Sprzęt  / Felieton

iPhone 12 bez słuchawek w pudełku? Mówię zdecydowanie tak

143 interakcji
dołącz do dyskusji

Jeśli tylko Apple zrezygnuje z dorzucania słuchawek do iPhone'a 12, to przyklasnę tej decyzji. Powiem więcej: ładowarki i kable też powinno się sprzedawać osobno.

Jesienią do sklepów mają trafić nowe smartfony firmy Tima Cooka. Co prawda z powodu koronawirusa mówi się o przełożeniu ich debiutu z września na październik lub listopada, ale za maksymalnie sześć miesięcy pierwsze telefony Apple’a wspierające 5G powinny trafić na sklepowe półki. Słyszeliśmy o nich już zresztą całkiem sporo.

Wedle wiarygodnych przecieków w tym roku dostaniemy nie trzy, a cztery telefony z linii iPhone 12. W każdym użyty zostanie ekran OLED, ale tylko w dwóch z nich będzie on odświeżany w 120 Hz. Spodziewamy się też mniejszego notcha, usprawnionego Face ID oraz aparatu z czterema obiektywami i wsparciem technologii LiDAR.

Nie jest też wykluczone, że iPhone 12 trafi do sprzedaży bez przewodowych słuchawek w zestawie.

Od kiedy pamiętam, telefony komórkowe sprzedawano w zestawie ze słuchawkami — choćby miały być to rozpadające się od samego patrzenia pchełki najpodlejszej jakości. Sam mam pełną szufladę zestawów słuchawkowych od starych Nokii i smartfonów z Androidem, które nigdy nie były i już nigdy nie będą użyte, a EarPodsy ze złączami minijack i Lightning zawsze komuś oddaję.

Jestem też pewien, że wielu moich rówieśników ma podobnie, ale oczami wyobraźni i tak już widzę to larum, jakie się podniesie, jeśli plotki o rezygnacji ze słuchawek się potwierdzą. Apple wyrobił sobie w końcu już, całkiem zasłużenie zresztą, opinię firmy niezwykle pazernej. Z pewnością wiele osób potraktuje ten krok jako zwykły skok na kasę i zachętę do kupienia AirPodsów.

Ja jednak takiemu podejściu przyklasnę, bo nasza planeta odetchnie dzięki rezygnacji ze słuchawek temu z ulgą.

Ucieszyłbym się z tego tak samo, jak cieszyłem z pozbycia się temu portu minijack oraz z usunięcia z zestawu sprzedażowego przejściówek ze złącza Lightning na gniazdo słuchawkowe. Nie lubię płacić za coś, czego nie używam, a konkretniej nie lubię mieć takiego wrażenia, bo nie oszukujmy się — na takim ruchu przede wszystkim oszczędza producent.

Tak czy inaczej już od kilku lat korzystam ze słuchawek bezprzewodowych, które kupuję we własnym zakresie i traktuję zestawy słuchawkowe jak elektrośmieci. Jeśli tylko iPhone 12 będzie ich pozbawiony, co pozwoli zbić jego cenę (w przypadku tego tańszego modelu) lub nawet zarobić więcej firmie (na tym droższym) to odbędzie się to z korzyścią dla naszej planety.

Apple powinien zresztą pójść za ciosem i tak samo potraktować ładowarki.

Tyczy się to zresztą nie tylko Apple’a, ale wszystkich firm, które zajmują się produkcją elektroniki. Za te wszystkie mniejsze lub większe ładowarki z wyjściem USB oraz kable powinno płacić się osobno. Wtedy, jeśli ktoś faktycznie tych akcesoriów potrzebuje, będzie mógł je sobie dokupić, a reszta konsumentów będzie miała powód, by pogrzebać w szufladzie.

Jeśli zaś Apple chce zarabiać dodatkowo na sprzedaży szybszych ładowarek, a zapewne właśnie dlatego dorzuca je tylko do tych najdroższych smartfonów w ofercie (i to dopiero od zeszłego roku), to powinien pokazać „odwagę” i cojones. Liczę na to, że po porzuceniu przestanie pakować do pudełek zaprzestanie sprzedawania tych kostek o mizernej mocy 5 W.

Te zwykłe ładowarki Apple’a w końcu od dekady się w zasadzie w ogóle nie zmieniły, co nie przystoi firmie lansującej się, w zasadzie całkiem słusznie, na stojącą na straży ekologii.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst