Gry  / Felieton

Przepraszam, jestem dziś nieprzytomna. Pół nocy grałam w Carmageddona na Androidzie

Są gry i Gry. Te pierwsze przemijają, te drugie nie umierają i nawet po latach ich wspomnienie wywołuje uśmiech na twarz. Albo szalony grymas jakby przejechało się właśnie przechodnia i zniszczyło samochód przeciwnikowi, przelatując przy okazji w powietrzu kilkaset metrów. To Carmageddon.

Nie ma co rozwodzić się nad fenomenem Carmageddona - dla niektórych z nas to gra kultowa, pierwsza która dawała taką wolność poczynań na lokacjach. Gra, której nienawidzili nasi rodzice myśląc, że spowoduje u nas zaburzenia, po których zostaniemy szalonymi mordercami i gra, która wciągała na długie godziny, a nawet dni.

[gallery columns="2" link="file" ids="114780,114778"]

Wczoraj wieczorem Carmageddon w końcu pojawił się na Androida, a przez pierwszą dobę dostępna jest darmowa wersja promocyjna, ufundowana dzięki środkom zebranym na Kickstarterze. Jeśli jeszcze nie pobraliście, to to zróbcie, bo Carmageddon to jedna z niewielu klasycznych gier, które pojawiły się na system mobilny i nie straciły przy tym nic z uroku ani grywalności.

Nawet wręcz odwrotnie. Carmageddon na Androida jest bardzo dopracowaną grą. System sterowania jest nawet znośny (czego nie mogę powiedzieć o żadnej innej mobilnej grze tego typu, takie GTA, mimo że na PC uwielbiałam, na Androidzie używać nie mogę) i wygodny. Jest hamulec ręczny (konieczność!:)), naprawa samochodu, zmyślnie wysuwana z krańca ekranu mapa i tak dalej. Wszystko, co najważniejsze.

Poza tym, co jest chyba najbardziej istotne i najprzyjemniejsze, grafika choć z powodu ekranu i może nawet faktycznej poprawy oczywiście lepsza, niż w pierowotnej wersji, wciąż zachowała tę uroczą pikselowatość, która nie przeszkadza, a nadaje smaku rozgrywce.

Nie kombinowano też z fizyką jazdy, nie zmieniano haseł, odzywek czy postaci. Nie ulepszano nic na siłę - nic, co nie wymagało koniecznie ulepszenia. Oczywiście dostosowano interfejs do dotyku (trochę brak kursora-uciętej dłoni), dzięki temu obsługuje się go wygodnie, ale pozostawiono wszystko, za co pokochaliśmy i z czego pamiętamy Carmageddona.

Odwiedzamy więc znane w każdym szczególe mapy, jeździmy po znajomych trasach, ścigamy czy rozwalamy się z dobrze znanymi przeciwnikami, witają nas te same, lekko psychopatyczne hasła... Bajka!

Stainless Game udowodniło, że powrót serii do korzeni i do pierwotnych twórców był słuszny. Niektórzy nazwą to odgrzewaniem kotleta, ale jeśli nawet, to jest to odgrzewanie dokonane z klasą i smakiem. To drugie życie kultowej już, pochłaniającej czas gry.

Polecam!

Carmageddon w Google Play, wersja płatna i darmowa,

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst