Tech  / Artykuł

Z tym cyfrowym asystentem nie musisz rozmawiać. Wystarczy, że wyślesz mu SMS-a... jeśli tylko się odważysz

Znalezienie współczesnego smartfonu, który nie posiadałby cyfrowego asystenta jest zadaniem praktycznie niemożliwym. Mimo wszystko rozwiązania te nie są idealne - przede wszystkim wymagają połączenia z siecią, a poza tym trzeba do nich mówić, co nie zawsze musi się wszystkim podobać. A gdyby tak asystent był inteligentniejszy i dostępny... przez SMS-y?

Sama nazwa projektu, Jarvis, nie należy do specjalnie oryginalnych. Pomijając już fakt, że jest oczywistym nawiązaniem do podobnego filmowego "asystenta", powstała już co najmniej jedna aplikacja tego typu pod dokładnie tym samym szyldem.

yarvis

Problem w tym, ze asystent w postaci "nowego" Jarvisa, nie jest wcale aplikacją. Użytkownik nie musi nic instalować na swoim telefonie, nie musi niczego pobierać i przede wszystkim, nie musi korzystać z transmisji danych. W krajach, gdzie jest to nadal usługa bardzo kosztowna, w roamingu czy w miejscach ze słabym zasięgiem, może być to rozwiązanie naprawdę przydatne.

Jak widać na powyższym zrzucie ekranu, aby skorzystać z pomocy asystenta wystarczy wysłać prostą wiadomość tekstową z poleceniem.

Odpowiedź na nasze pytanie czy polecenie również dotrze do nas właśnie w takiej formie. Pozbywamy się więc niezbyt lubianego przez wielu elementu rozmów i odsłuchiwania komputerowego asystenta.

jarv

Gdzie jednak trafiają nasze zapytania i kto odpowiada za ich realizację? Tutaj autorzy niestety nie chcą podzielić się zbyt dokładnymi informacjami.

Zgodnie z tym, co podają na stronie, każdemu użytkownikowi Jarvisa przydzielanych jest dwóch ludzkich, odpowiednio wykształconych i wyszkolonych asystentów, wspieranych dodatkowo "nowoczesnymi technologiami".

Mamy być obsługiwani na bieżąco, przez całą dobę, niezależenie od pory.

W rezultacie mamy więc niedrogiego w użytkowaniu niezależnie od naszej lokalizacji asystenta, potrafiącego zrozumieć kontekst wypowiedzi i realizować naprawdę zaawansowane zadania, włącznie np. ze analizowaniem/streszczaniem książek, dokumentów czy robieniem zakupów przez internet. Nie jest jednak tak idealnie, jak można byłoby oczekiwać.

Cały świetny plan zapewnienia dostępu do tego typu usług przez SMS (i tylko przez SMS) może mieć sens głównie w przypadku właśnie krajów rozwijających się, których mieszkańcy nie zawsze mogą pozwolić sobie na odpowiednio duży pakiet danych. Jeśli jednak twórcy wyceniają miesięczny koszt Jarvisa dla pojedynczego klienta na 100 dol., ta grupa docelowa automatycznie odpada.

jarv

Pozostają więc ci, których na to stać i chcą właśnie w taki sposób komunikować się z pół-cyfrowym asystentem. Tyle tylko, że w takim przypadku na rynku jest już dość poważny gracz - Fancy Hands. W założeniach bardzo podobny, w najtańszym planie taryfowym czterokrotnie (!) tańszy, a do tego sprawdzony już przez sporą liczbę użytkowników. Jednocześnie zlecenia dla asystenta nie muszą być przesyłane wyłącznie przez SMS. Owszem, możemy to zrobić w ten sposób, ale możemy też skorzystać ze strony internetowej czy dedykowanej aplikacji mobilnej

Zasadniczą przewagą Jarvisa staje się w tym momencie jedynie liczba zleceń dostępnych w abonamencie.

W Fancy Hands jest to 5 (za 25 dol.), 15 (za 45 dol.) lub 25 (za 65 dol.). Tutaj obiecuje się nam brak limitów, o ile będą to polecenia z kategorii "piętnastominutowych". Co zalicza się do tej kategorii? Wszystkie akcje w rodzaju rezerwacji lotu, sprawdzenia określonych informacji, zakupów i podobnych.

ja

Przez dłuższe zadania rozumiane jest m.in. chociażby zebranie dużej liczby danych czy przeprowadzenie ich analizy. Niestety nie wiadomo, jakie stawki obowiązują za tego typu zadania.

Pomysł sam w sobie jest oczywiście świetny. Prosty, a jednocześnie potencjalnie oferujący dużo więcej i w dużo bardziej przystępny sposób, niż Cortana, Siri czy Google Now. Realizacja i wycena sprawiają jednak, że dość trudno zakładać, że Jarvis kiedykolwiek stanie się hitem. Szczególnie, że nawet wizytówka projektu, czyli jego strona internetowa, praktycznie nie zapewnia żadnych dokładnych informacji.

Twórcy projektu liczą na to, że ktokolwiek będzie przekazywał im 100 dol. miesięcznie i powierzy im wszystkie zadania, od których może zależeć jego praca, a nie podają nawet... kim są.

Tak, na stronie zabrakło nawet podstawowych informacji na temat tego, jaka firma ma świadczyć tę usługę. Szkoda, bo zapowiadało się naprawdę ciekawie.

Zdjęcie główne pochodzi z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst