Koniec tanich lotów. Szef Ryanaira: będzie drożej, bo was stać

Michael O’Leary przyznał, że bilety po 10 euro to zamierzchła przeszłość. Tak tanio już nie polatamy. Za 20 albo 30 euro zresztą też nie. Ryanair zamierza wyraźnie podnieść ceny. Dlaczego? Bo może. Zdaniem irlandzkiego menedżera nawet po podwyżkach wciąż będziemy chętnie podróżować samolotami.

Za jedno euro, za 0,99 euro, a nawet za 9,99 euro – myślę, że nie zobaczysz tych taryf przez najbliższe lata

– rzucił O’Leary na antenie BBC Radio 4’s Today.

Prezes Ryanaira potwierdził, że o tanim lataniu trzeba na razie zapomnieć. Przyczyn jest wiele, a najbardziej bezpośrednią z nich jest gwałtowny wzrost cen paliwa lotniczego.  

Ryanair zarezerwował sobie 80 proc. dostaw paliwa lotniczego po 63 dol. za baryłkę do marca 2023 r. W drugiej połowie lipca cena baryłki paliwa do samolotów wynosiła jednak ok. 138 dol. Ten wzrost znajdzie w najbliższej przyszłości swoje odzwierciedlenie w cenach.

Zdaniem Michaela O’Leary’ego średnia cena biletu wzrośnie z obecnych 40 euro do ok. 50 euro w ciągu najbliższych pięciu lat. Irlandczyk jest jednocześnie zdania, że nie zniechęci to pasażerów do podróży.

Uważamy, że ludzie będą nadal często latać

– twierdzi prezes Ryanaira.
World Travel & Tourism Council/flickr.com/CC BY 2.0

Jest tylko jedno „ale”, dodaje prezes Grupy Ryanair

Kryzys energetyczny wpłynie nie tylko na sytuację finansową przewoźników – uderzy także w domowe budżety pasażerów. Środki na podróżowanie się uszczuplą, a turyści będą oglądali każde euro po dwa razy, zanim zdecydują się je wydać.

Z tych słów wynika, że lowcost prognozuje narastającą dominację niskobudżetowych linii lotniczych. Już w tej chwili wiodą one prym, bo w Europie poza Ryanairem najwięcej pasażerów przewozi dzisiaj Wizzair i EasyJet.

O’Leary tłumaczy, że sukces Ryanaira to częściowo efekt… szczęścia. Linia nie bacząc na wzrost liczby zachorowań na wariant omikron, zdecydowała o rozpoczęciu rekrutacji i szkolenia załogi pokładowej. Dzięki temu Irlandczycy mogą się dzisiaj pochwalić jednym z najniższych wskaźników odwołanych lotów w branży.

W pierwszym półroczu lowcost odwołał tylko 0,3 proc. połączeń

Dla porównania jego rywal easyJet był zmuszony anulować 2,8 proc. lotów. Według danych firmy analitycznej OAG tygodniowa średnia dla Wielkiej Brytanii przekracza zazwyczaj 3 proc.

W rozwinięciu skrzydeł nie przeszkodziły Ryanairowi też strajki pracownicze. W pierwszym kwartale 2021 r. firma wypracowała zysk sięgający 170 mln euro netto – największy od czasów wybuchu pandemii.

Bizblog.pl poleca

Warto przy okazji wspomnieć, że w ostatni czasie zyski lowcostu zostaną prawdopodobnie nieznacznie uszczuplone przez karę, jaką przewoźnik będzie musiał zapłacić na Węgrzech. Miejscowy UOKiK wytknął Ryanairowi, że ten przerzuca na klientów koszty podatku od nadzwyczajnych dochodów. Rząd Victora Orbana nałożył taką daninę na branże, które, w jego mniemaniu, wyjątkowo skorzystały na wojnie i rosnącej inflacji.

Dla lidera europejskiego nieba nie będzie to jednak duży cios. Węgrzy wymierzyli mu grzywnę 300 mln forintów, czyli ok. 760 tys. euro. Jeżeli będzie trzeba O’Leary wyjmie tę kasę z tylnej kieszeni spodni.

Czytaj także: Tanie latanie? To tylko złudzenie. Ryanair kosi gruby pieniądz i zapowiada podwyżki biletów