Social media  / Felieton

Rodzinne vlogowanie to eksperyment, który może się dla nas źle skończyć

Pamiętacie film The Truman Show? Życie bohatera granego przez Jima Carreya jest transmitowane przez 24 godziny na cały świat. Sam bohater żyje w sztucznym świecie w którym każdy z kim wchodzi w interakcję jest aktorem. 20 lat temu trudno nam było sobie wyobrazić, że dobrowolnie będziemy transmitować życie swoje i swoich dzieci nie w sztucznym, ale w prawdziwym świecie.

Przeczytałam dziś o nastoletnich gwiazdach z YouTube’a, które wywodzą się z tak zwanych vlogów rodzinnych. To rodziny, które nagrywają swoje życie i wrzucają je do internetu. Bohaterka artykułu to dziewczynka, która nagrywana jest w ten sposób od… 4 roku życia. Dziś ma 13 lat i jest w wyimaginowanym przez młodych fanów związku z inną gwiazdą nastoletniego YouTube’a.

Potraficie wyobrazić sobie bycie nagrywanym odkąd byliście małym dzieckiem, zanim jeszcze rozumieliście co to znaczy? Wyobrażacie sobie jak to jest, być oglądanym w codziennych sytuacjach, gorszych i lepszych, przez tysiące, przez miliony osób? Bycie analizowanym przez masy które zwracają uwagę na każdy detal, rozbierają wszystkie sytuacje na części pierwsze, dopisują swoje własne interpretacje, wymagają i marudzą?

Dziecięce gwiazdy to nie nowość, jednak pierwszy raz nie są filmowane do seriali czy filmów, ale do codziennych vlogów. Gwiazdki i gwiazdy Disneya to inny wymiar popularności, bo te wywodzą się z seriali, nieprawdziwych opowieści.

Rodzinne vlogowanie to mieszanie zwykłego, prywatnego życia z eksponowaniem się.

Rodzice często tłumaczą, że nie zmuszają dzieci do niczego a jedynie nagrywają z pozycji obserwatora. Niektórzy mówią, że zwracają szczególną uwagę na utrzymywanie nieprzekraczalnych granic intymności. Podobno wrzucanie życia na YouTube’a jest na tyle lukratywne, że rodzice mogą porzucić inne zajęcia i skupić się tylko na tym, jednocześnie poświęcając cały czas rodzinie, że to wspaniałe rozwiązanie dla wszystkich.

Może jestem cyniczna, ale jeśli vlogowanie jest źródłem utrzymania, to ciśnienie na nagrywanie treści i regularne ich wrzucanie staje się większe, co może prowadzić do większej presji na wszystkich.

Doskonały przykład widzieliśmy w tym roku przy okazji skandalu wokół kanału Daddyofive. Ta rodzina składająca się z matki z trójką dzieci i ojca z dwójką regularnie wrzucała wideo w którym tak zwane “pranki” przybierały agresywną i szokującą formę. Biologiczne dzieci ojca traktowane były gorzej, niż biologiczne dzieci matki, a najmłodszy syn stawał się ofiarą okrutnych żartów.

Rodzice ignorowali płacz i traumę, bo przecież takie treści się sprzedają i widzowie je lubią. Sprawa została w końcu zauważona przez postronną publiczność, a chłopiec zamieszkał z biologiczną matką, ale cała sprawa pozostawiła pewien niesmak i wiele pytań. Co jest dopuszczalne przy vlogowaniu rodzinnym? Czy dzieci w przyszłości nie będą miały za złe rodzicom tego, że stały się praktycznie karmicielami rodziny w wieku kilku lat?

Okazało się też, że niektóre kanały rodzinne podążając za trendami klikalności i wykorzystują dzieci do filmów z udawanymi porwaniami, seksualnymi w podteksach treściami i innymi nieodpowiednimi treściami. YouTube walczy z tym trendem, ale wycięcie wszystkim takich kanałów jest niemożliwe.

W Polsce i w wielu krajach obowiązują szczegółowe regulacje dotyczące czasu i warunków pracy dzieci na planie.

Potrzebne są zgody od psychologów, szkoły oraz przede wszystkim Inspektora Pracy. Ma to zagwarantować, że dobro dziecka nie jest naruszane, na przykład przez przerośnięte ambicje rodzica czy nieprofesjonalną produkcję.

Vlogerów nie obowiązują takie przepisy i cała branża rodzinnego vlogowania opiera się praktycznie tylko na wyczuciu rodziców i w ekstremalnie wątpliwych przypadkach społeczności samego YouTube’a.

Bycie dzieckiem i dorastanie w erze mediów społecznościowych musi być trudniejsze niż za analogowych czasów. Dzisiejsze dzieciaki mają przed sobą naprawdę niełatwe zadanie: jak nie dać się wciągnąć w te wszystkie zjawiska których my starsi ludzie doświadczyliśmy, ale które dziś są zwielokrotnione, jak wyrosnąć na przyzwoitych ludzi, jak akceptować siebie i innych i jak rozwinąć osobowość rozciąganą na wszystkie strony przez lajki, hormony, sztuczne życia gwiazdek social media które wydają się bliskie.

To, że każdy człowiek w mediach społecznościowych jest marką, stało się akceptowalne.

Dziewczynki, które kiedyś marzyły by być piosenkarkami czy aktorkami, dziś chcą być youtuberkami czy modelkami z Instagrama i Snapchata. Narzędzia mają w smartfonie i wydaje im się, że to wszystko, czego potrzebują. Chłopcy chcą zostać gamerami, oglądają swoich idoli. Idole często promują wątpliwe wartości, ale chłopcy o tym nie wiedzą. Chcą być częścią społeczności.

Jakby tej presji było mało przy vlogowaniu rodzinnym zacierają się granice. Rodzice z góry zakładają, że dzisiejszy sześciolatek jako kilkunastolatek nie będzie miał rodzicom za złe wrzucania do sieci wstydliwych momentów, ekspozycji dorastania, tak przecież niekomfortowego, przed rówieśnikami.

Żadna trzynastolatka nie powinna udawać związku z rówieśnikiem, który - choć nieprawdziwy - powstał z presji fanów jej codziennego życia.

Jesteśmy w trakcie ogromnego eksperymentu, którego wyniki zobaczymy za kilka lat, gdy dzisiejsze dzieci z vlogów rodzinnych staną się dorosłe. Nie jestem pewna, czy wychowywanie ich w najrealniejszym reality show jest świetnym pomysłem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst