Umowa społeczna z górnikami gwarantuje nam bezpieczeństwo energetyczne? Jacek Sasin założył różowe okulary

Propaganda wpisana jest w życie polityka jak odsetka w kredyt. Gorzej jak to już nie jest tylko promocja swoich działań, ale za to zakrzywianie rzeczywistości na całego. Wicepremier Jacek Sasin znowu udowodnił, że w tej konkurencji naprawdę trudno mu dorównać.

Być może coś jest na rzeczy w plotkach o przedterminowych wyborach, bo ni stąd, ni zowąd rząd zaczął przekonywać Polaków, jak to sobie dobrze w pandemii koronawirusa poradził. A może też chodzi po prostu o obronę przed votum nieufności własnego stołka. Abstrahując od tego, że wbrew pozorom zagrożenie epidemiologiczne wcale nie jest za nami (do najbardziej zaraźliwej mutacji Delta dochodzi właśnie wersja andyjska – Lambda), pierwszy propagandowy sygnał dało Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Bizblog.pl poleca

 

„Widać już, że na tle największych gospodarek świata Polska wyszła ze zderzenia z pandemią obronną ręką. Oznacza to, że polska gospodarka jest zdrowa i oparta na mocnych podstawach, a potężne działania pomocowe rządu przyniosły skutek” – stwierdził bez ogródek szef resortu i wicepremier Jacek Sasin.

Umowa społeczna z górnikami da Polsce bezpieczeństwo energetyczne

Taka już rola członka rządu, żeby przy każdej możliwej okazji chwalił swoje gremium do upadłego. Tylko że w tzw. międzyczasie najwyraźniej Sasin pobrał jakiś silny środek psychoaktywny i zaczął niepotrzebnie fantazjować. 

„Przyjęte w dokumencie rozwiązania systemowe chronią górników, zapewniają bezpieczeństwo energetyczne Polski oraz zapewniają transformację regionów górniczych. To historyczne wydarzenie dla Śląska, szerzej dla Polski” – przekonuje Jacek Sasin, który najwyraźniej opowiada się za polityką faktów dokonanych. 

To nic innego jak pobożna lista życzeń szefa aktywów państwowych i zastępcy premiera. Bo przecież rzeczywistość ma się zgoła inaczej. Owszem, rząd umowę społeczną podpisał, ale już w porozumieniu z 25 września ub.r. – które jest ze swoim harmonogramem zamykania kopalni (do 2049 r.) fundamentem tego dokumentu – zawarto zapis, w którym jednoznacznie stwierdzono, że umowa społeczna wejdzie w życie tylko pod jednym warunkiem: jak zielone światło dla niej zapali Bruksela. 

I w resorcie aktywów państwowych doskonale sobie z tego zdają sprawę. Od tygodni można usłyszeć sugestie, że być może z górnikami do jednego stołu negocjacyjnego trzeba będzie usiąść jeszcze raz i wypracować nową umowę społeczną – już zgodną z oczekiwaniami Komisji Europejskiej. Dla rządu nie jest również tajemnicą, że te negocjacje z Komisją Europejską będą wyjątkowo trudne.

Zielony Ład z uwzględnieniem polskiej specyfiki

Dlaczego te rozmowy mogą być tak skomplikowane? Bo wygrana polskiego rządu w tych starciach jest bardzo mało prawdopodobna. Przecież od 2018 r. Bruksela ciągle mówi o neutralności klimatycznej, która miałaby nastać w Unii od 2050 r. Wspólnotę do zeroemisyjności ma poprowadzić Zielony Ład, którego głównymi elementami będzie nowy cel klimatyczny nakazujący redukcję emisji CO2 o 55 proc. do 2030 r. (względem tej z 1990 r.), a także taka reforma systemu handlu emisjami ETS, by ten wywierał jeszcze większą presję, żeby jak najszybciej odstawiać na boczny tor paliwa kopalne.

Tymczasem Polityka Energetyczna Polski do 2040 r. zakłada, że jeszcze za blisko dwie dekady, w 2040 r. udział węgla w naszym miksie energetycznym wyniesie nawet do 28 proc. Nie trzeba być więc wybitnym ekspertem, żeby zauważyć, że Warszawa i Bruksela chcą podążać jednak w odwrotnych kierunkach. Wystarczy na chwile przynajmniej odstawić propagandę.

Tymczasem wicepremier Sasin nie dość, że postanowił tego rozdroża nie zauważać, to dodatkowo wcisnął na siłę na swój nos różowe okulary. I wszem i wobec stwierdził, że podpisana z górnikami umowa społeczna wpisuje się w brukselskie oczekiwania. 

„Ta reforma wpisuje się w politykę zielonego ładu z uwzględnieniem polskiej specyfiki oraz aspektów socjalnych. To duży sukces” – przekonuje szef aktywów państwowych.

O bezpieczeństwo energetyczne Polski zadba też NABE

Jak wynika ze słów wicepremiera Sasina, Polska bezpieczeństwo energetyczne będzie zawdzięczać nie tylko umowie społecznej z górnikami. Swoje trzy grosze ma też do tego garnka dorzucić Narodowa Agencja Bezpieczeństwa Energetycznego (NABE), ta sama, która będzie miała za zadanie posprzątanie po państwowych spółkach aktywów węglowych, by te wreszcie mogły na poważnie inwestować w odnawialne źródła energii. 

„Taka silna krajowa spółka zapewni bezpieczeństwo energetyczne Polski. Na pewno będzie to również służyć całej polskiej gospodarce” – nie ma cienia wątpliwości Sasin.

Tymczasem pojawia się coraz więcej pytań dotyczących funkcjonowania NABE. Swoje wątpliwości zgłosił już m.in. Rafał Gawin, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

„W koncepcji wydzielenia aktywów węglowych do NABE brakuje informacji, jak nowo utworzony podmiot będzie się zachowywał na rynku i jak osiągnięty będzie cel zapewnienia w długim okresie stabilnych cen energii” – stwierdził w trakcie niedawnego Ogólnopolskiego Szczytu Energetycznego w Gdańsku.

Podobne wątpliwości co do przyszłego funkcjonowania NABE mają także związkowcy z PGE i Tauronu.

„Projekt opiera się tylko i wyłącznie na założeniach, bez gwarancji oraz ustalonego sposobu funkcjonowania w przyszłości krajowej energetyki” – czytamy w ich zawiadomieniu do NIK.