Niemcy mówią węglowi „auf Wiedersehsen”. Szybko i w zdecydowany sposób

Przejmujący od lipca unijną prezydencję Niemcy szybko wysłali swoim europejskim partnerom sygnał, że dla nich walka ze zmianami klimatu wchodzi w decydującą fazę. Nasi zachodni sąsiedzi na tyle poważnie podchodzą do tematu, że w Bundestagu właśnie przegłosowano ustawę, dzięki której węgiel będzie jeszcze źródłem energii w Niemczech tylko przez 18 lat.

Możemy się złościć, tupać nogą i złorzeczyć, ale to Niemcy nadają ton europejskiej polityce. W kolejnych latach Berlin, być może pod rękę z Paryżem, określi unijną przyszłość. Nie inaczej jest teraz, kiedy od kilku dni nasi zachodni sąsiedzi przejęli europejską prezydencję. I jak to oni, szybko pokazali, co dla nich będzie w najbliższych miesiącach priorytetem.

Bizblog.pl poleca

Już w pierwszy piątek lipca Bundestag przyjął ustawę o stopniowym zakończeniu szkodliwego dla klimatu wytwarzania energii elektrycznej z węgla. Co ciekawe: ponieważ dotychczasowe metody zawiodły, niemieccy posłowie, oddając głos przechodzili przez drzwi opatrzone napisem „tak” lub „nie”. Zgodnie z oczekiwaniami większość przeszła przez „tak” i tym samym węgiel ma być źródłem energii w Niemczech tylko jeszcze przez następne 18 lat do 2038 r.

Węgiel w odstawkę, a moc elektrowni opartych na nim w dół

Niemcy stworzyli dokładny plan odchodzenie od węgla. W przyjętych regulacjach znalazł się zapis wskazujący na systematyczne zmniejszanie w niemieckim miksie energetycznym udziału elektrowni węglowych i opalanych węglem brunatnym. Będzie zmniejszony do 15 gigawatów w 2022 r., a następnie do 8 gigawatów dla elektrowni węglowych i 9 gigawatów dla elektrowni opalanych węglem brunatnym do 2030 r. 

Przypomnijmy, że w 2018 r. emisje gazów cieplarnianych w krajach UE zmniejszyły się o 21 proc. w porównaniu z poziomami z 1990 r. Liderem emisji CO2 w Unii nadal pozostają Niemcy, którzy w 2018 r. odpowiadali za 23 proc. całej emisji dwutlenku węgla, czyli ok. 889 mln ton ekwiwalentu CO2. Na drugim miejscu plasuje się Francja, a na trzecim Włochy. W porównaniu z 1990 r. największy spadek emisji odnotowywany jest na Litwie (- 57 proc.), Łotwie (- 54 proc.) oraz w Rumunii (- 53 proc.). Za największy za to wzrost odpowiada Cypru (+ 54 proc.), Hiszpania (+ 20 proc.) i Portugalii (+ 19 proc.).

Miliard euro dla węglowych regionów

Żegnając węgiel, Niemcy w obawie głównie przed utratą licznych miejsc pracy, zadbali też o zapisy, dzięki którym regiony produkujące węgiel dostaną specjalne pieniądze na sprostanie zmianom w strukturze gospodarczej. Chodzi w sumie o 40 mld euro, które będą mogły być spożytkowane na zarządzanie gospodarką i restrukturyzację infrastruktury. Ma to dotyczyć Nadrenii Północnej-Westfalii, Saksonii-Anhalt oraz Saksonii i Brandenburgii. Z tej puli środki mają też trafić do samych operatorów elektrowni, którzy za przedwczesne zamykanie będą mogli w ten sposób uniknąć działań prawnych przed międzynarodowym trybunałem arbitrażowym.

To zbyt wczesne niszczenie całej branży

Na przyjętych regulacjach suchej nitki nie zostawia zastępca szefa „Alternatywy dla Niemiec” (AfD) Tino Chrupalla. Uważa, że rząd celowo niszczy branżę węglową, nie analizując żadnej z alternatyw. 

Zrównoważone koncepcje zastępcze po wycofaniu węgla nie są dostępne

– przekonuje Tino Chrupalla.

Jego zdaniem odchodzenie od węgla ma sens dopiero w 2050 r. Uważa, że do tego czasu energia z wiatru i słońca nie będzie w stanie zastąpić pozyskiwanej z węgla.

A może jednak pożegnanie z węglem jest spóźnione?

Odmienne zdanie mają Lewica i Zieloni, dla których z kolei pożegnanie z węglem w 2038 r. jest zbyt odległym terminem. Krytykują ostatnie decyzję podjęte w Bundestagu i wzywają wszystkich do zdecydowanie szybszego rozwodu z czarnym złotem. Lorenz Gösta Beutin, poseł Lewicy, przekonuje, że zdecydowanie lepszą datą na pożegnanie węgla będzie 2030 r. Annalena Baerbock, wiceprzewodnicząca Zielonych, przyjętą przez Bundestag ustawę dotyczącą odchodzenie od węgla nazywa „niewystarczającą”.

Lista rzeczy, które zostały potraktowane jako niewystarczające jest nieskończona

– przekonuje.

W podobnym tonie wypowiadają się niemieccy ekolodzy. Dyrektor Greenpeace u naszych zachodnich sąsiadów Martin Kaiser twierdzi, że nadal będzie walczyć razem z całym ruchem klimatycznym w tym i następnym rządzie o zakończenie spalania węgla najpóźniej do 2030 r. Zwraca przy tej okazji uwagę na plany dotyczące pogłębienia do 2024 r. wszystkich kopalń głębinowych w Niemczech.