Oprogramowanie  / News

Dopiero teraz zaczyna się prawdziwy sprawdzian popularności Windows 10

107 interakcji
dołącz do dyskusji

Windows 10 to niekwestionowany hit. Tempo zdobywania rynku przez ten system jest co najmniej imponujące. Jednak coś się zmienia, coś bardzo istotnego. I to właśnie teraz możemy zacząć przyglądać się temu fenomenowi nieco trzeźwiejszym okiem.

Windows 10 miał bardzo udany start. Choć oczywiście nie obyło się bez problemów (wystarczy przejrzeć Twittera czy Google w poszukiwaniu problemów z aktualizacją z poprzednich wersji Windows), tak te problemy i tak zostały w porównaniu do innych aktualizacji Windows znacznie zredukowane, a jako całokształt, Windows 10 radzi sobie znakomicie.

Weźmy jednak pod uwagę kilka czynników. Po pierwsze, Windows 10 jest następcą nielubianego przez sporą część rynku Windows 8.1 i, co więcej, uwzględnia krytykę poprzedniej edycji Windows. Aplikacje znów pracują w oknach, Menu Start wraca, a przy okazji udało się zachować sporą część zalet Windows 8.1 i dodać sporo nowego. Nic dziwnego, że „wygłodniały lud” czym prędzej instalował aktualizację, dzięki której mógł pożegnać się z „Ósemką”.

Po drugie, Windows 10 zyskał wiele uwagi w mediach, w których wyrażano się o nim ciepło i z entuzjazmem.

Towarzyszyła mu też olbrzymia kampania reklamowa, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, choć jej zasięg był globalny. Efekt nowości tu niewątpliwie podziałał.

Po trzecie i, być może, najważniejsze: Microsoft bardzo agresywnie zachęcał do aktualizacji. Ikonka pracująca w zasobniku Windows 7 i Windows 8.1 cały czas przypominała, że „hej, zainstaluj mnie. naprawdę warto. no weź. kliknij. instaluj.”. Ciekaw jestem ilu użytkowników poprzednich Windows zainstalowało „Dziesiątkę” tylko po to, by mieć już święty spokój.

A teraz? Efekt nowości mija.

I to widać na wykresach popularności

Windows 10 pojawił się pod koniec lipca i aktualnie jest już, po raptem kwartale, na 7,94 proc. komputerów PC i dużych tabletów (choć oczywiście tablety z procesorami ARM nie są brane pod uwagę, więc może skróćmy to do „komputerów PC”) na całym świecie. Absurdalnie dobry wynik. Już teraz, po tak krótkim czasie, Windows 10 ma większe udziały rynkowe niż dwie ostatnie wersje OS X i Windows 8… razem wzięte. Przyjrzyjmy się jednak tempie wzrostu, a odkryjemy, że zwalnia.

windows-10-statystyki

W sierpniu Windows 10 miał 5,21 proc. rynku PC. We wrześniu zyskał 1,42 pp. do 6,63 proc.. W październiku zaś osiągnął wynik 7,94 proc. dzięki wzrostowi o kolejne 1,31 pp. Niewielki spadek tempa wzrostu, to prawda, ale jeżeli zamienimy dziesiąte części punktów procentowych na liczbę komputerów (Windows 10 ma około 120 mln użytkowników, jeśli wierzyć Microsoftowi), to optyka na ów spadek wzrostu się zmienia.

Wkrótce należy spodziewać się dużego „bum” i malutkiego fajerwerku

Za pierwsze „bum” należy przyjąć nadciągającą aktualizację dla Xboxa One. Ten już za około dwa tygodnie ma również otrzymać aktualizację do Windows 10. Będzie ona obowiązkowa dla wszystkich posiadaczy tej konsoli, nikt, kto będzie chciał używać jej funkcji sieciowych, nie będzie mógł anulować aktualizacji. To oznacza kolejny napływ milionów użytkowników w statystykach, choć będą to na razie „puste” liczby, bowiem Sklep Windows trafi na te konsole dopiero na wiosnę. A przecież istotą rywalizacji na statystyki jest możliwość monetyzacji platformy i to na to będą patrzeć inwestorzy.

Malutki fajerwerk to oczywiście telefony i małe tablety. Choć tych na rynku są dziesiątki milionów, tak śmiem twierdzić, że nie wpłynie to w znaczący sposób na statystyki Windows 10. Czemu tak myślę? Nie mam absolutnie żadnych danych pod ręką, by móc się nimi podeprzeć, ale obserwując przeróżne narzędzia analityczne dla twórców mobilnych aplikacji można dojść do wniosków, że większość z tych urządzeń jest porzucana na rzecz tych z iOS i Androidem. Nie spodziewałbym się też eksplozji popularności wchodzących wkrótce do sprzedaży nowych Lumii. Choć chciałbym się bardzo mylić.

Puste liczby i nieistotne telefony, nie to jest najciekawsze

A to, jak sobie od teraz będzie radził Windows 10 na komputerach osobistych. Zdeklasował już dawno pecetowe Unixy (OS X) i Linuxy (multum dystrybucji), ale to dużo za mało. Celem tego systemu są dziesiątki milionów użytkowników, którzy dadzą się przekonać do korzystania z Windows 10, zwiększając przy tym prawdopodobieństwo wyboru usług Microsoftu nad konkurencyjnymi. Bo o to trwa walka.

Windows 10 nie jest celem, a środkiem. Środkiem, by chwycić użytkowników w objęcia OneDrive’a, Skype’a, Sklepu Windows, Office’a i reszty. Coś w rodzaju rynkowej inkubacji Windows 10 ma za sobą. Studniówka się kończy, czas na egzamin dojrzałości.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst