Techland rozbił bank darmowym dodatkiem. Tego chciałem w Dying Light
Techland zapowiedział darmowe rozszerzenie gry Dying Light: The Beast, o nazwie Restored Land. W nim wprowadzono rozwiązanie, o którym marzyłem przechodząc pierwszy raz Bestię – permanentne usuwanie zombie z otwartego świata.

Dying Light: The Beast to w moim sercu ta prawdziwa, godna i właściwa druga odsłona polskiej serii z zombie. Co prawda Bestia jest mniejsza od DL2 pod względem skali, za to oferuje znacznie więcej frajdy. Wszystko jest tu bardziej mięsiste, klimatyczne, ciekawe i zróżnicowane. Jeśli nie graliście, musicie to zmienić. The Beast jest rewelacyjne, zwłaszcza kilka miesięcy od premiery, po tonie poprawek.
Dying Light: The Beast jest świetne, ale jedna rzecz niesamowicie mnie wkurza(ła): ciągły powrót zombie, mimo ich eksterminacji.
Ubijając żywe trupy w The Beast, czułem się jak w Dniu Świra. Po każdej nocy zombie magicznie wracały na swoje miejsca. Mój czas poświęcony na cięcie, podpalanie, miażdżenie i rozszarpywanie był więc marnowany. Świat gry nie był w stanie wygenerować satysfakcjonującego poczucia progresu. Szkoda, bo efekt zmiany to coś, co uwielbiam w grach wideo.
Marzyło mi się, żeby ulice i domy, które oczyściłem w The Beast, pozostawały bezpieczne. Jasne, od czasu do czasu nowy szwędacz wypadałby naturalnie, ale kompletny, cykliczny reset wszystkich wrogów był jak wielki środkowy palec w kierunku gracza. Zwłaszcza, że miejsce akcji najnowszego Dying Light to małe miasteczko i rezerwat. Nie ma tu setek tysięcy żywych trupów, racjonalizujących nieustanne tłumy na ulicach.
Lubię widzieć, jak zainwestowany czas w rozgrywkę powraca w wymiernej formie. Zwłaszcza w produkcjach cRPG oraz takich z otwartym światem. The Beast nie tylko tego nie oferowało, ale wręcz zniechęcało graczy do eksterminowania zombie. Po co, skoro wrócą o poranku, wraz z brzaskiem, niczym Gandalf? Twórcy gry wyznaczyli ramy, przez które nie dało się w pełni cieszyć ich własnym dziełem. Zwłaszcza bawiąc się solo.

Teraz Techland wyciąga wnioski i wprowadza kapitalne darmowe rozszerzenie: Restored Land.
Restored Land to alternatywny tryb rozgrywki, w której raz pokonany zombie nigdy się nie odradza. Jeśli oczyszczasz budynek z zombie, zostaje bezpieczny. Jeżeli niszczysz gniazdo potworów, maszkary nie wracają. W ten sposób gracze mogą oczyszczać całe ulice oraz dzielnice otwartego świata, później z dumą spacerując po bezpiecznym miasteczku. Właśnie na coś takiego czekałem!
Aby nie było zbyt prosto, w trybie Restored Land znacznie trudniej będzie o surowce, bronie i przedmioty. Dzięki temu każde starcie ma być istotne, trudne oraz godne zapamiętania. Dla mnie to zdecydowana zmiana na plus, silniej przesuwająca ciężkość rozgrywki na dokładną eksplorację. W bazowym The Beast omijałem sporo skrzyń i półek. Teraz będę czyścił mieszkania szuflada po szufladzie.
Do tego Restored Land wylewa na The Beast survivalową polewę. W grze pojawi się mechanika głodu, wywołującego negatywne konsekwencje. Energia w latarce będzie się wyczerpywać, a gracz musi szukać baterii. Z kolei przedmiotów w sklepach będzie mniej, ponadto znacznie wzrośnie ich cena. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to wszystko zmiany na plus. Ach, no i ważna kwestia – Restored Land to tryb wyłącznie do rozgrywki solo.
Za darmo biorę w ciemno i natychmiast wracam do Dying Light: The Beast
Restored Land to darmowe rozszerzenie dla wszystkich posiadaczy bazowej wersji. Aktualizacja wprowadzi nie tylko wspomniany tryb, ale także wyzwania samochodowe. Nowości to także świeże animacje walk, kolejne wyzwania, poprawki wydajności oraz nowe elementy misji. Cały ten obfity pakiet pobierzemy już 26 marca i szczerze, nie mogę się doczekać.
Więcej o grach na Spider's Web:



















