Foto  / Artykuł

Pikantne kurczaki zamiast gorących płomieni, czyli KFC pokazuje, że ma do siebie dystans

136 interakcji
dołącz do dyskusji

Dziś coś mniej poważnego, w sam raz do porannej kawy. Nowa reklama KFC tak pomysłowo bawi się zdjęciami i Photoshopem, że trzeba ją zobaczyć.

Kiedy ostatnio widziałeś dobrą reklamę? Taką, którą chciałeś obejrzeć ponownie i podać dalej znajomym? Kilka takich momentów miałem przy produkcjach polskiego studia Bites i przy niektórych perełkach z Super Bowl, ale były to prawdziwe wyjątki.

Jeśli w kreacjach pojawia się startujący prom kosmiczny, wyścigówka z napędem rakietowym i drużyna Power Rangers, od razu wiadomo, że będzie dobrze.

A jeśli dodamy do tego kapitalny pomysł, świetne zdjęcia, nieoczywiste wykorzystanie Photoshopa i dużą dozę dystansu, otrzymamy reklamową crème de la crème.

Pierwsze spojrzenie na reklamy niewiele mówi, dlatego warto przyjrzeć się dokładnie płomieniom. To nie ogień, tylko kurczaki. W kampanii wykorzystano zdjęcia kurczaków w panierce oświetlonych w sposób imitujący gwałtowne wybuchy ognia. Całość została wkomponowana w zdjęcia, na których był widoczny prawdziwy ogień.

Pomysł zyskuje jeszcze bardziej, kiedy zobaczymy, co właściwie reklamuje ta kreacja.

W tym wypadku są to kurczaki „Hot & Spicy” i taka właśnie jest reklama: pikantna i gorąca.

Za kreację odpowiada agencja Ogilvy & Mather Hong Kong, a klientem jest oddział KFC z Hongkongu. Reklamy powstały z myślą o druku i trafią na billboardy, do prasy oraz na podkładki i inne elementy wykorzystywane w restauracjach KFC.

Nie po raz pierwszy dystans sprawdza się najlepiej.

Dystans do siebie i własnego produktu może być niebezpieczny, ale potrafi dodać autentyczności reklamom. KFC jest znane z takich kreacji. W lutym na skutek problemów logistycznych w brytyjskich restauracjach KFC zabrakło kurczaków, co wywołało falę niezadowolenia w mediach społecznościowych. Sieć od razu zareagowała całostronicową reklamą, w której przeprasza za sytuację słowami „FCK – We’re sorry”.

KFC posunęło się do zmiany logo na kubełku na "FCK", co z reguły dla klienta jest krokiem, który absolutnie nie wchodzi w rachubę. Logo jest świętością i powinno być przede wszystkim duże, a najlepiej jeszcze większe.

Brawa dla firmy za dystans. Smakoszem fast foodów nie jestem, a KFC nie odwiedzałem od dobrych 5 lat. Nie mam zamiaru tego zmieniać, ale moja sympatia do firmy nieco wzrosła. Świetna robota!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst