REKLAMA

Polska kupuje kluczowe samoloty dla wojska. Prorosyjski internet dostał piany

Kupowanie najnowocześniejszych myśliwców świata bez zaplecza w postaci własnych tankowców przypomina zakup sportowego samochodu i jeżdżenie nim wyłącznie wokół własnego domu.

Kupowanie najnowocześniejszych myśliwców świata bez zaplecza w postaci własnych tankowców przypomina zakup sportowego samochodu i jeżdżenie nim wyłącznie wokół własnego domu. Polska przez ponad dwie dekady popełniała ten fundamentalny błąd, eksploatując flotę F-16 i przygotowując się do przyjęcia maszyn F-35 bez ani jednej własnej latającej cysterny. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten strategiczny absurd właśnie przechodzi do historii.
REKLAMA

Polska przez ponad dwie dekady popełniała ten fundamentalny błąd, eksploatując flotę F-16 i przygotowując się do przyjęcia maszyn F-35 bez ani jednej własnej latającej cysterny. Wszystko wskazuje jednak na to, że ten strategiczny absurd właśnie przechodzi do historii.

Polska armia zbliża się do uruchomienia jednego z najbardziej wyczekiwanych programów modernizacyjnych w historii Sił Powietrznych. Podczas briefingu prasowego w Madrycie, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział konkretne działania zmierzające do budowy nowych, kluczowych zdolności wojskowych.

REKLAMA

Co istotne, projekt ten ma zostać sfinansowany między innymi ze środków europejskiego programu SAFE. Głównym punktem tego planu jest pozyskanie wielozadaniowych samolotów tankowania w powietrzu, które diametralnie zmienią zasady gry na polskim niebie.

Koniec z uzależnieniem od łaski sojuszników

Obecna sytuacja polskiego lotnictwa wojskowego obnaża poważną asymetrię. Posiadamy świetnie wyszkolonych pilotów oraz nowoczesne maszyny bojowe, jednak ich realny promień działania oraz czas przebywania w strefie operacyjnej pozostają mocno ograniczone pojemnością wewnętrznych zbiorników paliwa.

W praktyce oznacza to, że podczas jakichkolwiek długotrwałych ćwiczeń, misji patrolowych czy potencjalnych działań obronnych, nasze myśliwce są całkowicie uzależnione od dostępności zagranicznych tankowców należących do sojuszników z NATO.

REKLAMA

Własna flota podniebnych cystern pozwoli polskim F-35 i F-16 na pełną niezależność operacyjną. Samoloty tego typu drastycznie zwiększają zasięg maszyn bojowych, umożliwiając im realizację zadań na dużych odległościach bez konieczności lądowania w celu uzupełnienia paliwa. To nie tylko wygoda logistyczna, ale przede wszystkim zdolność do natychmiastowej reakcji i utrzymania ciągłej obecności w powietrzu w sytuacjach kryzysowych.

Minister w sercu europejskiego lotnictwa

Zapowiedzi polityczne szybko zyskają odzwierciedlenie w konkretnych działaniach dyplomatycznych i przemysłowych. Szef MON odwiedza zakłady Airbusa w Getafe pod Madrytem, miejsce, gdzie produkowane oraz modyfikowane są maszyny Airbus A330 MRTT.

REKLAMA

Konstrukcja ta uznawana jest obecnie za jeden z najbardziej zaawansowanych i uniwersalnych systemów tankowania powietrznego na świecie, stanowiąc kręgosłup logistyczny wielu zachodnich armii.

Wizyta w hiszpańskich zakładach lotniczych stanowi bezpośredni wstęp do zaplanowanego spotkania Kosiniaka-Kamysza z minister obrony Hiszpanii Margaritą Robles. Rozmowy te mają dotyczyć zacieśnienia dwustronnej współpracy wojskowej oraz koordynacji projektów realizowanych w ramach europejskich programów obronnych.

REKLAMA

Grzechy przeszłości, które mszczą się do dziś

Potrzeba posiadania maszyn tankujących nie jest dla polskich strategów żadnym zaskoczeniem, mówiono o niej głośno już kilkanaście lat temu. Polska aktywnie uczestniczyła w rozmowach dotyczących wielonarodowego programu wspólnej floty tankowców NATO MRTT. Jednak w czasie, gdy resortem obrony kierował Antoni Macierewicz, Warszawa podjęła kontrowersyjną decyzję o ostatecznym wycofaniu się z tego projektu.

W efekcie państwa takie jak Holandia, Niemcy, Belgia, Normandia, Czechy czy Luksemburg z powodzeniem użytkują dziś wspólną, prężnie działającą flotę Airbusów A330 MRTT.

Polska natomiast pozostała bez własnych zdolności i przez kolejne lata musiała polegać na zewnętrznym wsparciu. Dzisiejsze próby reaktywacji tego programu to bolesne, ale absolutnie konieczne nadrabianie straconego czasu, za które przyjdzie zapłacić znacznie więcej, niż przed laty.

REKLAMA

F-35 bez tankowca traci połowę swojej wartości

Presja czasu staje się ogromna z powodu nadchodzących dostaw 32 myśliwców piątej generacji F-35. Te naszpikowane najnowocześniejszą elektroniką i trudnowykrywalne dla radarów maszyny mają stanowić absolutny fundament polskiego systemu odstraszania.

Eksperci wojskowi od lat alarmują jednak, że bez dostępu do tankowania w powietrzu potencjał bojowy tych maszyn zostanie drastycznie zmarnowany.

F-35 został zaprojektowany do operowania w głębi terytorium przeciwnika, prowadzenia skomplikowanego rozpoznania radioelektronicznego oraz precyzyjnego rażenia celów. Misje tego typu wymagają czasu i elastyczności.

Zmuszanie pilota do przerwania zadania i powrotu do bazy tylko z powodu kurczącego się zapasu paliwa drastycznie obniża efektywność operacyjną całego systemu, czyniąc z potężnego narzędzia obronnego maszynę o ograniczonych możliwościach taktycznych.

REKLAMA

Zakup F-35, modernizacja F-16 i budowa całego systemu obrony powietrznej mają sens tylko wtedy, gdy lotnictwo może działać przez długi czas i na dużych odległościach. Samolot bojowy startujący z bazy zawsze jest kompromisem między paliwem, uzbrojeniem i zasięgiem. Im więcej paliwa musi zabrać pod skrzydła, tym mniej miejsca zostaje na uzbrojenie albo zasobniki specjalistyczne.

Tankowiec powietrzny zmienia zasady gry. Myśliwiec może wystartować z większym zapasem uzbrojenia, a paliwo uzupełnić już po starcie. Może też dłużej patrolować wyznaczony obszar, nie wracać co chwilę do bazy i działać dalej od własnego lotniska. To szczególnie ważne dla państwa położonego na wschodniej flance NATO, gdzie czas reakcji i zdolność do utrzymania dyżurów bojowych mają znaczenie strategiczne.

Aby utrzymać w jednym miejscu nad Polską bojowy patrol powietrzny, potrzeba do wykonania tego zadania około ośmiu samolotów i 14 pilotów przez 12 godz. Mając tankowiec, mogę ten czas i liczbę pilotów zmniejszyć o połowę - mówił w grudniu 2023 r. gen. dyw. pilot Ireneusz Nowak, inspektor sił powietrznych.

REKLAMA

Już teraz, w związku z aktywnością rosyjskich dronów, bardzo potrzebujemy tych maszyn. Nalot dronowy trwa wiele godzin. W połowie nalotu samolot musiałby wylądować, zakołować na stoisko, zostać zatankowany, pilot musiałby ponownie do niego wsiąść, uruchomić silnik, wykołować i wystartować. To jakieś 40 minut na ziemi. Dzięki MRTT ten sam samolot spędza 10-15 minut w strefie tankowania, po czym wraca do walki – podkreślił w rozmowie z PAP mjr rez. pilot Michał Fiszer.

O tym, że zakup ten jest nam bardzo potrzebny, świadczy też liczba prorosyjskich trolli komentujących post wicepremiera. Prawica w Polsce od dawna sprzyja rosyjskiej narracji i nie inaczej jest tym razem. Wśród zarzutów pojawiają się takie kłamstwa jak sugerowanie, że zakup ten ma być przeznaczony dla Niemców albo Ukraińców. Pojawiają się także pytania, czy zakup ma związek z planowanym atakiem na Moskwę. O wyzwiskach i groźbach już nawet nie wspominam. Ręce opadają… Widać, że hasło "Murem za polskim mundurem" obowiązuje tylko wtedy gdy rządzi prawica.

REKLAMA

Wielozadaniowy gigant z Europy zmienia układ sił

Wybór Airbusa A330 MRTT jako głównego punktu zainteresowania polskiego rządu wydaje się w pełni uzasadniony. Maszyna ta nie jest jedynie zwykłą, latającą cysterną. To potężna platforma wielozadaniowa, która potrafi płynnie łączyć funkcje tankowca, strategicznego transportowca wojskowego oraz samolotu do masowej ewakuacji medycznej. Potencjał ten doceniły już armie Francji, Wielkiej Brytanii, Australii czy samej Hiszpanii.

Wprowadzenie A330 MRTT na rynek trwale przełamało dotychczasowy monopol amerykańskich producentów, którzy przez całą drugą połowę XX wieku dyktowali warunki w tej domenie. Europejska technologia udowodniła, że potrafi skutecznie połączyć rozwiązania ze świata lotnictwa cywilnego z rygorystycznymi wymaganiami pola walki.

Airbus A330 MRTT (Multi Role Tanker Transport) to obecnie jeden z najbardziej zaawansowanych samolotów tankowania powietrznego na świecie. Konstrukcja powstała na bazie cywilnego Airbusa A330-200, ale została gruntownie przebudowana na potrzeby wojskowe.

REKLAMA

Maszyna dysponuje imponującą pojemnością paliwa wynoszącą 111 t, co pozwala jej realizować misje tankowania bez konieczności instalowania dodatkowych zbiorników paliwa w kadłubie. Dzięki temu zachowuje pełne możliwości transportowe, a jednocześnie może przekazywać ogromne ilości paliwa innym statkom powietrznym.

Pod względem osiągów A330 MRTT należy do światowej czołówki. Samolot może pozostawać w powietrzu nawet przez 18 godz. a jego maksymalny zasięg wynosi około 16 tys. km. W konfiguracji transportowej jest zdolny przewieźć do 300 żołnierzy lub 45 t ładunku.

Konstrukcja wyposażona jest w system sztywnego wysięgnika (boom) oraz podskrzydłowe zasobniki z przewodami elastycznymi, dzięki czemu może tankować zarówno amerykańskie F-16 i F-35A, jak i europejskie Eurofightery czy Rafale. Wydajność tankowania sięga 3600 kg paliwa na minutę przy wykorzystaniu wysięgnika.

Ogromną zaletą A330 MRTT jest jego wielozadaniowość. Oprócz funkcji latającej cysterny może pełnić rolę strategicznego samolotu transportowego, maszyny do ewakuacji medycznej lub powietrznego centrum dowodzenia.

REKLAMA

W wersji medycznej na pokładzie można zainstalować do 40 noszy, miejsca dla 20 członków personelu medycznego oraz dodatkowych pasażerów. Airbus podaje, że samolot znajduje się obecnie na wyposażeniu 18 państw i odpowiada za ponad 90 proc. światowego rynku nowych tankowców wojskowych poza Stanami Zjednoczonymi.

Dla Polski wejście w ten system to nie tylko gigantyczny skok techniczny, ale przede wszystkim realny krok w stronę budowania strategicznej autonomii w ramach struktur bezpieczeństwa europejskiego.

REKLAMA
Bogdan Stech
Redaktor

Dziennikarz Spider's Web, zajmuje się tematyką militariów i obronności. Jest pasjonatem lotnictwa, broni pancernej i miłośnikiem symulatorów. Pisze o nowych technologiach, takich jak broń hipersoniczna czy laserowa. Interesuje się historią konfliktów oraz Chin i Wietnamu w XX wieku. Dziennikarzem jest od 1998 roku. Pracował w Super Expressie, Gazecie Wyborczej, Purepc. Jest autorem trzech książek poświęconych wojnie w Wietnamie. Prywatnie interesuje się również fizyką, grami, kotami i kolarstwem górskim.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA