Biznes  / Artykuł

Skrzyknijmysie.pl - jak odciągnąć internautów od ekranów? [rozmowa z Januszem Garberą]

Portal Skrzyknijmysie.pl (Bandher.com) to pomysł, który chce wykorzystać potęgę internetu, dzięki której możemy poznać nowe, ciekawe osoby o podobnych do nas pasjach czy poglądach. W dobie wszechobecnego Facebooka, stworzenie tego rodzaju portalu jest odważną inicjatywą, chcącą gromadzić np. lokalne społeczności wokół wspólnych celów. O to, czym ten projekt chce się wyróżniać na tle innych oraz czy jest on portalem rzeczywiście społecznościowym, który chce konkurować z Facebookiem postanowiliśmy zapytać jego pomysłodawcę Janusza Garberę.

bandher

Tomasz Krela: Jak zrodził się pomysł stworzenia portalu Skrzyknijmysie.pl?

Janusz Garbera: Pomysł na portal narodził się spontanicznie, gdy mijając park zauważyłem pojedynczych biegaczy. Ponieważ sam właśnie szukałem motywacji do rozpoczęcia joggingu, pomyślałem: „super byłoby skrzyknąć kilka osób z okolicy i potrenować razem”. Później przyszły mi do głowy kolejne rzeczy, na które można by skrzyknąć się w okolicy: pomoc sąsiedzka, spontaniczny mecz piłki nożnej lub impreza, wspólny wypad na narty, zebranie mieszkańców osiedla itp. I to wszystko w realnej społeczności ludzi, a nie społeczności nick-ów i avatar-ów. Co prawda umawiamy się w sieci, ale spotykamy w rzeczywistości. Bo sam, mówiąc szczerze, nie jestem zwolennikiem portali społecznościowych, które funkcjonują tylko po to, by gromadzić ludzi przed komputerem.

Określają się Państwo jako portal prawdziwie społecznościowy. Portale tego typu są jednak raczej kojarzone z projektami typu Facebook, Google+ czy NK.pl. Czy to nie są zbyt górnolotne słowa na określenie projektu przypominającego w dużej mierze forum dyskusyjne?

Wiem, że to stwierdzenie jest dość „mocne”, ale dla mnie wyrażenie „prawdziwa społeczność” wiąże się z grupą osób, które łączy wspólne miejsce życia, zainteresowania, kultura. Trudno zatem określać nim wirtualne grupy osób. Nawet jeżeli ludzie deklarują w nich, że coś ich interesuje czy wyrażają swoje poglądy. Oczywiście nie chcę generalizować, ale nigdy nie ma pewności, że ukryte pod nickiem czy nawet imieniem i nazwiskiem osoby naprawdę myślą w sposób, jaki prezentują w sieci. Dodatkowo bywa, że ludzie poświęcając swój czas portalom tzw. społecznościowym w pewnym sensie znikają z realnego życia i zamykają się w tym wirtualnym. Dlatego ideą mojego portalu było odwrócenie tej reguły. Portal Skrzyknijmysie.pl ma być swoistym środkiem do osiągnięcia celu – organizowania spotkań ludzi – a nie celem samym w sobie. A jeśli zaś chodzi o podobieństwo wizualne do forum dyskusyjnego – chciałem, żeby był on prosty, przejrzysty i intuicyjny.

Czym zatem różni się Skrzyknijmysie.pl od tradycyjnych forów dyskusyjnych gromadzących osoby o podobnych zainteresowaniach czy mieszkających w swojej okolicy?

Różnicę widać na poziomie funkcjonalności – forum służy głównie do dyskusji, a Skrzyknijmysie.pl do organizowania wspólnego działania. Jeśli miałbym porównywać portal do istniejących tworów w sieci, to bliżej mu zatem do serwisu ogłoszeń lokalnych. Z tą różnicą, że na Skrzyknijmysie.pl „towarem” są ciekawe inicjatywy, pomysły na spotkanie, próby podjęcia problemów, wspólne działanie na rzecz innych osób itp. A wszystko w najbliższej danemu użytkownikowi okolicy i za darmo! :-)

W serwisie można znaleźć zarówno przedsięwzięcia związane ze sportem, działalnością lokalną czy też polityką. Czy nie obawiają się Państwo, że Skrzyknijmysie.pl, oferując tak szeroką problematykę użytkownikom, nie zamieni się w internetowy śmietnik, w którym można znaleźć przysłowiowe „wszystko i nic”?

Internet jest takim „śmietnikiem”, a każdy znajduje coś interesującego dla siebie ;-). A mówiąc poważnie, zarejestrowani użytkownicy portalu Skrzyknijmysie.pl nie odczuwają „zaśmiecenia”. Przy zakładaniu konta wybierają oni konkretną lokalizację oraz kategorię skrzyków (postów), która ich interesuje. Dlatego logując się, otrzymują tylko te informacje, które „zamówiły”. Oczywiście przy użyciu nawigacji czy wyszukiwarki można dowolnie poruszać się po całym portalu. Jeśli zatem w zadeklarowanej przez użytkownika okolicy nic aktualnie się nie dzieje, może on sprawdzać wydarzenia z innej dzielnicy, miasta lub województwa czy dziedziny. Natomiast niezarejestrowany użytkownik wchodząc na stronę główną rzeczywiście widzi wydarzenia z różnych dziedzin i miejsc.

W jaki sposób chcą Państwo konkurować np. z Facebookiem, który w ostatnim czasie stał się platformą, za pomocą której ludzie organizują się do wspólnych działań?

Trzeba zaznaczyć, że Facebook znacząco zmienił się od momentu powstania – cały czas „obrasta” funkcjonalnościami. Staje się wirtualnym mikroświatem. I bardzo często bywa to uciążliwe dla użytkownika. Na Skrzyknijmysie.pl oczywiście też można publikować zdjęcia z wydarzenia czy komunikować się pomiędzy użytkownikami, jednak to nie jest cel sam w sobie. Trzeba też powiedzieć, że za tą inicjatywą nie stoją wielkie pieniądze czy organizacja, ale grupa zapaleńców, których pomysł zainteresował i zdecydowali się pomóc w jego urzeczywistnieniu. Jaki będzie tego finał? Czas pokaże. Zdajemy sobie sprawę, że obecnie tego typu inicjatywom bardzo ciężko jest się przebić. Ale dużo osób, z którymi rozmawiam, jest zafascynowana tym pomysłem jako czymś innym, świeżym, łączącym realność z nowymi tendencjami i technologiami w sposobie komunikowania się ludzi. Jasne, że zdarzają się głosy krytyczne. Stwierdzenia, że „to strata czasu i pieniędzy”, bo jest FB, NK, czy G+. Ale Skrzyknijmysie.pl w założeniu nie był pomysłem na wielki biznes, lecz na stworzenie narzędzia przydatnego dla społeczności nowych i już istniejących: tych prawdziwych, za którymi stoją żywi ludzie, a nie wirtualnych.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst