Żar się leje z nieba, a oni koszą trawę. Co za przykry absurd
Choć od dawna mówi się, że zieleń obniża temperaturę otoczenia, to i tak przed największymi upałami - a nawet w ich trakcie - wypuszczono w polskich miastach kosiarki. Te natychmiast zabrały się do pracy. Nikomu niepotrzebnej.

"Czy jest coś bardziej bezmyślnego niż koszenie trawy w tak koszmarne upały?" - pyta Stanisław Łubieński, autor prowadzący profil Dzika Ochota. Prace uchwycone zostały w warszawskim parku Wielkopolskim, ale kosiarki ruszyły w teren w wielu polskich miastach. Wczoraj koszono w mojej okolicy, więc mogę obserwować żółte, wypalone placki pośród nielicznej zieleni.
Kosiarki aktywnie pracowały też w parku, który przez chwilę zachwycał swoją dzikością, ale ład i porządek przed falą upałów zostały wprowadzone. Rozumiem, że kosić czasami trzeba - o czym za chwilę - ale można zastanawiać się, czy teraz jest właściwy moment.
Tymczasem nawet na rządowych stronach znajdziemy apel zachęcający do tego, aby ograniczać koszenie w trakcie suszy.
W okresach intensywnej suszy, której w okresie letnim zazwyczaj towarzyszy wysoka temperatura powietrza, niskie koszenie trawnika prowadzi do nadmiernego pylenia z odsłoniętej powierzchni. Zbyt nisko przycięta trawa nie rozkrzewia się, lecz zaczyna zasychać - podkreślono.
Wymieniając korzyści z ograniczenia koszenia traw wyjaśniono, że trawa obniża temperaturę powietrza, utrzymuje wilgoć i zapobiega erozji ziemi oraz przyczynia się do spowolnienia odpływu wód opadowych. Deszcze przewidziane w prognozach są dopiero w przyszłym tygodniu, ale raczej do tego czasu skoszona dziś trawa raczej nie zdąży odrosnąć.
"Starszemu pokoleniu jak widać podoba się wypalona trawa i sucha ziemia. Ładniejsze to dla niego niż dłuższa, zielona trawa trzymająca wilgoć w glebie" - zauważa jedna z komentujących zdjęcie zamieszczone na profilu Dzika Ochota.
Tyle że nie tylko starszemu pokoleniu. Na jednej z osiedlowych grupek dotyczących Wrocławia czytam narzekania na wysoką trawę utrudniającą wychodzenie z psem. "Czy to normalne, że miasto kosi trawniki 1 raz przez cały rok?" - dziwi się mieszkanka jednej z bytomskiej dzielnic, która opieszałość postanowiła zgłosić władzom miasta. "Marzy ci się mieszkanie na pustyni?" - pytają sąsiedzi w dyskusji, zauważając, że koszenie przy takich wysokich temperaturach to jednak nie jest najlepszy sposób.
I niby miasta coraz częściej stają po stronie tych, którzy nawołują do ograniczenia koszenia
W Zielonej Górze władze w związku z falą upałów i trwającą suszą podjęły "ważną decyzję" – koszenie traw na terenach należących do miasta zostało wstrzymane. Argumentowano to m.in. tym, że wyższa trawa w upalne dni to naturalny sprzymierzeniec, wszak "realnie obniża temperaturę powietrza w swojej okolicy".
Zbyt nisko ścięty trawnik w takich warunkach natychmiast wysycha i zamienia się w piaszczyste klepisko. Chcemy tego uniknąć - zaznaczono i dodano, że wyjątkiem będą np. tereny przy skrzyżowaniach, przejściach dla pieszych i innych miejscach związanych z dbaniem o bezpieczeństwo.
Podobną decyzję podjęto w Łodzi, gdzie od 25 do 29 czerwca obowiązuje czasowe zawieszenie koszenia trawników i innych terenów zieleni. Powód to właśnie wysokie temperatury i brak opadów.
Podobne decyzje w wielu polskich miastach zapadały znacznie wcześniej
W Poznaniu liczba koszeń ograniczana jest od kilku lat. W 2020 roku średni wskaźnik koszenia trawników będących w administracji Zarządu Zieleni Miejskiej wynosił 6 razy w sezonie. Obecnie, w zależności od przebiegu pogody, wynosi ok. 3 razy - podsumowuje poznański ZZM.
ZZM wyjaśniał, że kosić czasami trzeba:
Koszenie pobudza trawy do krzewienia, czyli wypuszczania bocznych pędów. Dzięki temu darń jest gęsta, równa i odporna na deptanie, choroby oraz suszę. Trawa, której nie kosimy, w pewnym momencie przechodzi z fazy wegetatywnej w generatywną - przestaje produkować liście, a zaczyna kwiatostany i nasiona. Wtedy traci najbardziej pożądane cechy: liście pochłaniające zanieczyszczenia, zwartą darń i równomierną zieloną barwę.
Tyle że koszenie w trakcie suszy i upałów jest szczególnie nierozsądne, bowiem "koszenie połączone z brakiem wody jest dla murawy podwójnym stresem i może doprowadzić do jej szybkiego zniszczenia". A właśnie to dzieje się teraz w wielu polskich miastach.
Poznański ZZM zwracał uwagę, że temat koszenia bądź niekoszenia trawy budzi wiele emocji. Część mieszkańców chce zwiększenia częstotliwości prac kosiarek, inni oburzają się, że te wyjeżdżają zbyt często.
- Kosimy tam, gdzie to konieczne dla zdrowia trawnika i komfortu użytkowników, a zostawiamy fragmenty bardziej naturalne tam, gdzie ma to sens dla przyrody - wyjaśniono.
Pogłębiająca się susza glebowa stanowi problem zarówno dla ludzi, jak i zwierząt oraz roślin. Na zmiany klimatu musimy reagować natychmiast – zarówno w skali makro, jak i mikro. Jednym z naszych sprawdzonych już działań jest ograniczenie koszenia tam, gdzie to możliwie i bezpieczne, a także wspieranie bioróżnorodności. Dzięki temu wybrane obszary zamieniają się w półnaturalne miejskie łąki. Rzadsze koszenie niesie ze sobą korzyści – pozwala na stworzenie w przestrzeni Miasta rozleglejszych i bogatszych zbiorowisk roślinnych. Gatunki roślin znane z łąk są rajem dla zapylaczy. Należy również pamiętać, że wilgotne powietrze o obniżonej temperaturze pomaga walczyć z efektem miejskich wysp ciepła. Łąki miejskie to oazy naturalnej zieleni na zurbanizowanych terenach - argumentował natomiast Gdański Zarząd Zieleni.
Co się podoba, a co jest bardziej korzystne?
Nawet na rządowych stronach podkreślano, że często podejście do miejskich trawników to zwyczajnie kwestia estetyki. "Miejsca ze skoszonym trawnikiem wyglądają na zadbane i bardziej się podobają mieszkańcom" - stwierdzono.
Rodzi się tylko pytanie, czy żółta, sucha trawa ma cokolwiek wspólnego z ładnym, zadbanym trawnikiem. Być może nie, ale po prostu jest dowodem na to, że ktoś się terenem zajmuje, wykonuje swoje obowiązki i już to wystarcza. Uspokaja: uff, nie lenią się, działają. I co z tego, że to nie ma żadnego sensu.
Czy możemy sobie w dobie ekstremalnych temperatur pozwolić na takie prowizoryczne działania, udowadniające, że gospodarz jest, pilnuje, a teren nie leży odłogiem? Może raczej powinniśmy dążyć do uświadomienia, że zarośnięty trawnik wcale nie jest zaniedbany, a ta dzikość pełni bardzo ważną funkcję, szczególnie dziś?
Kompromisem jest samo ograniczenie koszenia, do czego namawia Witold Szwedkowski, autor facebookowego profilu Miejska Partyzantka Ogrodnicza.
Można kosić mozaikowo, fragmentarycznie - w różnym terminie, na różną wysokość, różną częstotliwością i inną techniką. Kto nie może się powstrzymać, niech kosi nawłociowiska, inwazyjne niecierpki, przymiotna białe, kanadyjskie, gałęziste... Inwazyjnych gatunków obcych do eliminacji jest dużo.
Cóż, może do takich akcji jak Ogólnopolskie Wstrzymanie Kosiarek zachęcą właśnie najbliższe gorące dni, które udowodnią, że łatwiej znieść upały w zielonym otoczeniu.
„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.