1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Czy "Gastrobanda" faktycznie obnaża sekrety branży gastronomicznej? Recenzja sPlay

Czy Gastrobanda faktycznie obnaża sekrety branży gastronomicznej?

W restauracjach, częściej lub rzadziej, stołuje się każdy z nas. "Gastrobanda", książka autorstwa Jakuba Milszewskiego oraz Kamila Sadkowskiego, która ma ambicje ujawnić najgłębiej skrywane sekrety branży gastronomicznej, w teorii przeznaczona jest więc dla każdego. W praktyce jednak trudno powiedzieć, kto powinien po nią sięgnąć. 

W ostatnich latach w Polsce wzrosło zainteresowanie kulinarną i okołokulinarną tematyką, zwiększyła się świadomość tego co i jak jemy, otworzyliśmy się na nowe smaki i byle schabowy w grubej panierce przestał już nas satysfakcjonować. Uwielbiamy programy o jedzeniu, poradniki dotyczące gotowania pisane przez podrzędnych celebrytów z miejsca stają się bestsellerami, a wypad do knajpy przestał być traktowany jako coś odświętnego. Jadamy na mieście coraz chętniej i coraz więcej.

gastrobanda

Przed kilkoma laty "Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler" otworzyły Polakom oczy na to, jak czasem wygląda czasem gastronomiczna rzeczywistość - brud, wszechobecne mrożonki, tanie i podłe składniki, nieuprzejma obsługa, właściciele niemający pojęcia o branży, w której przyszło im pracować. "Top Chef" czy "Hell's Kitchen" prezentują pracę na kuchni od kuchni, pokazując jak stresujący, nerwowy, ale i ekscytujący jest to kawałek chleba. Czy "Gastrobanda" Milszewskiego i Sadkowskiego może wnieść do tematu coś więcej? Tak, ale niestety niewiele.

Opublikowana nakładem wydawnictw Agora i Smak Słowa książka chce opowiedzieć czytelnikom o tym, jak wygląda kulinarny świat za zamkniętymi drzwiami - jaką drogę odbywa zamówienie od chwili złożenia go u kelnera do momentu, gdy ląduje na stoliku przed nami, jaką rolę pełnią poszczególni członkowie załogi, od pomywacza do szefa kuchni czy wreszcie w jaki sposób oszukuje się klientów.

Wszystko to brzmi pięknie i interesująco, ale w rzeczywistości wcale nie jest tak kolorowo. "Gastrobanda" ma niedostatki i wady, przez które dla wielu będzie to pozycja po prostu kiepska.

Forma tej książki budzi ambiwalentne odczucia. Napisana jest stosunkowo barwnie i opisowo, językiem prostym i potocznym, dzięki czemu zasadniczo daje się czytać dość lekko. Z drugiej jednak strony, logorea autorów bywa nieznośna, męcząca i zadziwiająco pusta - nie raz i nie dwa w trakcie lektury, po przeczytaniu kilku stron, przychodzi refleksja, że to samo dało się napisać w kilku zdaniach. Choć absolutnie nie jestem wrażliwy na punkcie wulgaryzmów, ich nadużywanie i wpychanie wszędzie, gdzie tylko było to możliwe, by "lepiej oddać to, jak mówi się na kuchni", zwyczajnie irytuje.

"Gastrobanda" chce obnażać nagą prawdę, tymczasem - zapewne w obawie przed pozwami - wszystkie fakty przedstawione są w formie historyjek i anegdot, tracąc tym samym na wiarygodności, pozbawiając jednocześnie treść tego, czego powinno być w niej najwięcej: mięsa. W teorii utajnienie personaliów kucharza, który pluje klientom do zupy zmienia niewiele, w praktyce, dla spragnionej mocnych wrażeń i krwi publiki - wszystko. A to wcale nie najważniejszy zarzut, który można wysunąć wobec Milszewskiego i Sadkowskiego. Trudno też sprecyzować, kto miał być czytelnikiem tej pozycji.

Bo jeśli ktoś interesuje się gastronomią w szerszym znaczeniu, to nie znajdzie tu zbyt wielu zaskakujących czy odkrywczych informacji. Jeśli zaś kogoś ten temat zupełnie nie rusza, to po co miałby sięgać po tę książkę?

Tym bardziej, że opisywane przez autorów zachowania to najczęściej jednostkowe przypadki, z których nic nie wynika - czasem jak podpadniesz kelnerowi, to napluje ci w talerz, ale czasem jednak nie. Jeśli magazynier pokłóci się z dostawcą to czasem skończy się to źle, ale czasem - wcale niekoniecznie. I tak dalej. Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że najmocniejszą stroną tej książki są ilustrujące tekst zdjęcia. Zapowiadało się dobrze, skończyło... w najlepszym razie średnio.