Tech  / News

Microsoft chce się przenieść do chmury. Cały. Oto kolejny dowód

Wszystko w chmurze? Na to jeszcze dużo za wcześnie, dalej lokalna moc obliczeniowa jest bardzo ważna. Giganci rynku szykują się jednak do „nowych czasów”, a dziś udało nam się dowiedzieć coś więcej na temat planów Microsoftu.

Chmura obliczeniowa to trend, który nadal będzie się rozwijał. Urządzenia takie, jak Chromebooki czy smartfony z Firefox OS nieco wyprzedziły swój czas i przez to ich możliwości są bardzo ograniczone. Nie mam jednak żadnych wątpliwości: przeniesienie całego tak zwanego computingu do chmur i centrów danych i zredukowanie typowych urządzeń elektronicznych do roli cienkich klientów to przyszłość. Nie teraźniejszość i nie najbliższe miesiące, ale jak najbardziej przewidywalna przyszłość.

Chmura obliczeniowa nie ma praktycznych limitów wydajnościowych. Wie dokładnie kim jesteś i ma wszystkie twoje dane do twojej dyspozycji, niezależnie od tego gdzie jesteś i jakie urządzenie masz w ręku. Problemem jest „tylko” infrastruktura, a więc brak szybkiego i darmowego dostępu do Sieci na całym globie czy też odpowiedniego middleware.

Fundamenty są już stawiane

Microsoft zdaje sobie sprawę, że chmura „do wszystkiego” może być koleją wielką rzeczą, więc nie marnuje czasu i angażuje się coraz intensywniej w ten biznes. Azure już teraz jest jego kluczowym produktem, ale nie zapominajmy też o OneDrive czy Office Online. Konsumenci i małe przedsiębiorstwa są jednak na chwilę obecną ograniczani przez języki webowe, w jakich aplikacje chmurowe Microsoftu są pisane. Koncern pracuje jednak nad czymś dużo poważniejszym. Coś, co łączy w sobie strumieniowane multimedia, wirtualizację i zdalnie uruchamianą aplikację natywną.

onlive 1

Mowa tu o projekcie Arcadia, który na pierwszy rzut oka przypomina nieco zapomnianą już usługę OnLive, pozwalającą na granie w gry przetwarzane nie lokalnie, a na serwerze zdalnym. Arcadia ma być znacznie bardziej zaawansowana technicznie a także umożliwiać strumieniowanie nawet bardzo złożonych aplikacji. Jej sercem ma być, rzecz jasna, platforma Azure.

Dalsze marginalizowanie znaczenia Windows?

Co ciekawe, jak wynika z informacji zebranych przez Mary Jo Foley, aplikacja kliencka Arcadii ma być opracowana nie tylko dla Windows, ale również i dla iOS-a i Androida (choć blogerka sama przyznaje, że może to być nadinterpretacja ogłoszeń o pracę publikowanych przez Microsoft). To oznacza, że nie tylko na prostym tablecie z Atomem i Windows uruchomimy grę Crysis 3 czy najnowszego Photoshopa, ale również i na iPadzie czy Galaxy Note.

Jeżeli to prawda, to kolejny przypadek, w którym kierownictwo Microsoftu przestaje używać argumentu „najlepszych aplikacji” by promować Windows na rynku. Wygląda na to, że Satya Nadella wierzy, że Windows 10 będzie tak dobry, że firmy i konsumenci będą go używać tylko z tego powodu, a nie dlatego, że na inne systemy brakuje gier i programów najwyższej klasy.

chmura pliki cloud computing dane na serwerze

Biorąc pod uwagę niewystarczającą infrastrukturę, o czym wspominaliśmy wyżej, Arcadia na razie ma równie wiele sensu, co podupadły OnLive. Jednak gdy odpowiednia chwila nadejdzie, Microsoft będzie miał gotowe, przetestowane rozwiązanie.

Świat przyszłości to świat usług, a jedną z ich form będą gry i aplikacje. Tylko jakie znaczenie będą miały wtedy lokalne systemy operacyjne, zredukowane do bycia warstwą pomiędzy sprzętem a użytkownikiem? Może dlatego Microsoft przestał walczyć o Windows „za wszelką cenę”…

* Ilustracje pochodzą z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst