Jedyna kamera, jakiej będziesz potrzebować. Tak, ten ekran możesz odczepić
Nowa kamera od Insta360 potrafi nagrywać wideo w 8K, ma wbudowanego gimbala, dwa obiektywy i coś, czego nie ma żaden rywal. Poznajcie kamerę Insta360 Luna Ultra, z którą spędziłem ostatnie tygodnie i która... mogłaby być jedyną kamerą, którą zabierałbym ze sobą wszędzie.

Ale na początek szybka odpowiedź na pytanie:
Insta360 Luna Ultra, czyli właściwie co?

Czyli lekka, wręcz kieszonkowa kamera zintegrowana na stałe z mechanicznym gimbalem, stworzona przez Insta360 we współpracy z legendarną marką Leica.
Jednocześnie, pomimo kompaktowych rozmiarów, zbliżonych do telefonu, ten sprzęt oferuje dużo, dużo więcej niż niemal każdy smartfon.
I tak po prawdzie - oferuje też więcej niż to, co mogliśmy do tej pory spotkać w tym segmencie. A że nowości i faktycznie wyjątkowych cech jest naprawdę sporo, na początek trzy, które najbardziej... przemówiły do mnie.
W końcu dwa obiektywy.

Po pierwsze - i to jest chyba mój ulubiony dodatek - Insta360 Luna Ultra ma nie jeden, a dwa obiektywy.
Pierwszy, główny, to odpowiednik ogniskowej 20 mm, czyli szeroko. Jeśli chcemy vlogować z ręki, pokazać jakąś panoramę albo po prostu złapać szeroki kadr - korzystamy z tego obiektywu i przy okazji dużej matrycy typu 1 cal. Do czego zresztą jeszcze zaraz wrócimy.
Aczkolwiek, i to było moje zastrzeżenie do większości tego typu kamer, szeroki kadr jest przyjemny i użyteczny, ale to nie wszystko. I Insta360 Luna Ultra w prosty sposób na te narzekania odpowiada - drugim obiektywem.
I o ile poprzednio mieliśmy odpowiednik ogniskowej 20 mm, tak przy drugim obiektywie dostajemy 60 mm, czyli takie krótkie telefoto, zdecydowanie lepsze do węższych kadrów czy portretów i przy okazji bardzo sprawne przy nagrywaniu czy fotografowaniu makro.

Jak duża jest różnica między jednym a drugim obiektywem? Albo - jak to zapytał mój kolega z redakcji - czy ten drugi obiektyw faktycznie zmienia życie?


Odpowiedzi po kolei: tak, różnica jest ogromna. I tak, zmienia życie. Zresztą przyznam się - jestem fanem takich właśnie odrobinę dłuższych ogniskowych i w Luna Ultra korzystałem głównie z tego obiektywu. Co ważne, a czego się trochę obawiałem, ten mechaniczny gimbal nie ma większych problemów z tym, żeby skutecznie wystabilizować i tych 60 mm.

Co miłe, nie musimy machać palcem po ekranie, żeby z tego drugiego obiektywu skorzystać. Obok joysticka mamy fizyczny przełącznik, który może zmieniać przybliżenie albo skokowo, albo płynie. Przy okazji - według producenta możemy bezstratnie przybliżyć wideo sześciokrotnie, a maksymalnie - dwunastokrotnie.

W tym ekstremalnym przypadku dostaniemy ekwiwalent… 240 mm, ale to już wiadomo - ze stratą jakości. Przy czym wbrew pozorom - jest to momentami naprawdę użyteczne. Przykładowo tutaj "domyślny" kadr wyglądał tak:

A stopklatka z maksymalnego przybliżenia wygląda tak:

Czyli - jeśli nie mamy wyboru, to i z tego 12x skorzystamy i raczej nikomu nie będzie smutno, a materiał i tak nada się do publikacji.
Zresztą to dla mnie już samo to, że mamy fizyczne, optyczne krótkie telefoto, to już jest coś naprawdę wielkiego. Jeśli planujecie nagrywać albo robić zdjęcia portretowe, jakichś detali albo podobne - to tak, ten obiektyw musi być.
Aczkolwiek, nie jest to absolutnie najciekawszy dodatek w tym sprzęcie.
Ten panel... tak, odczepia się.

Tym czymś jest bez wątpienia odczepiany pilot. Cały ten frontowy panel ze wszystkimi przyciskami, ekranem i joystickiem można w ułamek sekundy zdemontować i zabrać ze sobą, sterując kamerą bezprzewodowo - z maksymalnie 20 m.
Co najlepsze - funkcje po odłączeniu pilota są dokładnie takie same, jak wtedy, kiedy pilot jest podłączony do kamery. Czyli możemy sterować gimbalem, możemy zaczynać i kończyć nagrywanie, możemy zmieniać tryby, ustawienia, wybierać obiekty do śledzenia i tak dalej. W skrócie - wszystko to, co możemy normalnie zrobić z kamerą, kiedy frontowy panel jest do niej przyczepiony.

Do czego to się może przydać? Właściwie to… do wszystkiego, szczególnie jeśli ktoś nagrywa sam. Nie trzeba już ustawiać kamery, potem włączać nagrywania, a potem biec we właściwe miejsce, a w domu odcinać ten początkowy fragment. Tutaj odczepiamy pilota, ustawiamy kamerę, idziemy gdzie trzeba i dopiero wtedy nagrywamy.
Dużo łatwiej jest też tak np. włączyć śledzenie obiektów czy zmienić inne funkcje i to wszystko bez sięgania po telefon i uruchamiania aplikacji, co zawsze zajmuje czas.

Zresztą takich przypadków, kiedy możemy chcieć odpiąć pilota, jest więcej. Na przykład jeśli ustawiamy kamerę tak, że nie chcemy albo nie powinniśmy przy niej stać. Albo jeśli nie możemy do niej bezpośrednio sięgnąć, bo na przykład kamera jest zamontowana gdzieś z tyłu albo na zewnątrz samochodu.
I takie przykłady można mnożyć, szczególnie jeśli ktoś nie wędruje wszędzie z ekipą do obsługi i wszystko musi robić sam. A z takim pilotem jest po prostu wygodniej.
8K robi robotę.

Wygodnie też będziemy mieć po zakończeniu nagrywania, kiedy siądziemy do obróbki materiału.
Powodów jest kilka, ale podstawowym z nich jest to, że Luna Ultra jest w stanie nagrywać wideo w rozdzielczości 8K. I tak, wiem, co możecie powiedzieć, po co 8K, skoro mało kto ma taki ekran, a wszystko i tak idzie w sociale w fullhd.
Odpowiedź jest prosta i brzmi: przycinanie.
Nie, nikt nie nagrywa 8K po to, żeby potem publikować 8K. Nagrywa 8K po to, żeby mieć pełną swobodę w kadrowaniu, bez utraty jakości. Albo po to, żeby mieć zapas na przykład przy stabilizacji w postprodukcji, choć akurat nie wiem, czy tutaj to będzie potrzebne - Luna Ultra ma i trójosiową stabilizację mechaniczną, i stabilizację software’ową. Ale - jak pewnie większość osób już się w życiu przekonała - lepiej jest mieć ten zapas pikseli.
Jak możemy nagrywać z Luna Ultra?
Właściwie to tak, jak chcemy.
W poziomie możemy nagrywać we wspomnianym 8K do 30 klatek na sekundę. W 4K możemy nagrywać do 120 klatek, więc jak ktoś chce samodzielnie robić slow motion - może to zrobić. A jeśli wybierzemy Full HD, to maksymalna liczba klatek wzrośnie do… 240. I tak, nie ma to aż takiej szczegółowości i jakości jak tryb 4K, ale potrafi wyglądać absolutnie zjawiskowo.
Mało tego - możemy nagrywać nie tylko w proporcjach 16:9, ale też i np. 1:1. Przy czym jeśli wybierzemy kwadrat, to mamy maksymalnie 3K i 60 klatek na sekundę.
Jeśli natomiast wolimy nagrywać w pionie, to mamy albo 9:16 i maksymalna rozdzielczość to 3K, a liczba klatek w tym trybie to 60.
Z pomocą przychodzą też gotowe tryby wideo. Wszystkie.

Poza standardowym trybem filmowania mamy jeszcze zatrzęsienie dodatkowych opcji. Jest wspomniane slow motion, jest panorama - i to i 360 stopni, i osobno 200 megapikseli 2:1, jest timeshift, jest timelapse z gotowymi trybami, jest tzw. Czyste Wideo, czyli tryb przeznaczony do nagrywania w nocy z zadbaniem o to, żeby szumów było jak najmniej (i działa zaskakująco dobrze).
Jest też oczywiście opcja robienia zdjęć, przy czym tutaj dwie istotne uwagi. Po pierwsze - można robić zdjęcia w RAW. Po drugie - można robić zdjęcia w standardowych proporcjach 4:3, więc znowu - po inny sprzęt nie trzeba sięgać. Bo mamy RAW, mamy 4:3 i mamy 2 obiektywy.
Insta360 Luna Ultra - jak wypada jakość zdjęć i filmów?

Mógłbym oczywiście zacząć od całej litanii tego, co w specyfikacji. Czyli że jest nagrywanie 8K, jest 10-bitowy I-LOG, że jest nagrywanie Dolby Vision. I tak dalej, i tak dalej.
Ale to, co było dla mnie najciekawsze, to to, jak banalnie łatwo było z tej kamery dostać ładnie wyglądający obrazek… w ogóle się nie starając. Takie najprostsze - wyjmij kamerę, włącz nagrywanie, ciesz się, że wygląda ładnie, nie musisz potem siadać do obróbki.

Czego to zasługa? Poza samym sprzętem głównie wbudowanych profili kolorystycznych. Trzy z nich są zaprojektowane we współpracy z Leicą, a kilka kolejnych jest inspirowanych absolutnymi klasykami. I tak jak zazwyczaj nie jestem fanem takich gotowców, tak tutaj miałem momentami problem z tym, żeby zdecydować się, który podoba mi się najbardziej i z którego chciałbym aktualnie skorzystać.

Co ważne - te profile działają nie tylko w trybie automatycznym, ale i w trybie zaawansowanych ustawień, gdzie samodzielnie ustawiamy na przykład ekspozycję, balans bieli i inne detale. Czyli można je uznać za taką bazę dla tego, jaki klimat będzie miało nasze nagranie, tym bardziej, że te profile działają nawet wtedy, kiedy nagrywamy w LOG-u. Więc mamy i zapisany materiał z większą ilością danych, i jest już w tym stylu, który dla niego wybraliśmy.

W skrócie: jest mniej roboty, a efekt potrafi być świetny. A jeśli komuś podobają się te kolory, ale na przykład efekt jest dla niego zbyt mocny, to jeszcze każdy profil kolorystyczny ma trzy poziomy intensywności. Mało tego - takie kompletne presety można sobie udostępniać - wystarczy zeskanować kamerą odpowiedni kod QR i gotowe.
Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby nie korzystać z tych profili i wszystko robić na całkowicie domyślnych albo na całkowicie ręcznych ustawieniach, ale będę się upierał przy tym, że to będzie główna siła Insta360 Luna Ultra. To, że dostajemy prosto z pudełka opcję błyskawicznego dobrania odpowiedniego stylu kolorów i podczas nagrywania skupiamy się… na nagrywaniu. A podczas obróbki nie skupiamy się na niczym, bo materiał jest obrobiony jeszcze w kamerze.

Co do samej jakości wideo, to przyznam, że trudno mi się do czegokolwiek przyczepić, szczególnie biorąc pod uwagę rozmiar tego urządzenia i wszystkie jego funkcje. Wręcz przeciwnie - niektórymi nagraniami z tego kieszonkowego sprzętu byłem absolutnie zachwycony.
Powody? Po pierwsze - matryca jest większa niż w większości telefonów, więc mamy całkiem spore pole do popisu w trudniejszych warunkach oświetleniowych, zanim zaczną pojawiać się szumy.

Te dwa obiektywy są też bardzo jasne, więc nie tylko dostajemy całkiem sporo światła, ale też możemy pięknie i naturalnie rozmyć tło - szczególnie przy naszym telefoto. Do tego jeszcze dochodzi bardzo dobrze działający focus, w trybie ciągłym albo jednorazowym i też dobrze działający automatyczny balans bieli. Jeżeli do czegoś miałbym się przyczepić, to chyba tylko do tego, że chciałbym mieć opcję blokady balansu bieli po rozpoczęciu nagrywania. Ale jest zawsze opcja manualna.
Oczywiście gdzieś jest granica i jakości wideo, i tego braku widocznych szumów, to nie jest pełna klatka z wielkim obiektywem, ale coś za coś. Luna Ultra waży 232 gramy. Moja prywatna kamera, z moim prywatnym obiektywem, waży prawie 2 kilogramy. I to bez gimbala.

W skrócie: jeśli miałbym ze sobą zabrać na całodzienny wypad w góry jedną kamerę, to pewnie zabrałbym tę, a nie jakiegoś kilkukilogramowego klocka. Jakość i tak będzie świetna, a przynajmniej nie zmęczę się dodatkowo. Zresztą nie bałbym się też wykorzystać tej kamery w służbowych zastosowaniach, szczególnie tam, gdzie nie zmieści się większy sprzęt.

Nie jest to coś, co napisałbym o każdej takiej kamerze… bo nie każda ma ten drugi obiektyw. W sumie tak jak mówiłem - fajnie jest mieć szeroki kąt, ale to w końcu naprawdę nudzi. A tutaj - chcę mieć pejzażyk, to mam. Chcę mieć portret - mam. Chcę mieć zbliżenie na kroplę wody na liściu - mam.
Świetnie dopracowano też śledzenie obiektów - niezależnie od sytuacji.

I to wcale jeszcze nie jest koniec, bo Luna Ultra do pakietu ułatwień dorzuca śledzenie. I to śledzenie, które działa naprawdę dobrze, a do tego chyba przemyślano każdy scenariusz i przygotowano na niego odpowiednią opcję.
Przykładowo - nagrywamy się sami i nie chcemy demontować pilota. Śledzenie ma opóźnienie 5 sekund, zanim zacznie szukać obiektu, a potem bez problemu łapie człowieka w kadrze.
Chcemy śledzić nasz obiekt - i to może być absolutnie dowolny typ obiektu - w centrum kadru. Klikamy na niego dwa razy i gotowe, gimbal będzie zawsze podążał za nim.
Chcemy śledzić ten obiekt w innym miejscu siatki, ale tak, żeby zachować kadr. Żaden problem, wybieramy odpowiednią część kadru, odpalamy śledzenie i gotowe.
I to po prostu… działa, przy naszym minimalnym udziale. Możemy nawet ustawić gimbal na statywie - korzystając z dokładki ze złączem 1/4 cala - i ten będzie śledził nas albo grupę osób, jeśli chcemy zrobić zdjęcie rodzinne.
Przy nagrywaniu z ręki i na przykład podążaniu za obiektem też wysiłku nie będzie prawie żadnego. Wprawdzie jest tutaj klasyczna, delikatna gimbalowa bezwładność na przykład przy zmianie kierunku ruchu, ale to każdy załapie w kilka minut.
Co warto wiedzieć poza tym?

Chociażby to, że kamera ma wbudowane 47 GB pamięci, więc jeśli zgubimy albo zapomnimy zabrać karty microSD - i tak mamy sporo miejsca na nagrywanie. Miło też, że urządzenie nie tylko wytrzyma do 4 godzin bez ładowania (przy nagrywaniu 1080p), ale - przede wszystkim - że jesteśmy w stanie szybko je naładować. Z moich obserwacji wynika, że od prawie 0 do 100 proc. naładujemy kamerę w mniej niż 40 minut.
Poza tym, jeśli ktoś chce na poważnie zacząć bawić się w tworzenie wideo, to jak najbardziej może to z tym sprzętem zrobić. Bez problemu można dokupić do niego filtry ND, opcjonalny filtr mist, a że w I-LOG możemy nagrywać w niemal każdym istotnym ustawieniu rozdzielczości i liczby klatek (8K do 30 kl./s, 4K do 120 kl./s), to bardzo późno odbijemy się tutaj od techniczno-jakościowej ściany.
Z miłych bonusów - w zestawie dostajemy osłonę przeciwwiatrową na mikrofon, która faktycznie pomaga w trudniejszych warunkach. Zresztą na plus trzeba zaliczyć tej kamerze naprawdę rozbudowane opcje związane nawet z wbudowanym systemem audio - przykładowo wybór tego, z jakich kierunków ma "zbierać" najwięcej dźwięków.

Insta360 Luna Ultra - czy warto?

Tak, Insta360 Luna Ultra nie jest tanim sprzętem, ale jak za to, co dostajemy - ta cena jest absolutnie uzasadniona. Tym bardziej, że dostajemy właściwie kompletny sprzęt do nagrywania i to nie tylko szybkich vlogów z ręki, ale też rzeczy, które będą potem faktycznie wyglądały „wow”.
Dla mnie przy tym największym argumentem za Insta360 Luna Ultra jest ten drugi obiektyw. To właśnie on sprawił, że mając tę kamerę w ręce, przestałem myśleć o tym, że niby wszystko fajnie, ale chciałbym mieć trochę węższy kadr, a nie chcę walczyć z cyfrowym zoomem. I tutaj tej myśli szczęśliwie nie było - chciałem szeroko, było szeroko. Chciałem wąsko albo makro - było wąsko albo makro.
I jeśli doliczyć do tego jeszcze nagrywanie 8K, duży wybór dobrych profili kolorystycznych, opcję nagrywania w I-Logu, robienia zdjęć w RAW, bardzo dobry system śledzenia i prawdziwego, mechanicznego gimbala, to tak:
Jak najbardziej może to być jedyna kamera, którą masz przy sobie. I nie będziesz narzekać.
Redaktor prowadzący Spider’s Web i autor tekstów na Autoblogu. Od 2008 r. nieprzerwanie publikujący w serwisach internetowych, a od ponad 10 lat na stałe związany z Grupą Spider’s Web. Regularnie pisze o tym, co go fascynuje - o smart domu, zegarkach sportowych, motoryzacji i… rowerach. A że przy okazji uwielbia porządek, jeśli w redakcji pojawi się odkurzacz albo robot koszący do przetestowania, trafi właśnie do niego. Do tej pory napisał setki recenzji i - uwaga - większość sprzętów, które rekomendował, później sam sobie kupił.