Gry  / Felieton

To przerażające, że nie robi się już dobrych gier dla dzieci. Byłem uprzywilejowanym graczem

182 interakcji
dołącz do dyskusji

Od dłuższego czasu śledzę rynek gier przez pryzmat oferty skierowanej do młodszych odbiorców. Jestem przerażony. Dzisiaj nie ma żadnej, ale to absolutnie żadnej dobrej gry, którą mógłbym polecić najmłodszym. To naprawdę bolesne, patrzeć kto zagospodarowuje grupę najmłodszych graczy.

Czuję się uprzywilejowany. Wręcz zaszczycony. Największa fascynacja grami wideo miała u mnie miejsce w czasie złotego okresu pierwszego PlayStation. Jasne, wcześniej był Pegasus, było Commodore 64, ale to właśnie „szarak” pokazał mi gry jako magiczne, baśniowe oraz rozbudowane. No i jednocześnie niesamowicie realistyczne. Możecie się śmiać, ale dawniej byle model 3D robił kolosalne wrażenie.

gry dla dzieci

Grałem we wspaniałe tytuły. Crash Bandicoot, Spyro the Dragon, MediEvil, Bugs Bunny: Lost in Time, Rayman 2, Ape Escape...

To tylko pierwsze, które przychodzą do głowy. Ileż to razy ścigało się z Nitrousem Oxidem w Crash Team Racing. Tańczyło się i szkoliło rytm w PaRappa the Rapper czy doskonaliło zdolności manualne we (wtedy!) niesamowicie filmowym, realistycznym i momentami przerażającym Tomb Raider II. Oferta skierowana do młodszych i najmłodszych graczy była barwa, kolorowa, zróżnicowana, ale zawsze na najwyższym poziomie.

To był naprawdę dobry okres w branży gier. Przychody z wirtualnej rozrywki galopowały w zastraszającym tempie. Budżety interaktywnych produkcji puchły, nabierając hollywoodzkiego rozmachu. Wszyscy chwytali się za głowę, gdy okazało się, że twórcy Final Fantasy VII wydali ponad 200 mln dol. (wyliczenia po inflacji) na produkcję i promocję najlepszego jRPG pod słońcem. Oczywiście dzisiaj, przy 275 mln za Modern Warfare 2 czy 268 mln za Grand Theft Auto V takie sumy na nikim nie robią wrażenia.

final fantasy vii

To, co najbardziej podobało mi się w tamtym okresie, to szeroki wachlarz wysokobudżetowych gier dla KAŻDEGO odbiorcy. Nazwijcie mnie sentymentalnym, ale wtedy każdy mógł znaleźć coś dla siebie, w tym dzieci. Starsi chwytali za ambitne, niemal artystyczne Metal Gear Solid. Ci od mocnych nerwów mieli okazję zapoznać się z najlepszą serią horrorów w historii. Mowa oczywiście o Silent Hill. Amatorzy szybkiej jazdy dostali Gran Turismo 2 – do teraz najlepszą i nigdy nie pokonaną grę wyścigową w historii. Dzieci z kolei, te to dopiero miały używanie.

Gracze jednak dorośleją. Wydawcy doskonale zdają sobie z tego sprawę i podążają za nimi niczym cień. Obserwują potrzeby, dostosowują się i oferują produkt szyty na miarę.

Najwyraźniej widać to na przykładzie studia Naughty Dog. Producenci są znani za sprawą kapitalnej serii Crash Bandicoot. Po „lisku” przyszedł czas na inną kolorową platformówkę, już na PS2 - Jak and Daxter. Gdy nadeszła era PlayStation 3, z kolei gracze zaczęli wchodzić w dorosłość, pojawiła się seria Uncharted. Bardziej filmowa, efektowna i poważna. Coś jak filmy akcji, w których zapewne gustują 18-latkowie. Potem przyszedł czas na The Last of Us – opowieść emocjonalną i dojrzałą, w której poruszane są wątki rodzicielstwa i opieki nad młodszymi.

Przypadek Naughty Dog jak na dłoni pokazuje proces dostosowywania produktu do starzejącego się konsumenta. Twórcy dorastają razem z odbiorcami. Szkoda tylko, że w miejsce kolejnej generacji dzieci i młodzieży nie pojawiają się następni producenci z ich wersjami Crasha, Ape Escape czy Spyro. Spróbujcie wskazać mi na jedną, dosłownie JEDNĄ udaną, wysokobudżetową grę dla dzieci wydaną na ósmą generację konsol na miarę Spyro czy Crasha. Nie, Knack nie był udany. Sunset Overdrive? To produkt dla młodzieży, podobnie jak InFamous: Second Son. Rayman? To już było, miliard razy.

gry dla dzieci

Coraz częściej najmłodsi są spychani w objęcia darmowych gier pokroju League of Legends czy World of Tanks.

Dać dziecku dostęp do komputera, wtedy się zamknie i będzie męczyć te swoje gierki – zbyt wielu opiekunów zdaje się wychodzić z tego założenia. Miałem kilka podejść do niezwykle popularnego League of Legends. Bez zbędnego dramatyzowania, za każdym razem byłem zniesmaczony poziomem chamstwa i grubiaństwa. Chociaż próg wejścia w świat gry nic nie kosztuje, samo środowisko skupione wokół tytułu jest tak nieprzychylne i nietolerancyjne, jak żadne inne.

Być może generalizuję. Być może trafiłem na jednostki wybitnie okrutne i chamskie. Mimo tego nie chciałbym, aby moje dziecko było częścią takiej społeczności. Aby swoje zdolności pisarskie ograniczało do „GG”, „report” i „noob”. Wolałbym, żeby podopieczny poznawał niesamowite światy, przeżywał fantastyczne historie z morałem i uczył się, że każda decyzja ma konsekwencje. Tutaj pojawia się prawdziwy problem.

league of legends

Po prostu nie wiedziałbym, jaką grę polecić swojemu dziecku. Jedyne, co od razu przychodzi mi do głowy, to wyjąć z piwnicy zakurzone PlayStation 2 i pokazać, „jak to dawniej się grało”. Alternatywnym rozwiązaniem jest zakup konsoli Wii U bądź 3DS. Chociaż nietanie, produkcje Nintendo są kapitalnym rozwiązaniem dla najmłodszych.

Niestety, przy współczesnym podejściu do technologii użytkowej oraz smartfonie, tablecie i PlayStation/Xboksie w domu, wielu opiekunów sądzi zapewne, że to aż nadto i więcej dziecku do szczęścia nie potrzeba. Tyle, że problem nie leży w ilości narzędzi, ale ich doborze. Doborze platform, a następnie doborze gier. Być może brzmię jak stetryczały piernik, ale łatwy i niekontrolowany dostęp do gier Free2Play pokroju League of Legends naprawdę jest problemem wychowawczym.

Na całe szczęście dzisiaj przekonałem się, że wciąż istnieje zapotrzebowanie na miłe dla oka, skrojone pod młodszych graczy produkcje. Dowód? Ponad milion funtów zebrane w 6 godzin.

Właśnie tyle udało się zgromadzić przez studio Playtonic Games na potrzeby produkcji multiplatformowego tytułu w stylu Crasha czy Spyro. Tym samym projekt Playtronic pobił dotychczasowy rekord miliona dolarów zebranego w 7 godzin. Tytuł rekordzisty trzymali do wczoraj w swoich rękach twórcy ciekawie zapowiadającego się Torment: Tides of Numenera.

Yooka-Laylee ma być duchowym następcą gry Banjo-Kazooie. Twórcy weszli ze swoim pomysłem na crowdfundingową platformę Kickstarter, gdzie odnieśli olbrzymi sukces. W momencie pisania tego tekstu Yooka-Laylee cieszy się finansowym wsparciem ponad 41 000 internautów. Twórcom udało się zebrać ponad 1 000 000 funtów, natomiast do końca zbiórki pozostały jeszcze… 42 dni.

Nie wiem jak wy, ale kiedy patrzę na fragmenty rozgrywki, mam olbrzymią ochotę samemu poskakać po platformach i zbierać kolorowe elementy. Bardzo chciałbym, aby crowdfundingowy sukces Yooka-Laylee był początkiem większego trendu. To tylko naiwne życzenie, ale trzymam kciuki, aby wielcy wydawcy dostrzegli ten mały sukces.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst