REKLAMA

Rozstawiają fotopułapki na mieszkańców. Kamery działają, kary już nie

Straż Miejska ma sposób na walkę z niesfornymi mieszkańcami, przez których części miasta szybko zamieniają się w dzikie wysypiska. Skuteczność jest niby niezła, ale zawsze musi być przecież jakieś "ale".

sopot
REKLAMA

"Strażnicy miejscy z Sopotu dostaną nowe narzędzia do walki z nielegalnymi wysypiskami śmieci" - informuje portal trojmiasto.pl. Już teraz służby dysponują trzema fotopułapkami, wkrótce dojdą do tego cztery kolejne. 

Jak informuje portal, za pomocą kamer pilnowane są najbardziej newralgiczne pod względem nielegalnych odpadów obszary miasta. Rejon będący pod obserwacją wyznaczany jest także na podstawie zgłoszeń samych mieszkańców. 

REKLAMA

Dzięki przeprowadzonym kontrolom pouczono pięć osób, a siedem ukarano mandatami na łączną kwotę 1,7 tys. zł - relacjonuje trójmiejski serwis.

Według strażników mieszkańcy najczęściej podrzucają stare meble albo odpady zielone. Swoje dokłada też gastronomia, która zapycha kontenery czy kosze m.in. wielkimi kartonami. Kiedy zaczyna brakować miejsca, reszta odpadów ląduje tuż obok. I robi się nieciekawie. 

To zresztą charakterystyczne dla wielu dzikich wysypisk

Wystarczy, że w jakimś miejscu ktoś porzuci śmieci, a bardzo szybko znajdą się naśladowcy. W całej Polsce mówi się o efekcie kuli śniegowej. Łatwo zostać śmieciowym pionierem. Niektórzy czują się usprawiedliwieni widząc niezadbaną przestrzeń - porośniętą, dziką, pozostawioną samą sobie. Myślą, że skoro o tym kawałku świat zapomniał i teren najwyraźniej spisano na straty, można dołożyć swoją cegiełkę, która i tak niczego nie zmieni, niczego nie zepsuje - bo to stało się już dawno. Tymczasem takie dzikie enklawy są bardzo ważne, ale przez niezrozumienie bywają dewastowane. Fakt, że nic tam nie ma, wcale nie oznacza, że można śmiecić. Wiele osób tak jednak robi. 

Nielegalne wysypiska to nie tylko problem odpadów pozostawionych w przestrzeni miejskiej, ale także zjawisko odsłaniające szersze mechanizmy społeczne związane z odpowiedzialnością za wspólną przestrzeń, codziennymi praktykami mieszkańców i sposobami organizowania miejskiego ładu - zwracali uwagę naukowcy z Wydziału Nauk Geograficznych na Uniwersytecie Łódzkim.

REKLAMA

W Sopocie każdy taki nielegalny czyn może zostać uwieczniony i ukarany

Straż Miejska podkreśla, że mobilne fotopułapki montowane regularnie w różnych punktach miasta "zaczynają przynosić spodziewane efekty". Nic im nie umknie, bo urządzenia działają całą dobę i "błyskawicznie rejestrują każdego, kto wyrzuca odpady niezgodnie z harmonogramem".

REKLAMA

To działanie całą dobę jest zresztą częstym problemem w przypadku kamer montowanych przy śmietnikach. Motywacja spółdzielni, które decydują się na taki krok, jest podobna. Chodzi w końcu o to, aby wreszcie było czysto: nikt nie zostawiał worków pod wiatami, nie podrzucał swoich śmieci do nie swojego kontenera, obciążając w ten sposób sąsiednią wspólnotę. Władze chcą się bronić, ale mieszkańcy czują się niepotrzebnie monitorowani - nawet wtedy, gdy w klapkach idą ze śmieciami, są obserwowani. Wielu osobom to przeszkadza, a sądy w Polsce już mówią, że mają rację

"Bez grzywien po minimum 5000 zł to nie ma co się przejmować takim monitoringiem" - pisze o sopockich fotopułapkach jeden z komentujących

I trudno nie zgodzić się z tym punktem widzenia. Owszem, urządzenia są skuteczne, bo przyłapują na gorącym uczynku tych, którzy z wspólnej przestrzeni robią prywatny śmietnik. Tylko czy kara zniechęca do powtórki? Czy odstrasza innych? Wyrok zostanie wykonany, fotopułapka może dostarczyć dowód, który nie pozostawi złudzeń - czy konsekwencje są jednak na tyle wysokie, by nie wliczać ich w koszta, by nie dojść do wniosku, że pójście na skróty i tak bardziej się opłaca? 

REKLAMA

Mamy olbrzymi problem ze śmieciami i widać to gołym okiem. Zobaczymy, czy fotopułapki w Sopocie będą jednym z narzędzi do rozwiązania tej kwestii, czy raczej będziemy świadkami zabawy w kotka i myszkę. Miasto obserwuje jedno miejsce, to śmieciarze z workami przerzucają się w inne. Oby nie, ale trudno być optymistą. 

"Czystość i porządek zależą od wszystkich" - przypomina sopocka Straż Miejska. Przykro, że nie jesteśmy w stanie tej prostej prawdy wyegzekwować inaczej, niż tylko ciągłym patrzeniem innym na ręce i wysokimi karami.

REKLAMA
Adam Bednarek
Redaktor

„Ekstatycznie umiłował morze”, ale mieszka w Łodzi. Lubi pisać o tym, jak technologia wpływa na człowieka, politykę, ekonomię, ekologię, architekturę czy miasta, zastanawiając się przy tym, czy dzięki niej możemy żyć jeśli nie lepiej, to chociaż inaczej. Gra też na Nintendo Switch, a zamiast Xboksa i PlayStation woli Stadię i GeForce Now, bo granie w chmurze to przyszłość.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA