1. SPIDER'S WEB
  2. Foto
  3. Tech
  4. Technologie

Podłączyłem lampę za 9000 zł do iPhone’a. Oto efekty

Profoto B10X

- Co robi aplikacja ProfotoCamera na twoim iPhonie, a raczej jak się ona tam znalazła? - A niechcący zainstalowałem. - Sesję robiłeś. Lampą za 9000 zł.

To nawiązanie do słynnego mema autorstwa mojego redakcyjnego kolegi jest nieprzypadkowe. Profoto coraz śmielej sugeruje, że ich lampy błyskowe nie tylko można połączyć z iPhone’em, ale też warto to zrobić. Podjąłem zatem wyzwaniem i sprawdziłem, jak to działa.

Profoto B10X

Zacznijmy jednak od samej marki Profoto. Dla jednych to legenda (by nie powiedzieć religia), dla innych przerost formy nad treścią, do tego z kosmiczną ceną. Fakty są jednak takie, że ta szwedzka firma produkuje oświetlenie fotograficzne od 1968 r., a w ostatnich latach regularnie powraca z nowościami, które faktycznie szokują ceną. Tak było m.in. w przypadku Profoto A10, „najmocniejszej lampy studyjnej świata”, kosztującej 5 tys. zł, czyli dwukrotnie więcej niż topowe lampy Canona czy Sony. Reporterski flash wyróżniał się nie tylko mocą, ale i niecodzienną konstrukcją z okrągłym palnikiem.

Dziś chcę wam jednak przedstawić produkt z zupełnie innej kategorii, a jest nim najnowsza lampa Profoto B10X. Debiutowała ona 9 września wraz z większym modelem B10X Plus, a ja już miałem okazję jej się przyjrzeć.

Profoto B10X - z czym się to je i dlaczego ta lampa kosztuje 9 tys. zł?

Profoto B10X

Profoto B10X to lampa skierowana nie tylko do fotografów, ale też do filmowców, ponieważ obok światła błyskowego ma też światło ciągłe. Jest ono na tyle mocne, że posłuży nie tylko do modelowania oświetlenia w sesji foto, ale też jako pełnoprawne oświetlenie przy filmowaniu.

Sprzęt ma własny akumulator, dlatego możemy używać go nawet w plenerze. Profoto B10X, choć ma bardzo dużą moc, zaskakuje małym rozmiarem. Sprzęt waży 1,5 kg, jest świetnie wykonany i czuć, że mamy do czynienia z produktem klasy premium. Całość dociera do klienta w bardzo zgrabnym i solidnym etui, ale w cenie 9 tys. zł taka dbałość o detale i akcesoria nie powinna dziwić.

Jaką mocą dysponuje Profoto B10X? Producent deklaruje, że w trybie błyskowym jest to 250 Ws, czyli aż pięciokrotnie więcej niż typowa lampa reporterska. Taka moc robi wrażenie, szczególnie biorąc pod uwagę bardzo kompaktowe rozmiary lampy. Moc możemy regulować w zakresie 10 stopni przysłony, z dokładnością do 1/10 wartości przysłony. Mamy więc stop poziomów regulacji mocy. Z kolei w trybie ciągłym moc diody LED wynosi 3250 lumenów, czyli o 30 proc. więcej niż w poprzedniku. Temperaturę barwową możemy regulować w zakresie 3000-6500 K, a współczynnik oddania koloru CRI mieści się w przedziale 90-96.

Profoto B10X

Lampa Profoto B10X obsługuje technologie TTL oraz HSS (High Speed Sync). Do tego błysk jest przeładowywany bardzo szybko, bo przeładowanie pełnej mocy zajmuje od 0,05 do 1,3 s, w zależności od serii i wcześniejszego czasu pracy. Na uwagę zasługuje też wbudowany odbiornik radiowy Profoto jak i łączność Bluetooth, którą producent ukrywa pod nazwą własną Profoto AirX.

Obsługa lampy jest bardzo prosta, a składają się na nią trzy przyciski.

Cały system obsługi jest szybki i niezwykle intuicyjny. Bazuje tylko na trzech przyciskach oraz na dużym, czytelnym ekranie.

Profoto B10X

Prawy przycisk to włącznik i błysk kontrolny. Środkowe pokrętło (pełniące też rolę przycisku) pozwala ustawiać moc świecenia w stupoziomowej skali. Możemy też wcisnąć przycisk i go przekręcać, a wówczas regulujemy moc skokowo (szybciej, lecz mniej precyzyjnie) co jedną przysłonę. Lewy przycisk włącza światło ciągłe, a jako pokrętło odpowiada za barwę świecenia. Nad przyciskami znajdziemy duży, bardzo czytelny i intuicyjny wyświetlacz pokazujący aktualną moc. Możemy na nim również wyświetlić menu, które również jest wyjątkowo intuicyjne.

Lampę Profoto B10X zamocujemy na statywie za pomocą odkręcanego motylka. Ma on bardzo wysoką jakość i precyzyjny system dokręcania, dzięki czemu nawet po założeniu dużych softboksów całość jest bardzo stabilna. Przy dużych modyfikatorach przydałaby się jednak jakaś forma uchwytu, dzięki któremu dostosowanie kąta padania światła byłoby wygodniejsze. Łapanie lampy bezpośrednio za puszkę nie jest najwygodniejsze.

Profoto B10X

Sporym plusem jest wbudowany uchwyt na parasolki. Jeśli jednak chcemy użyć innych modyfikatorów systemowych, musimy dokupić adapter typu Speedring kosztujący ok. 500 zł. Można też kupić adapter na system mocowania Bowens.

Jak wypada lampa za 9000 zł w połączeniu z iPhone’em?

Profoto B10X

W sieci nie brakuje testów poprzednika lampy Profoto B10X, czyli modelu B10. Wielokrotnie udowodniono, że jest to sprzęt profesjonalny w każdym calu, dający przeogromny potencjał kształtowania światła zarówno w plenerze jak i w studiu. Powiedzmy sobie wprost, że po lampie za 9000 zł nie można oczekiwać niczego innego.

Profoto coraz mocniej promuje jednak wykorzystanie swoich lamp w połączeniu z iPhone’em, co postanowiłem przetestować. W wielu materiałach firmy widzimy profesjonalne sesje wykonane smartfonem, a do tego Profoto znalazło zastosowanie nawet na sesjach okładkowych wykonywanych przez szalonych fotografów pracujących iPhone’em.

A zatem powiedziałem „sprawdzam”. Producent przygotował dwie aplikacje na iOS o nazwach ProfotoControl oraz ProfotoCamera. Pierwsza służy do zdalnego sterowania mocą i ustawieniami lampy, kiedy używamy jej z tradycyjnym aparatem. Druga to aplikacja aparatu pozwalająca fotografować w połączeniu z lampą Profoto B10X. Parowanie lampy jest bardzo proste i odbywa się poprzez łączność Bluetooth.

Aplikacja ProfotoCamera pozwala zdać się w całości na automatykę lub fotografować w trybie manualnym, dobierając czas migawki, czułość ISO i balans bieli. Możemy też oczywiście sterować mocą błysku oraz temperaturą. Do tego producent przewidział tryb Smart, w którym możemy wybrać na skali, jaki efekt nas interesuje. Po lewej znajduje się neutralny błysk, po prawej „dramatyczny efekt”.

Najbardziej niesamowicie brzmi fakt, że aplikacja obsługuje pomiar TTL, niczym w profesjonalnym aparacie. Oznacza to, że lampa Profoto B10X jest w stanie dobrać poziom mocy do naszych manualnych ustawień ekspozycji. I rzeczywiście, przed błyskiem pojawia się seria przedbłysków służących do finalnego dobrania mocy lampy. Widać też działanie trybu HSS, bo nie ma problemu, by fotografować z bardzo krótkimi czasami migawki. Aplikacja pozwala na zejście do 1/16000 s. Obecnie aplikacja wspiera wyłącznie obiektyw główny i telefoto. Obiektywy ultraszerokokątny i przedni nie są kompatybilne z lampą. Co więcej, mamy to pełen serwis, czyli możliwość podłączenia wielu lamp i zarządzania nimi w grupach!

Jak to wszystko działa w praktyce? Poniżej galeria zdjęć z iPhone’a XR przy wykorzystaniu lampy Profoto B10X i aplikacji ProfotoCamera. Zdjęcia pochodzą prosto ze smartfona i nie były poddawane żadnej edycji, poza przycięciem i zmniejszeniem rozmiaru.

To pokazuje, że dobre jakościowo zdjęcie zależy głównie od światła. Absolutnie nie dziwię się, że przy wykorzystaniu profesjonalnego oświetlenia można zrobić iPhone’em zdjęcie zdobiące okładki magazynów.

Wideo nadal nie jest mocną stroną Profoto B10X.

Profoto B10X ma być nie tylko lampą błyskową, ale też lampą światła ciągłego, dzięki czemu ma się dobrze sprawdzić przy filmowaniu. Innymi słowy, producent zachęca, by światło modelujące wykorzystać do doświetlenie sceny podczas filmowania. Nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia tego w praktyce. Profoto B10X użyłem do oświetlenia w jednym filmie opublikowanym na Spider’s Web TV. Lampa była jedynym źródłem światła sztucznego i był na niej zamontowany softbox Phottix Raja o średnicy 85 cm.

Niestety nie jestem zadowolony z tego, jak lampa sprawdza się przy filmowaniu. Przede wszystkim, daje ona za mało światła. Moc jest bardzo porównywalna do starusieńkiego (ale nadal popularnego) Quadralite VideoLED 600 kosztującego… 550 zł. Wyklucza to używanie lampy w plenerze. Z kolei w pomieszczeniach za dnia mocy raczej nie wystarczy, by zrobić z lampy oświetlenie typu keylight. Sami wyciągnijcie wnioski z filmu zamieszczonego wyżej. Profoto B10X zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się w roli lampy doświetlającej tło lub jako kontra do głównego oświetlenia.

Największą wadą, do tego z gatunku dyskwalifikujących, jest szum wentylatora w Profoto B10X. Włącza się on bardzo szybko i niestety jest głośny. Nawet z odległości ok. 2 m wyraźnie słychać go na nagraniach… co również możecie sprawdzić w filmie, ponieważ celowo nie czyściłem ścieżki audio z szumów. To właśnie na tym polu widać, że miniaturyzacja ma swoje konsekwencje. W większej konstrukcji zmieściłby się większy radiator i wentylator, więc byłoby ciszej.

Sporym minusem jest też dołączony do zestawu akumulator, pozwalający na zaledwie nieco ponad godzinę ciągłego świecenia przy maksymalnej (czyli nie tak znowu wielkiej) mocy. W przypadku zdjęć jest lepiej, bo akumulator wystarczy na ok. 400 błysków w pełnej mocy. Niewątpliwą zaletą jest natomiast możliwość regulacji temperatury barwnej światła ciągłego.

A więc jak wypada Profoto B10X?

Profoto B10X

Podsumowując, Profoto zapewnia, że lampa B10X to uniwersalne rozwiązanie stworzone dla twórców, którzy jednocześnie fotografują i filmują. Jeżeli chodzi o zdjęcia, sprzęt sprawdzi się wyśmienicie, ale w kwestii wideo lampa stoi na dużo niższym poziomie. Ma niewielką moc, akumulator wystarczy tylko na godzinę pracy, ale największym problemem będzie uciążliwy szum. To wszystko sprawia, że w kwestii filmowania można użyć tej lampy wyłącznie awaryjnie lub do mało zobowiązujących nagrań zakulisowych.

Jeżeli masz to na uwadze, a Profoto B10X będziesz wykorzystywał tylko do zdjęć, będziesz zachwycony możliwościami lampy. To świetny produkt, choć jednocześnie jest bardzo drogi w stosunku do oferowanej mocy.