Chcą zakazać fajerwerków w całej Polsce. Tylko po co ten wyjątek?
Fajerwerki to gorący i głośny temat - dosłownie i w przenośni. Posłowie chcą, żeby w końcu zrobiło się spokojnie. Tyle że zabrakło im konsekwencji.

Jak informuje PAP, Sejm pracuje nad ustawą ograniczającą używanie fajerwerków. Projekt ustawy zakłada zakaz używania wybranych fajerwerków, m.in. małych wyrzutni i petard. Miałby zacząć obowiązywać od lipca 2027 r.
- Zakaz będzie dotyczył osób fizycznych, a nie przedsiębiorców i jednostek naukowych. Jednak Rada Gminy może w drodze uchwały określić, że zakaz nie obowiązuje. Głos suwerena jest bardzo ważny - wyjaśnia posłanka Koalicji Obywatelskiej Katarzyna Piekarska, cytowana przez Polskie Radio.
Z kolei Daria Gosek-Popiołek z Lewicy przywołała statystyki Straży Pożarnej, która tylko w trakcie ostatniego sylwestra interweniowała 775 razy, w tym 546 razy w związku z pożarami.
Na skutek użycia fajerwerków zdarzają się wypadki śmiertelne i trwałe okaleczenia. Kilka minut zabawy nie jest tego warte - stwierdziła Gosek-Popiołek.
Już wiadomo, że projekt ustawy nie zostanie poparty przez wszystkie partie. Waha się PSL. Posłowie ugrupowania nie chcą ograniczenia sprzedaży i zakupu materiałów pirotechnicznych.
Pojawiają się też głosy, że projekt jest zbyt delikatny i konieczny jest całkowity zakaz
Tymczasem samorządy mogłyby zezwolić na korzystanie z fajerwerków... 31 grudnia i 1 stycznia.
Dla mnie niewystarczający, bo ja bym chciała takiego totalnego zakazu. Ten projekt jednak dopuszcza wyjątek. Właśnie w sylwestra, gdzie to jest ten newralgiczny moment. O te dni chodzi, kiedy te fajerwerki są największym problemem dla ludzi i dla zwierząt. Bo to nie jest tylko kwestia cierpienia zwierząt, ale także i ludzi. Dzieci w spektrum autyzmu, osób starszych, osób z zespołem stresu pourazowego - oświadczyła w programie "Tak jest" TVN24 adwokatka Katarzyna Topczewska.
Oczywiście rada gminy mogłaby zadecydować o wyjątku, ale nie musiałaby tego robić, co w wielu przypadkach byłoby krokiem w dobrą stronę. Są już przecież miasta, które nie zgadzają się na huk wystrzałów. Można jednak założyć, że będą gminy, które skorzystają z otwartej furtki i uchylą zakaz.
Zakaz używania fajerwerków przez cały rok, ale z wyjątkiem sylwestra i nowego roku, to próba wypracowania zgniłego kompromisu. Zjeść ciastko, ale mieć ciastko. Działania zostaną podjęte, lecz problem nie będzie wyeliminowany.
Równie dobrze można byłoby zaproponować zakaz gry w piłkę na szkolnych boiskach, bo sąsiedzi skarżą się na hałas, ale można byłoby go uchylić w godzinach 6:00 - 22:00. Moglibyśmy umówić się, że w zimowe miesiące nie jemy pączków, żeby nie psuć noworocznych postanowień, ale wyjątkiem byłby Tłusty Czwartek. I tak dalej, i tak dalej.
Jasne, fajerwerki bywają odpalane przez cały rok i słychać je podczas miejskich festynów czy innych imprez, ale prawdziwe apogeum to właśnie sylwester. Niby metoda małych kroków może wydawać się rozsądna, ale największy problem nadal nie zostanie wyeliminowany.



















