Kooperacja ostatnio przeżywa drugą młodość - coraz więcej gier oferuje nam możliwości zabawy ze znajomymi - zaczęło się od Gears of War, Rainbow Six Vegas i osiągnięć Unreal Engine 3.0. Zauważcie jak wiele gier opartych na tym silniku oferuje opcję kooperacji, w tym także Army of Two, nowa seria Electronic Arts.

Armia Dwóch na pierwszy rzut oka jest standardową strzelaniną z widokiem zza pleców bohatera. Można się tu chować za osłonami - co jest ostatnio standardem - choć na tym podobieństwa z innymi taktycznymi grami się kończą. Army of Two stawia na współpracę obu graczy (teoretycznie da się grać samemu z komputerowym partnerem, ale sensu to nie ma) i wspólne załatwianie problemów. Prawie każdy pojedynek z wrogiem trzeba rozwiązywać stosując Aggro - zupełnie nową zabawkę, jeszcze niespotykaną w branży gier. Jest to specjalny licznik - dość powiedzieć, że na ekranie jest większy od paska życia, który po lewej stronie ma ikonkę jednego gracza, po prawej drugiego. Gdy ten pierwszy zacznie strzelać, rzucać granatami i świetnie się bawić, pasek Aggro przejdzie w jego stronę, co podświetli postać czerwonym, widocznym z daleka kolorem. Z drugiej strony, współpracownik w tej samej chwili stanie się niewidzialny, co da mu możliwość okrążenia wroga i załatwienia go po cichu. Na początku używanie Aggro wiąże się z problemami, choć pod koniec gry nikt nie będzie na to zwracał uwagi - będzie to czynność tak naturalna, jak oddychanie.

To nie ma prawa skończyć się dobrze.

Gra zaczyna się w roku 1993, gdy Elliot Salem i Tyson Rios - nasi herosi, wtedy jeszcze zwykli żołnierze amerykańskiej armii - mają za zadanie zlikwidować Abdullahi Mo'Alima, jednego z ważniejszych Somalijskich terrorystów. Misja zdaje się być banalnie łatwą, gdyż samą egzekucją ma zająć się Philip Clyde - prywatny żołnierz, profesjonalista i... psychol. Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, prawie wszystko po drodze się sypie, ale dzięki naszym herosom cel zostaje zabity, a żołnierze z trudem uciekają do punktu ewakuacji. Nasz dowódca w zamian za załatwienie tak trudnego zadania dostaje ofertę pracy w firmie zrzeszającej najemników, przez co nasi żołnierze w końcu zakładają swoje genialne maski. Fabuła stoi na poziomie typowego, amerykańskiego filmu akcji - nic nie jest tu szczególnie skomplikowane, choć kilka zwrotów akcji się znajdzie. Sporo jest absurdów, takich jak pół-nieśmiertelny boss strzelający z miniguna czy dwóch żołnierzy spadających na jednym spadochronie, z czego jeden z nich strzelający ze snajperki - ale szczególnie to nie przeszkadza, wręcz odwrotnie - jest bardzo grywalne. Na plus zapisać należy różnorodność lokacji - mimo iż pobawimy się głównie w piaskownicy zwanej Bliskim Wschodem, nie zabraknie także wielkiego lotniskowca czy malowniczej rzeki w Chinach, a także czegoś specjalnego...

"Ale jak ten pan wystawił krocze, jakby sam się prosił..."

Walki przypominają nieco te z Gears of War - głównie przez chowanie się za osłonami i podobny system walk wręcz. Osłony w Army of Two są bardziej realistyczne - da się schować za wszystkim, co zasłoni przed kulami naszą postać - nawet jeśli ramię czy tyłek będą ciągle wystawione na ostrzał, bohater potraktuje okoliczny przedmiot za osłonę i podczas strzelania nie wystawi całej głowy. Nie ma tu żadnej animacji "przyklejania" się do ściany, znanego z Gearsów - w każdej chwili można cofnąć się kilkanaście centymetrów, wstać czy zrobić coś bardziej efektownego, jak złapać przeciwnika i złamać mu kark. Walka wręcz jest efektowna i dość trudna do wykonania - choć wystarczy wcisnąć jeden przycisk, najpierw trzeba podbiec do wroga pod ostrzałem i wcisnąć prawy trigger celując idealnie w korpus terrorysty - jeśli uda się to zrobić, jeden z bohaterów efektownie zabije przeciwnika - zwykle bardzo brutalnie, ale to zostawmy już wielkiej, czerwonej "18+" na opakowaniu.

To wy sobie strzelajcie, a ja tu usiądę...

Do tego mamy kilka bonusów, takich jak wyrwanie drzwi od samochodu i zrobienie z nich tarczy - co zasłoni obu bohaterów przed ostrzałem, podczas gdy jeden z nich ciągle będzie mógł strzelać ze swojej broni. Na koniec jeszcze jedno pytanie - kto z Was oglądał Mr. and Ms. Smith? W jednej z ostatnich scenach filmu bohaterowie przykleili się do siebie plecami i zaczęli obracać się wokół własnej osi strzelając do terrorystów, unikając przy tym pocisków, granatów i rakiet. Najwidoczniej Salem i Rios także widzieli ten film, bo manewr ten wykonują, kiedy tylko mogą, zabijając przy tym tylu ludzi, ilu tylko się da. I koniecznie unikając rakiet.

Nie zabrakło także broni i edycji postaci. Mamy dostęp do sporej ilości zabawek, a jakby tego było mało, każdą z nich możemy jeszcze dopakować zakładając tłumik, zmieniając kolbę czy uchwyt, albo nawet zrobić sobie lufę z czystego złota - każda z tych modyfikacji ma wpływ na Aggro, więc założenie tłumiku na złotą broń jest raczej dziwnym pomysłem. Poza tym mamy jeszcze zmianę masek - jak widać na zdjęciach i filmach z gry, każdy z bohaterów nosi na twarzy bardzo charakterystyczną, kuloodporną kupę złomu - jest ich koło dwudziestu, więc zamiana tychże jest miłym przerywnikiem od zabijania tysiąca wrogów.

Bo zupa była za słona

Mimo iż gra została stworzona na Unreal Engine 3.0, nie prezentuje się szczególnie pięknie. Sporo tekstur jest brzydkich, modele przeciwników nie są zbytnio skomplikowane. Jedynymi bardzo dobrze wyglądającym elementami są modele naszych bohaterów i ich pancerze, które pod kulami rysują się niczym prawdziwy metal. Bardzo spodobały mi się modele broni, a także cuda, jakie można z nimi wyczyniać. Po podwójnym przedłużeniu lufy i założeniu najdłuższego tłumika, mój Steyr Aug opuszczony w dół sięgał bohaterowi do kolan, co wyglądało absurdalnie - choć mimo to mi się spodobało ;). Pisząc o grafice, wspomnieć muszę jeszcze o filmach pomiędzy misjami - niektóre z nich trwają nawet kilkanaście minut, ale to kawał porządnej rozrywki, więc wcale nie przeszkadzają. Misje także rozgrywają się w malowniczych lokacjach - wspomnieć muszę koniecznie o ostatnim zadaniu w Miami, które przeżyło właśnie atak tornado większego od słynnej Katriny. Pływanie poduszkowcem nad ulicami, oglądając zniszczoną piękność należy do tych momentów, których gracze nie wyrzucą z pamięci dość łatwo. Dźwięk stoi na poziomie nieco wyższym od grafiki - głosy są wiarygodne, a niektóre motywy muzyczne zostały mi w pamięci aż do dziś.

To musiało boleć.

Kooperacja nie jest jedynym możliwym multiplayerem w Army of Two, pojawia się jeszcze coś w rodzaju klasycznego deathmatchu - oczywiście drużynowego, w grupach po dwóch graczy. Aggro pojawia się i tutaj, przez co grało się o wiele przyjemniej, niż w inne gry - właśnie dzięki tego wskaźnikowi, dodającemu sporo taktyki i pozwalającemu na wykonanie bardziej zaawansowanych akcji. Pamiętam, jak z moim kompanem broniłem się w rogu, praktycznie bez szans na przeżycie - uratowało nas tylko to, że w pewnym momencie zacząłem strzelać jak szalony - na ślepo, bez wychylania głowy. Po chwili mój kompan stał się niewidzialny, przemknął za plecy przeciwników i sam zaczął strzelać - tym razem nasi wrogowie znaleźli się w kropce. O sytuacjach z multi można gadać godzinami, wystarczy powiedzieć tylko, że stoi on na wysokim poziomie, choć brakuje mi mocnych serwerów - na stabilnym znalazłem się tylko raz, a próbowałem wiele godzin. Do tego nigdzie nie wyświetla się ping, przez co nawet nie mogłem wytłumaczyć się czemu wychodzę z gry zostawiając mojego kompana na pastwę losu. Kod jest przy tym nieco niedopracowany, ale to oczywiście można szybko zmienić poprawkami.

Czasami bohaterowie sobie pomagają (!)

Na zakończenie muszę napisać, że Army of Two mnie nie zawiodło, oczekiwałem szybkiej, niezbyt skomplikowanej i dość trudnej rozrywki - właśnie to dostałem od Electronic Arts. Znając twórców (i zakończenie) to wcale nie jest koniec, a druga część wyjdzie już niedługo. I już nie mogę się doczekać, gdyż Armia Dwóch ma wiele gigantycznych zalet, choć niestety parę wad także się znajdzie. Mam tylko nadzieję, że te drugie zostaną poprawione w sequelu, przez co dostaniemy hit na miarę Gears of War. Na razie jest porządnie, choć za tak wysoką cenę kupiłbym coś innego.