Sprzęt  / Felieton

ASRock wykiwał Intela i wstawił do swoich płyt głównych niedozwolone funkcje. Będą konsekwencje?

Obecnie coraz mniej osób zajmuje się podkręcaniem podzespołów i trudno się temu dziwić. Po pierwsze, procesory i karty graficzne są obecnie odpowiednio wydajne po wyjęciu z pudełka, po drugie, główny dostawca procesorów robi wszystko byśmy, zamiast otrzymać dodatkową moc za darmo, poszli do sklepu i kupili droższe części. Przeciwstawił się temu ASRock, który umieścił BIOS-y dodające do jego płyt funkcje niedozwolone przez Intela. To zwykła niesubordynacja czy przemyślana akcja marketingowa?

Osoby zorientowane w rynku podzespołów wiedzą, że oficjalnie jedynym chipsetem Intela stworzonym z myślą o podstawce LGA 1150 oraz pozwalającym na podkręcanie jest Z87. Od dawna w kuluarach mówiło się, że jest to tylko ograniczenie programowe mające uderzyć w świadomych użytkowników, którzy wiedzą, że do drogiego procesora wcale nie jest potrzebna kosztowna płyta główna. ASRock ostatecznie to potwierdził i dostarczył BIOS-y pozwalające na podkręcanie procesorów za pomocą mnożnika (obecnie jedyna, naprawdę skuteczna metoda) na płytach z tańszymi chipsetami H87 oraz B85.

Haswell

Zresztą nie jest to jedyne ograniczenie Intela. Kilka lat temu tanie jednostki tej firmy były ulubionymi procesorami oszczędnych graczy. Było tak, gdyż przetaktowanie taniego procesora w celu uzyskania wydajności o wiele droższego modelu nie było trudne. Intel postanowił to uniemożliwić. Oficjalnie nie zmienił niemal nic.

Przez zmianę architektury procesorów zniknęła podatna na podkręcanie szyna FSB. Zamiast tego można było bawić się zegarem bazowym, który jest oporny na zmianę taktowania jak osioł na naukę latania. Jednak, by całkiem nie stracić dosyć lukratywnej grupy "entuzjastów-podkręcaczy", co roku wydaje 2 lub więcej procesorów z dopiskiem K, które mają odblokowany mnożnik. Oczywiście wśród modeli takich nie znajdziemy procesorów kosztujących 200 czy 500 zł. Są to sprzęty kosztujące 800 lub grubo ponad 1000 zł. Z tym jednak żaden producent nie może nic zrobić.

Co to oznacza dla użytkowników?

Dzięki tym BIOS-om możliwe jest kupienie solidnej płyty głównej za 400-500 złotych i nie ma potrzeby na wydawanie chorych pieniędzy na droższe o 200 złotych modele Z87. Pieniądze te można przeznaczyć na lepszy procesor, kartę graficzną, chłodzenie lub wsadzić je do kieszeni. Najważniejsze jest to, że udało się zaoszczędzić dosyć pokaźną kwotę. W skrajnych przypadkach można zaoszczędzić jeszcze więcej, bo płyty B85 kosztują naprawdę grosze. Jednak wybierając je należy liczyć się z otrzymaniem gorszego wyposażenia, wyglądu i mniej wytrzymałej sekcji zasilania, która również jest ważna podczas podkręcania.

Czy Intel na to pozwolił?

Ciężko na to pytanie odpowiedzieć. Z jednej strony to wygląda jak niesubordynacja. Świadczy o tym też komunikat, w którym ASRock informuje, że nie gwarantuje iż, utrzyma te funkcje w swoim oprogramowaniu, jeśli Intel będzie na niego naciskał. Jednak nie ma to najmniejszego znaczenia. BIOS to nie oprogramowanie w smartfonie – nie aktualizuje się samo. Zawsze mamy też możliwość wgrania starszej wersji. Jestem też absolutnie pewien, że wszystkie BIOS-y zostały już pobrane przez tysiące osób i wrzucone na serwery i dyski w chmurze. Krótko mówiąc, zawsze będzie można je pobrać i sflashować swoje płyty główne.

Z jednej strony nie wierzę, by ASRock zdecydował się na coś takiego samodzielnie, z drugiej nie widzę powodu, dla którego Intel miałby na coś takiego przystać. Warto pamiętać, że ASRock jest trzecim na świecie producentem płyt głównych, a przez to jednym z największych partnerów Intela. Bez porozumienia z nim nie mógłby zdecydować się na tak dziwny krok. Jednak czemu Intel miałby się na niego godzić? Nie ma żadnej konkurencji, nie musi obniżać cen, jest niemal monopolistą. Jedyne co mi przychodzi do głowy to chęć sprzedania większej liczby procesorów z serii K.

asrock h87 fatality

Zapewne nigdy nie poznamy rozwiązania tej zagadki, ale warto popierać takie lekko buntownicze inicjatywy, gdyż dzięki nim możemy nie tylko zaoszczędzić pieniądze, ale też znaleźć na rynku sprzęt lepiej dopasowany do potrzeb innych niż przeciętnego użytkownika. Być może Intel w ten sposób chce też częściowo ożywić ducha overclockingu. Jego scena bowiem zmniejsza się w zastraszającym tempie, właśnie z powodu zbyt drogich podzespołów. Podejrzewam, że Intel mógł przymknąć oko na małe kombinowanie użytkowników, gdyż to właśnie ono leży u podstaw samodzielnego ulepszania komputera. W końcu zazwyczaj chodzi w nim nie o to, żeby bić rekordy, ale o to jak mieć więcej za mniej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst