1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Jeden z najbardziej wstrząsających reportaży, jakie napisano. "Cynkowi chłopcy", Swietłana Aleksijewicz - recenzja sPlay

Jeden z najbardziej wstrząsających reportaży, jakie napisano. Cynkowi chłopcy - recenzja sPlay

Pierwsza książka tegorocznej noblistki, Swietłany Aleksijewicz, którą czytałem - "Czarnobylska modlitwa" była lekturą tak przytłaczającą i smutną, że długo zwlekałem z sięgnięciem po kolejny jej reportaż. Wreszcie się przemogłem, i cóż, znów mam dość na dłuższy czas.

Aleksijewicz czyta się wybornie, ale trzeba sobie jej prozę porcjować, najlepiej na małe kawałeczki - przynajmniej ja nie potrafię inaczej. Z tych perfekcyjnie dobranych słów i z pietyzmem skonstruowanych zdań wyłania się bowiem obraz niewypowiedzianie przygnębiający, rozdzierający i trudny w przyswojeniu. Obraz ludzkiego cierpienia, rozumianego bardzo szeroko i wielowymiarowo, w dodatku oddanego z niezwykłą precyzją. Takich rzeczy nie czyta się lekko.

cynkowi chłopcy

"Cynkowi chłopcy" to reportaż poświęcony rosyjskim weteranom wojny afgańskiej, a także kobietom w ten, czy inny sposób zaangażowanych w to wydarzenie - matkom, żonom, pielęgniarkom, prostytutkom. Żołnierze, którzy jechali do Afganistanu, mieli nieść bratnią pomoc i zostać bohaterami. Oficjalnie nie włączali się w działania zbrojne, prawda była jednak zgoła inna. I gdy ujrzała ona światło dzienne, z bohaterów stali się faszystami, najeźdźcami, okupantami, z pogardą traktowani nawet przez swoich rodaków. Wielu z nich nie miało wyboru, nie mogło odmówić wyjazdu. Ci, którzy decydowali się na to z własnej woli, mamieni byli kłamstwami i obietnicami bez żadnego pokrycia.

Na miejscu doświadczyli piekła: efektów brutalnej fali, poczucia ciągłego zagrożenia, strachu, cierpienia fizycznego i psychicznego. Byli zabijani i zabijali.

A wszystko to, będąc kompletnie nie przygotowani na to, co ich czekało. Niektórzy wracali - bez ręki, nogi, połowy twarzy; złamani. Innych przewożono w cynkowych trumnach, których nawet ich rodziny nie miała prawa otworzyć. Część została tam na zawsze.

W domu trwali ich bliscy: matki, żony, bracia, dzieci. Cierpiący niewyobrażalne katusze każdego dnia, oczekując na powrót swoich synów, mężów i ojców, albo choć na krótką wiadomość od nich. W dniu końca służby kupujący kwiaty, które musieli potem składać na grobach rozsianych po cmentarzu - skoro radziecka armia nie walczyła, jak informowała propaganda, w Afganistanie, żołnierze nie mogli ginąć. Ci, którym udało się przeżyć, ubodzy, porzuceni, na zawsze skrzywieni, skazani zostali na społeczny ostracyzm.

Podczas trwającej dziesięć lat wojny afgańskiej śmierć poniosło ponad 15 tysięcy żołnierzy ZSRR, a prawie 54 tys. zostało rannych, z czego jedna piąta uległa trwałemu inwalidztwu.

Tych danych nie wyczytacie z książki Swietłany Aleksijewicz. Białoruska pisarka i dziennikarka po raz kolejny sprowadza wielką historię do rozmiarów człowieka. Wycofuje się z reportaży, w całości oddając głos swoim bohaterom. To z ich perspektywy poznajemy wszystkie te wstrząsające wydarzenia, opowiedziane ich językiem, tak, jak je zapamiętali. To oni sami, we łzach i bezsilnej wściekłości, spowiadają się tegorocznej noblistce, by świat poznał ich historię i spróbował zrozumieć ich cierpienie.

"Cynkowi chłopcy" to rzecz, nie bójmy się tego słowa, wybitna, którą niewątpliwie warto znać.

Jednak, choć świetnie napisana, ze względu na poruszaną tematykę czyta się ją niełatwo. Wymaga skupienia, odcięcia się od zewnętrznych bodźców i czasu na przetrawienie tego, co się przeczytało. Z całą pewnością nie jest to dobra pozycja do autobusu albo na krótki urlop. Lecz gdy znajdziecie odpowiedni moment i nastrój, nie wahajcie się - sięgnijcie po "Cynkowych chłopców", bo książek tak znakomitych nie wypada ignorować.