeba. Zamiast tego możemy się zdać na wbudowany akumulator (6700 mAh) i widoczny na zdjęciach panel fotowoltaiczny.
Co ważne, ten panel wcale nie musi się znajdować w tym samym miejscu, co kamera. Baza, którą widać na powyższym zdjęciu, może być zainstalowana albo w wersji "łączonej", albo można ją rozłożyć na części i osobno zamontować zarówno panel, jak i kamerę.

W zestawie mamy przy tym zarówno krótki przewód (z jednej strony zamontowany na stałe do panelu), do instalacji jak w moim przypadku, jak i przedłużacz (4 metry), na wypadek, gdyby słońce jednak bywało częściej w innym miejscu, niż instalujemy kamerę. Wszystko oczywiście odporne na wodę, co zresztą potwierdziły ostatnie ulewne tygodnie w moich okolicach.
Po drugie - C615G, co może trochę zdradzać napis na obudowie, nie potrzebuje do działania WiFi albo przewodowego internetu.

Wręcz przeciwnie - C615G korzysta tylko i wyłącznie z łączności za pośrednictwem sieci komórkowej.

Co sprawia, że pytanie o to, czy w danym miejscu jest zasięg WiFi, traci zupełnie zasadność - tę kamerę możemy w 5-10 minut zainstalować wszędzie tam, gdzie jest zasięg komórkowy.
Jak i gdzie można zainstalować Tapo C615G?
Odpowiedź na to drugie pytanie brzmi - bez przesady - właściwie wszędzie. Możemy C615G przykręcić do drewnianego słupa albo innej ściany dokładnie tak, jak każdą inną kamerę, instalując panel fotowoltaiczny razem z kamerą albo osobno.
Możemy też zamontować kamerę na słupie albo drzewie w sposób tymczasowy i bezpieczny dla drzewa. Baza kamery i panelu umożliwia bowiem wykorzystanie opasek (zdobycie ich jest już w naszym własnym zakresie), co dodatkowo rozszerza potencjalne miejsca do instalacji.

Na dobrą sprawę możemy bowiem zainstalować C615G nie tylko tam, gdzie są ściany, słupy czy jakiekolwiek inne elementy infrastruktury typowe dla montażu kamer. Najzwyklejsze drzewo albo cokolwiek podobnego nada się idealnie, a po demontażu nie zostanie najmniejszy ślad.
To z kolei sprawia, że o C615G można myśleć nie tylko jako o kamerze stacjonarnej, która będzie monitorowała nasz ogródek działkowy, altanę na drugim końcu dużego ogrodu czy teren trwającej budowy, ale też jako o kamerze... podróżnej.
Nie ma bowiem żadnego powodu, żeby w ten sposób nie monitorować naszego samochodu podczas całodziennego spaceru po górach. Albo kempingu na czas naszej nieobecności. Albo... właściwie czegokolwiek i w jakichkolwiek warunkach.
Jedyne, czego potrzebujemy, to zasięg sieci komórkowej. Nic poza tym.
Tutaj do gry wchodzą też dwie spore zalety.
Po pierwsze - kamerę łączymy z naszym kontem i aplikacją Tapo raz. Po tym już zawsze będzie od nas oddzielona tylko na jedno kliknięcie, niezależnie od tego, gdzie ją zabierzemy. Czyli - przyjeżdżamy na kemping, szukamy drzewa, opaską montujemy kamerę, gotowe. Nic więcej robić nie trzeba.

Po drugie - jeśli nie planujemy zostawać na miejscu na dłużej, nie musimy się nawet bawić w zabieranie ze sobą panelu fotowoltaicznego. Nawet przy bardzo intensywnym użytkowaniu kamera bez problemu wytrzymuje całą dobę.
Jeśli natomiast planujemy ją zostawić na dłużej - tutaj już panel będzie raczej konieczny. I tak - tak jak podaje producent, tę kamerę da się codziennie ładować samym słońcem "do pełna". Wprawdzie z moich ogrodowych doświadczeń wynika, że jednak potrzeba na to trochę więcej niż 45 minut, ale poza tym - jest to jak najbardziej realne.
Zaskakująco trudno natomiast tę kamerę rozładować. Nawet przy umiarkowanie optymalnym ustawieniu panelu i bardzo, bardzo częstych wykryciach i zapisie (niemal w trybie ciągłym) przez całą dobę poziom naładowania nie zmienił się nawet o procent. Statystyki ładowania pokazują natomiast, że w ciągu jednego względnie słonecznego dnia można podładować bez wysiłku akumulator o ponad 20 proc.
Aplikacja Tapo daje nam też ogrom narzędzi - w tym i tych najważniejszych.
Nie chodzi jednak - przynajmniej na razie - o te do śledzenia. Kamera akumulatorowa z panelem solarnym i modułem 4G to coś, co warto - dla jak najdłuższej pracy bez akcji z naszej strony - dopasować do naszych potrzeb.
I w aplikacji Tapo znajdziemy cały szereg informacji o tym, co może wpływać na czas pracy kamery na jednym ładowaniu i podpowiedzi, co zrobić, żeby było lepiej. Możemy sprawdzić, przez jaki czas kamera realnie pracuje w ciągu dnia, jaki poziom naładowania miała w ciągu dnia, ile udało się odzyskać dzięki słońcu, ile było detekcji ruchu, ile było wykryć obserwowanych przez nas obiektów, ile było detekcji odfiltrowanych przez AI i... właściwie wszystko.
Do tego dochodzą gotowe albo własne tryby energetyczne, wliczając w to ewentualne przechodzenie w tryb oszczędny przy niskim poziomie naładowania. Polecam na początku zainstalować kamerę, dać jej czas, żeby zebrała trochę danych, a potem ewentualnie pozmieniać niektóre ustawienia, żeby było i idealnie monitoringowo, i idealnie energetycznie.
Co ciekawe, na LTE i panelu fotowoltaicznym wcale się nie kończy.

Tapo C615G jest bowiem nie tylko kamerą niezależną od zewnętrznego zasilania i WiFi, ale też potrafiącą obracać się właściwie o 360 stopni w poziomie, dodając do tego też 90 stopni obrotu w pionie. Mało tego, ten obrót może być połączony nie tylko ze standardowym patrolowaniem, ale też i łagodniejszym dla akumulatora śledzeniem wykrytych i wskazanych przez nas typów obiektów.





Nie tylko więc możemy monitorować całą okolicę np. naszego miejsca biwaku, ale też ustalić, co ma aktywować tryb kamery. Mogą to być ludzie, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby były to zwierzęta, samochody czy pojazdy. I to... po prostu działa.
Zresztą te systemy automatycznego klasyfikowania obiektów w kamerach Tapo już od dawna działają wystarczająco dobrze, żeby powierzyć im dodatkowo też właśnie śledzenie.
A jak Tapo C615G nagrywa?

Najpierw warto odpowiedzieć na pytanie: gdzie nagrywa. Odpowiedzi są dwie - albo na karcie microSD (do 512 GB), którą sami włożymy do środka, albo dodatkowo w chmurze Tapo.
To drugie rozwiązanie ma taką zaletę, że nasze nagrania zostaną z nami niezależnie od tego, co stanie się z kamerą. I o ile w przypadku użytkowania lokalno-ogrodowego pewnie bym się dwa razy nad tą opcją zastanowił, tak w przypadku użytku outdoorowego - klikałbym w subskrypcję tak szybko, jak tylko się da.

Jeśli natomiast chodzi o same nagrania, to od strony technicznej mamy tutaj matrycę 1/2.8", ogniskową 4 mm, przysłonę F1.6, kąt widzenia 100,6 stopnia po przekątnej, 84,4 stopnia w poziomie i 44,3 stopnia w pionie. Same nagrania są rejestrowane w 2K (2304 x 1296 pikseli) w 15 albo 20 klatkach. Opcjonalnie możemy też skorzystać z cyfrowego przybliżenia 10,8x.
Jeśli chodzi o audio, to jest wbudowany mikrofon i głośnik, więc jak najbardziej jest na pokładzie opcja dwukierunkowej komunikacji. Na tyle głośnej i wyraźnie, że bez problemu udało mi się nią wypłoszyć kota sąsiadów, polującego w moim ogrodzie.
Do samej jakości nagrań trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia.

Obraz nie jest oczywiście jakości kinowej, ale jest ostry, szczegółowy na tyle, na ile pozwala rozdzielczość i pozwala bez problemu zorientować się w nagranej scenie.
Do tego skutecznie balansuje z ekspozycją - w taki sposób, żeby jak najmniej elementów było na granicy całkowitej ciemności albo przepalenia.

Co miłe, niemal dokładnie to samo można napisać o jakości nagrań w nocy - i to nawet tych z wykorzystaniem diody IR, jeśli ktoś nie chce korzystać z wbudowanego reflektora.

Kot również nie umyka uwadze kamery:

O dane też nie trzeba się jakoś przesadnie martwić.
O dziwo kamera nie ma wielkiego apetytu na dane. Nawet przy niemal całodobowych nagraniach i częstych połączeniach z kamerą rzadko kiedy widziałem transfery wyraźnie przekraczające 100-120 megabajtów. Przy mniej intensywnym użytkowaniu wartości te będą jeszcze mniejsze, a i nawet na to intensywne wystarczy malutki pakiet danych - sam na testy wykupiłem 3 GB za jakieś 5 zł.
Jeśli jednak chcemy kontrolować dokładnie, ile kamera przesyła i ewentualnie optymalizować to zużycie - wszystko jest w aplikacji Tapo. Włącznie z historycznymi wykresami.
Tapo C615G - czy warto?

Odpowiedź na to pytanie jest o tyle łatwa, że grupa docelowa dla tej kamery jest ekstremalnie wręcz konkretna. Ewentualnie - dwie ekstremalnie konkretne grupy.
Pierwszą są osoby, które chcą mieć monitoring - nawet na własnej działce - ale nie mają opcji doprowadzenia tam ani zasilania, ani internetu przewodowego czy WiFi. I nie jest to wcale zmyślona grupa - doskonale pamiętam, że osoba z mojej rodziny chciała mieć monitoring na dużej działce, pozwalający jej oglądać, co dzieje się przy ścianie lasu. C615G w takim przypadku sprawdziłaby się wyśmienicie.
Drugą grupą są osoby, które chcą nie tylko - jak poprzednia grupa - zainstalować kamerę absolutnie gdziekolwiek, ale też potencjalnie zabrać ją ze sobą... gdziekolwiek tylko pojadą. Po dotarciu na miejsce - 5 minut i mają monitoring, a podczas zbierania się do domu - 5 minut i mają kamerę spakowaną do auta. I nie ma znaczenia, czy przyjechali na biwak, bardziej zorganizowany kemping, zostawiają samochód na kilka godzin w lesie czy odwiedzają budowę swojego nowego domu. C615G spisze się w każdej sytuacji, bez konieczności sprawdzania, jakie warunki są na miejscu.
A monitorowanie kamerą, która kosztuje mniej niż 500 zł, kampera za kilkaset tysięcy, budowy domu za podobną kwotę czy nawet namiotu z naszymi wyjazdowymi gratami - tak, to zdecydowanie ma sens.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.