1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Polski pisarz wprowadza „lokowanie produktu” w nowej książce. Jeśli mu zapłacisz, nazwie postać na twoją cześć

witkowski powieść tango personal placement

Jeśli z jakiegoś powodu jesteście gotowi zapłacić za to, by jedna z pobocznych postaci w powieści Michała Witkowskiego nosiła wasze imię i nazwisko, to możecie już szykować portfele. Ruszył nabór.

Trudne czasy wymagają trudnych decyzji... albo łatwych (i pomysłowych!) rozwiązań. Zwłaszcza kiedy zdecydowało się na odważny ruch osadzenia akcji swojej nowej powieści w latach 20. i 30. ubiegłego stulecia, co wyklucza książkowy product placement. Na szczęście jest jeszcze „personal placement”, czyli możliwość zgarnięcia kasy od czytelników, którzy wymarzą sobie, by dziesięcioplanowi bohaterowie tego utworu nosili ich imiona i nazwiska. Oczywiście pod warunkiem, że nie będą brzmiały zbyt współcześnie.

Kto może zdecydować się na tego typu transakcję? Zapewne bezwarunkowy miłośnik twórczości Michała Witkowskiego (który oferuje taką możliwość) i ktoś kierowany chęcią poczucia czegoś na kształt, powiedzmy, utrwalenia, uwiecznienia, unieśmiertelnienia na stronach nowego dzieła autora czterokrotnie nominowanego do nagrody Nike. Choć i ten typ rozumowania może być zawodny: wasze imiona i nazwiska otrzymają przecież wykreowane na potrzeby powieści postacie, które poza tymi nazwiskami nie będą miały z wami nic wspólnego.

Żarty na bok. Nie dziwota, że ten model, nazywany przez niech niektórych żebropisarstwem, wydaje się drobną przesadą, ale nie jest niczym nowym. Może jedynie dziwić w przypadku poważanego w wielu kręgach i poczytnego swego czasu autora, z drugiej jednak strony – początkujący twórcy na czymś takim nie zarobią, bo nikt się przecież do nich nie zgłosi. Tymczasem Witkowski, były doktorant Instytutu Filologii Polskiej UWr, nominowany do wielu prestiżowych nagród literackich autor, napisał już dwanaście powieści („Wymazane”, „Drwal”, „Lubiewo”) i dwa zbiory opowiadań. Jest też niezawodowym aktorem, który okazyjnie pojawia się w różnych telewizyjnych czy filmowych projektach, a także... youtuberem. Na swoim kanale, jak sam przekonuje, stara się diagnozować na bieżąco polską kulturę. Prowadzi też wywiady i czyta własne teksty.

Jak sam pisze na swoim Patronicie, by związać koniec z końcem, na dwie swoje podobno najlepsze powieści zostawił sobie wyłączność (nie ukazały się na tradycyjnym rynku wydawniczym; można je nabyć w formie e-booka i videobooka bezpośrednio u niego). Czy taki los czeka również „Tango”, jego najnowszą powieść? Ma to być kryminał retro, którego akcja dzieje się, jak wspomniałem wyżej, w latach 20. i 30. Komentarze pod postem Witkowskiego dowodzą, że pierwsi fani wyrazili już swoje zainteresowanie zapłatą za nazwanie pobocznych bohaterów na ich cześć. A zatem: działa, a jeśli działa, to dlaczego by z tego nie korzystać?