REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV
  4. Seriale

Jacek Kurski igra z ogniem, wkurzając widzów „M jak miłość”. Dlaczego TVP opóźniła powakacyjny debiut serialu?

Już za parę godzin na antenie telewizyjnej Dwójki zadebiutuje pierwszy powakacyjny odcinek „M jak miłość”. Nie obyło się jednak bez kontrowersji — według wcześniejszych zapowiedzi, serial miał wrócić na antenę już wczoraj. Tak się jednak nie stało. Dlaczego? Jak zwykle chodzi o pieniądze.  A te w końcu generuje oglądalność, na której Jackowi Kurskiemu zależy najbardziej.

m jak milosc tvp przerwa wakacyjna premiera nowy odcinek
REKLAMA
REKLAMA

Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o trendach, filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres rozrywka.blog.

Mój plan na wczorajszy wieczór był prosty — kolacja, krótki odpoczynek, potem siłownia. W ramach motywacji do wieczornych ćwiczeń —  pierwszy powakacyjny odcinek „M jak miłość” (mam to szczęście, że na „mojej” siłowni do każdej bieżni przynależy mały kolorowy monitor, który po podłączeniu doń słuchawek, zamienia się w telewizor z ofertą podstawowych programów).

Butelka z wodą gotowa, ręcznik na szyi, maszyna w ruch. Niestety, ktoś postanowił zrujnować moje (i paru milionów innych widzów) plany i odwołał emisję serialu (zamiast „M jak miłość” o 20:50 na TVP2 pojawiła się antyuchodźcza komedyjka „Czym chata bogata”). Tym kimś okazał się Jacek Kurski, który najwidoczniej uznał, że na pewno będę wolała w tym czasie obejrzeć mecz Polska — Bośna i Hercegowina.

Polacy i Polki muszą oglądać mecz zamiast „M jak miłość”, bo tak zdecydował prezes

Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był fakt, że 1523. odcinek „M jak miłość” nie został ujęty we wczorajszym programie telewizyjnym. „To na pewno jakaś pomyłka, mają nieświeże informacje” — pomyślałam, pocieszając się w duchu i podkręcając tempo na bieżni. Kiedy jednak tuż po „Barwach szczęścia” zobaczyłam zajawkę filmu „Czym chata bogata”, poczułam złowrogie ukłucie w brzuchu. W końcu czekałam na powakacyjny powrót „ulubionego” (no dobra, może i nie śledzę losów Mostowiaków regularnie, ale za każdym razem wracam do tego tytułu z masą dobrych wspomnień) serialu i jeszcze tego samego dnia czytałam w artykułach internetowych, że premiera nowego odcinka ma się odbyć w poniedziałek 7 września o tradycyjnej porze.

W końcu weszłam na oficjalny profil serialu na Instagramie i dopiero stamtąd dowiedziałam się, że premierę przesunięto na wtorek. Powód? Cóż, tego możemy się tylko domyślać, bo ani twórcy serialu, ani stacja, nie pofatygowali się z wyjaśnieniem. Mając w pamięci poprzednie praktyki TVP, najprawdopodobniej decyzja o przesunięciu emisji na wtorek, była spowodowana wczorajszym meczem polskiej reprezentacji w Lidze Narodów. Słowem — to włodarze z Woronicza z Jackiem Kurskim na czele zdecydowali, że poświęcą widzów „M jak miłość” na rzecz meczu. Co gorsza — zdecydowali za mnie i kilka milionów Polaków. Nie pierwszy zresztą raz.

Jacek Kurski myśli, że jest cwany, ale tak naprawdę TVP traci na programowych roszadach

Niestety, to strategia stosowana przez Telewizję Polską od paru lat. Ileż to już razy widzowie „Klanu” musieli obejść się smakiem, gdy niemal w ostatniej chwili ich ulubiony serial przegrał np. z Turniejem Czterech Skoczni. Podobny los spotkał fanów show pt. „Rolnik szuka żony”, którzy przez wydarzenia sportowe również kilkukrotnie był przesuwany o kolejny tydzień.

O ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć sytuację, w której transmisja ważnego wydarzenia koliduje z konkretną serią w obrębie jednego kanału telewizyjnego, o tyle kompletnie nie rozumiem, co wydarzyło się wczoraj w TVP. W końcu mecz leciał na Jedynce, a „M jak miłość” — tradycyjnie — na Dwójce. „I wilk syty, i owca cała” — powiedziałby ktoś rozsądny. Ale nie. Słynący z zamiłowania do pików oglądalności Jacek Kurski nie mógł pozwolić, by przy jednym ogniu upiekły się dwie pieczenie, tylko musiał rozdmuchać ten ogień koniecznie na dwa stosy. W sumie logiczne — wczoraj widzowie nie musieli wybierać, bo stacja z Woronicza zrobiła to za nich i dziś jeszcze liczniej zgromadzą się przed telewizorami, wiedzeni ciekawością, co też wydarzyło się w Grabinie i Gródku.

Jest tylko jeden słaby punkt tej strategii — ryzyko, że takiego widza przejmie konkurencja. A rozdrażniony widz, to łatwy cel.

I wtedy wchodzi „Projekt Lady”, cały na biało

„Bez sensu.. jutro jeden odcinek i znowu trzeba będzie czekać cały tydzień na kolejny”

„Wybiła godzina 21 a ja w kuchni uswiadomilam sobie, ze dzis poniedzialek, powinno juz leciec MjM. A tu wielki zawód bo leci jakieś g**no zamiast tyle wyczekiwanego serialu, nosz kurde, to jest jakaś kpina !!!”

„Masakra. Cały tydzień czekać a tu takie jaja, że nie leci. Coraz bardziej mnie to denerwuje, że jak są jakieś mecze czy coś takiego, to M jak miłość już nie ma, dziwne to wszystko”

— nie kryli swojego rozczarowania widzowie „M jak miłość” na Instagramie.

Dla mnie wybór okazał się prosty. Jako że na bieżni obok ćwiczył zdeklarowany fan footballu, co chwila zdający mi na migi relację z rozrywki toczącej się na boisku, bez większych skrupułów przełączyłam na TVN, zagłębiając się w losy uczestniczek nowego sezonu „Projektu Lady”.

Jaki z tego morał? Cóż, pewnie jednorazowa utrata widza (i to korzystającego z odbiornika w miejscu publicznym) nie odbije się szczególnie (a nawet w ogóle) na statystykach stacji. Tylko że takich sytuacji jest coraz więcej, a widzowie konkretnych produkcji TVP są tym faktem poważnie wkurzeni. I ja się wcale im nie dziwię.

REKLAMA

Pierwszy odcinek „M jak miłość” po wakacyjnej przerwie obejrzycie dziś o godz. 20:50 w TVP2 i w serwisie vod.tvp.pl.

*Zdjęcie główne: Instagram.com/mjakmilosc.official

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA